[fot: Kelley Mari/CC/Flickr]
Kupiłam również nową jedwabną bieliznę i z niecierpliwością czekałam na powrót męża.
- Cześć - powiedział, całując mnie niedbale.
- Zaraz zacznie się mecz - prawie przebiegi przez pokój i wygodnie usiadł przed telewizorem. Poczułam się okropnie, gdyż mąż nie zwrócił uwagi na zmianę mego wyglądu. Po policzkach wolno zaczęły mi płynąć łzy. Pomyślałam, że skoro do tej pory nie mamy dzieci, to są małe szanse, aby je jeszcze mieć.
- Karol, popatrz na mnie uważnie - poprosiłam niepewnie, gdy zjawił się w kuchni podczas przerwy w meczu. Spojrzał mi w oczy.
- Pamiętasz, jaki powiedziałeś mi komplement, kiedy się poznaliśmy? Zamyślił się na chwilę. - Ze masz cudne oczy? - Nie. Szepnąłeś...
- Przepraszam kochanie - przerwał mi.
- Zaczyna się druga połowa. Wstał i podszedł do telewizora. Byłam kompletnie zdruzgotana. Starałam się o tym nie myśleć, ale moja rozpacz coraz bardziej się pogłębiała. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie Janina, wykrzykując, że muszę do niej natychmiast przyjechać, gdyż ma coś, co z pewnością pomoże mi uwieść męża. Pojechałam, nie wierząc jednak, że cokolwiek może uratować jeszcze nasze pożycie małżeńskie.
- No wreszcie! - zawołała na mój widok, wciągając mnie do pokoju. Na stoliku leżała wielka zakurzona książka z pożółkłymi kartkami.
- Znalazłam ją wśród pamiątek po prababci - i wskazała stary kuferek. Przeczytałam pozłacany tytuł na okładce: „Jak za pomocą magii pozyskać miłość kochanka".
- Myślisz, że to działa? - zerknęłam na nią z niedowierzaniem.
- Nie masz wyboru, musisz spróbować. Nieco podekscytowane zaczęłyśmy studiować jej treść. Były tam podane formuły miłosnych zaklęć i inne praktyki magiczne. „Co mi szkodzi spróbować?", pomyślałam i zdecydowałam, że sporządzę danie z afrodyzjakiem. Całe następne popołudnie spędziłam z Janiną, szukając w sklepach dziwnych składników. Miałam już fiołki, płatki róży, rozmaryn i inne składniki. Nigdzie jednak nie mogłam dostać lubczyku.
- Może zrobię bez niego - pomyślałam głośno.
- Zwariowałaś? Lubczyk jest najważniejszy, to on jest miłosnym zielem. W końcu zdobyłam także owo ziele i stosując się dokładnie do podanych w księdze wskazówek, sporządziłam obiad i Karol wrócił dopiero wieczorem. Z apetytem zjadł podany posiłek. Oczywiście nawet nie zauważył, że przypatrywałam mu się z wyjątkowym zainteresowaniem. Kiedy miał juz wstać, nagle popatrzył na mnie uważnie.
- Pamiętam, miałaś wtedy takie same włosy!
- Zaczęłam się śmiać.
- A ja powiedziałem ciągnął - że Brigitte Bardot musiała zobaczyć twoje zdjęcie i dla tego zrobiła sobie tę fryzurę. Dzisiaj wyglądają dużo ładniej niż wtedy. Karol chwycił mnie delikatnie za rękę i pocałował ją.
- Czy wyjdziemy na balkon podziwiać gwiazdy. Objął mnie i zaczął prowadzić do sypialni.
- Ale balkon jest tam - wskazałam drugi pokój.
- Nie szkodzi. Stamtąd również możemy zobaczyć Drogę Mleczną...
Od tamtej magicznej nocy upłynęło już wiele czasu. Dzisiaj jestem szczęśliwą mamą dwójki rozkosznych łobuzów...
23.11.10, 20:00:04
3.12.10, 12:37:52
15.12.10, 16:04:45
20.02.11, 18:39:33
3.06.11, 08:12:22
1.02, 18:28:30