[fot: iofoto/iStockphoto]
W Ministerstwie Pracy trwają ustalenia odnośnie nowego becikowego. Jego wysokość, zgodnie z najnowszymi pomysłami resortu Jolanty Fedak, ma zależeć od liczby dzieci.
To w ostatnich miesiącach druga modyfikacja istniejącego od trzech lat w nowej formie świadczenia. Dotychczas z okazji urodzenia dziecka rodzina o bardzo niskich dochodach mogła liczyć na 500-złotowy zasiłek.
Od 2006 roku jego wysokość podniesiono do 1000 złotych, a oprócz zasiłku wprowadzono becikowe dla wszystkich rodziców bez wyjątku - też w wysokości 1000 zł.
Niedawno zmodyfikowano przepisy tak, by wypłata pieniędzy nie była możliwa bez stosownego zaświadczenia, że mama dbała o ciążę pod okiem lekarza specjalisty. Ten pomysł, już obowiązujący, wzbudził wiele kontrowersji, szczególnie związanych z dłuższym pobytem kobiet ciężarnych za granicą, co utrudnia zdobycie zaświadczenia oraz z utrudnionym dostępem do państwowej służby zdrowia. W tej sprawie apelował Rzecznik Praw Dziecka.
Najnowszy pomysł również budzi kontrowersje. Nowe becikowe ma faworyzować rodziny wielodzietne. Za każde kolejne dziecko zasiłek od państwa będzie coraz większy. O tym, dlaczego i ta modyfikacja nie zadziała mówi była minister pracy, Joanna Kluzik-Rostkowska.
iWoman.pl: W Ministerstwie Pracy opracowywany jest cennik ciążowy. Kwota becikowego ma rosnąć wraz z liczbą dzieci w rodzinie. To już kolejna - po wprowadzeniu obowiązkowych zaświadczeń lekarskich - modyfikacja funkcjonowania tej formy zasiłku w ciągu ostatnich miesięcy. Czy to oznacza, że becikowe źle działa?
Joanna Kluzik-Rostkowska, poseł PiS, była minister pracy, mama trójki dzieci: Od początku byłam przeciwniczką bezwarunkowego rozdawania becikowego. Musimy pamiętać, że obecnie są dwa różne świadczenia: jedno dostępne bez wyjątku dla wszystkich rodziców i drugie, zależne od dochodu.
Ja to dokładnie pamiętam, ponieważ to była pierwsza ustawa w mojej karierze politycznej, jaką przeprowadzałam przez Sejm. To była zresztą propozycja LPR, poparta przez Platformę Obywatelską, wymierzona przeciwko PiS-owi. Już wtedy apelowałam przy mównicy, że to jest złe rozwiązanie, bo zamiast wydawać na jednorazowy zasiłek 400 mln złotych, można by wydłużyć urlop macierzyński. Wówczas tydzień takiego urlopu wszystkich matek kosztował około 70 mln, więc dodatkowo można było uzyskać około 6 tygodni.
ZOBACZ TAKŻE

Rząd rozda rodzicom bony na nianię Od wielu lat funkcjonuje też becikowe przeznaczone wyłącznie dla tych, którzy spełniają kryteria dochodu (czyli mniej niż 504 zł na osobę w rodzinie), podniesione z 500 do 1000 złotych pod koniec 2005 roku. Do tego zupełnie nie mam zastrzeżeń, jest potrzebne. Jako doraźna pomoc świetnie spełnia swoją funkcję.
Ale wprowadzono je po to, by zachęcić Polaków do posiadania dzieci.
Becikowe nie może być traktowane jako narzędzie do tego, żeby Polacy mieli więcej dzieci. Jeżeli ktoś decyduje się na dziecko ze względu na 1000 złotych, to oznacza, że jest niespełna rozumu.
A niemiecki model, gdzie wypłaca się rodzicom wsparcie przez 12 miesięcy i to w kwotach kilkukrotnie wyższych niż u nas, nie jest dobrym wzorem do naśladowania?
Niemieckie becikowe pełni inną rolę. Takie pewne źródło dochodu jest bardzo cenne, ale jednocześnie niebezpieczne. Zagrożenie jest takie, że im dłużej z dala od rynku pracy, tym trudniej później na niego wrócić. Poza tym my nie mamy tylu pieniędzy.
Co w takim razie skutecznie zachęci do powiększania rodziny?
W momencie, gdy przygotowywaliśmy program polityki rodzinnej, postawiliśmy sobie takie samo pytanie, ponieważ jak pokazują badania, deklaratywnie Polacy chcą mieć dzieci, ale w efekcie się nie decydują. Doszliśmy do wniosku, że potrzeba wielu różnych narzędzi, żeby docierać do różnych grup ludzi.
ZOBACZ TAKŻE
Sesje ciążowe tak popularne jak ślubne Przede wszystkim trzeba wspomóc te mniej zasobne rodziny - ze szczególnym uwzględnieniem wielodzietnych. Za moich czasów, 85 procent takich rodzin wymagało wsparcia ze strony państwa. Nie należy również zapominać o osobach lepiej sytuowanych. W ich przypadku becikowe nie zadziała, oni potrzebują dla swoich dzieci dobrej edukacji, dostępnych żłobków i przedszkoli, sprawnej służby zdrowia oraz wszystkich instrumentów, które pomagają godzić życie zawodowe z rodzinnym.
Ustawa żłobkowa, która miała we wrześniu trafić do Sejmu, miała rozwiązać ten problem.
Mój projekt, który definiuje m.in. mikrożłobki, mikroprzedszkola, grupy weekendowe oraz instytucję dziennego rodzica, leży w lasce marszałkowskiej, tej przepastnej zamrażarce, od roku. Działa wiele organizacji pozarządowych, wciąż jednak brakuje stosownych prawnych uregulowań.
Które z nich są najważniejsze?
Priorytetem jest wszystko, co dotyczy rynku pracy. Choćby to, co zostało odrzucone przez PO, czyli możliwość brania urlopu wychowawczego na zasadach urlopu pracowniczego przez pracodawców, osoby prowadzące działalność gospodarczą.
Postawiłabym jednak ministerstwu pracy plus za to, że w ogóle zaczęło się zastanawiać, jakie instrumenty wprowadzić, żeby procentowała liczba nowo narodzonych dzieci.
A czy najnowszy pomysł, czyli nagradzanie kolejnych ciąż, nie jest dyskryminujący? Matka pierwszego dziecka zasługuje na mniej niż matka kolejnego?
Becikowe traktuję doraźnie. Te pieniądze są potrzebne bez względu na to, czy jest to pierwsze dziecko, czy czwarte. Nagradzanie kolejnych porodów to bzdura, tym bardziej że największe koszty ponosi się przy pierwszym dziecku. Wiem, bo łóżeczko kupiłam jedno, wózek też i służył wszystkim moim dzieciom.
Z jakich działań prorodzinnych obecnego rządu byłaby Pani najbardziej zadowolona?
Polacy nie tylko jak wynika z badań deklarują, że chcą mieć dzieci, ale chcą mieć takie możliwości, żeby im zagwarantować lepszy start w dorosłe życie. Do tego są potrzebne pieniądze, więc trzeba szczególnie dbać o to, by zapewnić im aktywności na rynku pracy.
Moja propozycja dla rządu jest taka: nie trzeba kombinować z nowymi propozycjami. Jest gotowy projekt polityki rodzinnej, który był dobrze oceniony przez PO, podobał się i zamiast majstrować przy becikowym, warto pomału wprowadzać w życie kolejne elementy polityki rodzinnej.
27.07.10, 12:47:50
28.07.10, 17:06:38
29.07.10, 21:35:52
Nikomu nic do tego, czy komus potrzebne becikowe, czy nie..jeżeli kogoś nie stać na dziecko, to niech nie myśli o rodzeniu..bo kwota becikowego nie starczy do bycia rodzicem..jeśli ktoś ma pieniądze, a ustawowo dostanie jeszcze pieniądze, to jego szczęście,że ma..i jeszcze otrzyma..jednak nie zginie, gdyby tych pieniędzy nie było..nie wina bogatego,że biedny pieniędzy nie ma >>
30.07.10, 09:19:30
1.08.10, 20:27:03
1.08.10, 20:35:54
1.08.10, 20:39:08
1.08.10, 20:45:33
30.08.10, 17:03:19
30.08.10, 20:10:16