Kariera Biurko do wynajęcia? To żadna ekstrawagancja, to nowa kultura biznesu. Możesz zarezerwować je na god...

Biurko do wynajęcia? To żadna ekstrawagancja, to nowa kultura biznesu. Możesz zarezerwować je na godziny, dni albo tygodnie. To lepsze niż praca w domu?

Biurko do wynajęcia? To żadna ekstrawagancja, to nowa kultura biznesu. Możesz zarezerwować je na godziny, dni albo tygodnie. To lepsze niż praca w domu? [fot: Barbara Lubczańska ]

Jesteś wolnym strzelcem, a nie chcesz pracować w domu? Nie musisz wynajmować całego biura ani tułać się po kawiarniach. Postaw na coworking. Dostaniesz własne biurko i dostęp do wszystkich sprzętów, sekretarka załatwi za ciebie formalności, odbierze korespondencję, zarezerwuje miejsce na lunch. O tym, dlaczego to najlepsza opcja dla freelancera, opowiada Ewa Rogoż, założycielka wrocławskiego biura coworkingowego Idea Place.

Do tej pory praca w domu uchodziła za największy komfort. Wszystko na miejscu, wszystko pod ręką. Teraz przychodzi Pani i mówi, że lepiej z tego domu uciec. Dlaczego?

Ewa Rogoż, właścicielka biura coworkingowego IdeaPlace: Bo trzeba zdecydowanie oddzielić dom od pracy, wyznaczyć sobie tę granicę, także fizycznie. Po ciężkim dniu zamknąć drzwi od biura i nie myśleć o tym, co jeszcze trzeba zrobić. Kiedy pracujemy w domu, ta granica się zaciera. Mało kto ma u siebie profesjonalnie przygotowane miejsce do pracy, zaadoptowane do tego pomieszczenie. W praktyce więc wygląda to tak, że pracujemy na kanapie. A to mało wygodne.

I mało efektywne.

Tak, badania pokazują, że ta efektywność poza domem jest bez porównania lepsza. Także dlatego, że nie ma tych wszystkich rozpraszaczy - nie ciągnie nas do telewizora, lodówki, na spacer z psem. Do nas się przychodzi i siada do pracy. Nie ma wymówek, odkładania czegoś na później, tracenia czasu.

Ale tracimy go choćby na dojazd do pracy.

To, że musimy się ruszyć, ma akurat swoje dobre strony, zwłaszcza w przypadku kobiet. Dzięki temu możemy się umalować, ładnie ubrać, uczesać. Gdybym nie musiała wychodzić do pracy, to nie wiem, czy miałabym czas i ochotę, żeby codziennie odprawiać ten poranny rytuał. Natomiast wiem, że do biura nie wyszłabym w dresach czy kapciach. A przecież kiedy jesteśmy zadbane, od razu lepiej się czujemy. Wreszcie mamy więc powód, żeby wyjść do ludzi.

I do kogo się odezwać.

Tak, a to bardzo ważne. Przychodzi do mnie wielu ludzi sfrustrowanych tą samotnością. Tym, że cały dzień siedzą sami w czterech ścianach. Tylko na początku wydaje się, że to komfort. Później ta cisza staje się męcząca, zaczyna przeszkadzać.

A jak jest u Was? Każdy siedzi cicho, pochylony nad własnym biurkiem?

Z tym bywa różnie. Najważniejsze to nie przeszkadzać sobie nawzajem. Dlatego w strefie ciszy nie rozmawiamy przez telefon. Ale to nie problem, do dyspozycji mamy 200 metrów kwadratowych, można się przespacerować, zająć jedną z salek. Ale nie trzymamy sterylnych warunków, nie ma zakazu rozmawiania. Chyba codziennie zdarza się ogólna dyskusja na sali, ktoś rzuci temat, ktoś wybuchnie śmiechem.


fot. Mike Adamek, Idea Place

Choć oczywiście są też osoby, które pojawiają się w mieście tylko na parę dni, więc wpadają popracować i za chwilę znikają. Czyli traktują nas trochę tak, jak kafejkę internetową, jak takie biuro, które wynajmuje się wyłącznie do pracy. Ale ogromna część naszych coworkerów to ludzie, którzy przychodzą systematycznie, często codziennie. I to nawet, jeśli nie mają akurat żadnych zleceń, tylko chcą wpaść, porozmawiać. I to jest najfajniejsze. Ostatnio rozścieliliśmy w korytarzu sztuczną trawę i graliśmy w golfa. Stawiamy na atmosferę, ona jest najważniejsza. To, że siedzibę mamy w centrum, także pomaga. Można razem wyjść na lunch, usiąść w ogródku przy kawie.

I zrobić wrażenie na kliencie.

Tak, bo to też o nas świadczy, pomaga budować nasz wizerunek. Jeśli jestem freelancerem i czeka mnie spotkanie z klientem, mało profesjonalnie będzie umówić się z nim w kawiarni czy zaprosić go do domu. U nas są do tego odpowiednie warunki - lokalizacja w samym centrum wrocławskiego rynku, profesjonalnie wyposażone biura, sale sprzedażowe, kompleksowa obsługa ze strony sekretariatu. Nasza sekretarka nie tylko zaparzy kawę, ale zajmie się całą obsługą spotkania, przygotuje dokumenty, zarezerwuje miejsce na lunch, zabukuje bilet na samolot, wyszuka hotel na nocleg. To akurat wielki plus coworkingu: nie wydajemy fortuny na biuro, a mamy do dyspozycji całą jego infrastrukturę i funkcjonalność, łącznie z obsługą korespondencji.

I każdy może przyjść, przetestować, bo pierwszy dzień jest za darmo. A później?

Maksymalnie miesiąc pracy u nas to 500 zł netto, w tym jest już kawa, herbata, wydruk 200 kopii czarno-białych, 4 godziny do wykorzystania w salach na spotkania z klientem, wsparcie sekretariatu, doradztwo.

A przy długoterminowej rezerwacji muszę z góry określić dokładne terminy, w których się pojawię?


fot. Mike Adamek, Idea Place
Tutaj sposoby są dwa. Można od razu zdecydować się na konkretne daty, albo wybierać je choćby z dnia na dzień, dokonując rezerwacji na stronie. W pierwszym przypadku to biurko będzie na nas już czekać, bez względu na to, czy faktycznie pojawimy się w pracy czy nie.

Możemy więc zostawić na nim swoje rzeczy bez obaw, że ktoś nam je zajmie. Ale nie wszyscy mają z góry zaplanowany kalendarz, więc na to, żeby do nas wpaść, mogą zdecydować się nawet tego samego dnia rano. Wtedy rzeczy trzymamy w szafce, chowamy je tam po każdym dniu pracy i wyciągamy, kiedy znów się pojawimy.

Poza tym to nie jest tak, że jeżeli wykupuję pakiet 15 czy 20 dni, to muszę je wykorzystać w porządku kalendarzowym. Różne rzeczy mogą się przecież wydarzyć, mogę mieć po drodze urlop albo wyjazd służbowy. Dlatego stawiamy na elastyczność.

A jeśli wynajmę biurko na miesiąc, to mogę postawić sobie na nim paprotkę, zdjęcie dziecka? Na ile można w tę przestrzeń ingerować?

Nie mamy z tym problemu. Wystarczy powiedzieć, porozmawiać. Jedyny warunek: nie będzie to przeszkadzało innym. Tylko tyle.

I to wszystko bez podpisywania umów, przedkładania dokumentów?

Bez. Nie ma podpisywania ani wypowiadania umowy, całej tej papierkowej roboty. Nie trzeba się tłumaczyć, zapowiadać z wizytą. Wystarczy zarezerwować miejsce przez internet. Bez deklaracji, bez zobowiązań.

Opowiada Pani o tym w samych superlatywach, a przecież coworking musi mieć też wady.

Jedyną wadą jest brak popularności. To pojęcie jest u nas stosunkowo nowe. Ludzie, nawet jeśli chcieliby pracować w takim miejscu, to nie wiedzą jeszcze, jak fachowo się to nazywa, jak wyszukać je w internecie, co wpisać do Google'a. Nawet w takim dużym mieście jak Wrocław, coworking ciągle raczkuje. W Berlinie są całe coworkingowe piętra, w Szwecji dostęp do nich jest za pomocą kart, wystarczy się odbić przy czytniku i można korzystać do woli. U nas też tak będzie, to kwestia czasu.

Więc zdecydowała się Pani na tę branżę z braku konkurencji?

ZOBACZ TAKŻE


To jest kobieta, która całymi dniami chodzi po zacisznych kawiarniach i pije najlepszą kawę. Zapytacie pewnie: To wszystko? Nie, jeszcze jej za to płacą
Też, ale czynników było więcej. Przede wszystkim miałam mnóstwo znajomych, którym brakowało takiego miejsca na mapie Wrocławia. Którzy decydowali się na własny biznes, ale nie mieli gdzie go prowadzić, bo w domu nie mieli warunków, nie mogli się skupić. Albo zwyczajnie nie chcieli, bo dom to jednak dom.

Poza tym jedna z moich koleżanek, która prowadzi własną firmę w Warszawie, pracowała w centrum coworkingowym i bardzo je zachwalała. Do tego udało mi się trafić na świetną lokalizację i otrzymać duże wsparcie, także od ówczesnych pracodawców. Kiedy dowiedzieli się, że chcę założyć własny biznes, bardzo mi pomogli. Mocno trzymali kciuki i byli bardzo wyrozumiali.

To akurat nietypowe. Zwykle taki entuzjazm gasi się raczej w zarodku.

U mnie faktycznie było odwrotnie. Powiedzieli: idź, próbuj, zobaczymy, jak wyjdzie.

A dlaczego Pani odeszła? Miała dość pracy pod kimś? Szefa przez 8h dziennie, 5 dni w tygodniu?

Nie, przeciwnie, mnie się bardzo dobrze pracowało z szefami. Z poprzednią firmą rozchodziłam się zresztą stopniowo, przez pewien czas łączyłam te dwa etaty. Jednocześnie szukałam tam kogoś na swoje miejsce i pracowałam tu, zarządzając całą strategia marketingową, żeby dotrzeć do jak największej liczby klientów.

Natomiast pod innymi pracowałam przez 11 lat, to sporo. I w końcu przyszedł taki moment, że postanowiłam, że coś trzeba zrobić z tą moją karierą. Przez to, że lubię nowe rzeczy, podjęłam decyzję, żeby spróbować z własną firmą. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie, właściwie w miesiąc. Meble miałam upatrzone już wcześniej, klepnęłam tylko zamówienie, odświeżyłam wnętrza. W lutym porozumiałam się w sprawie przestrzeni, potem odwiedziłam jedno z warszawskich biur coworkingowych, gdzie właściciele opowiedzieli mi na co powinnam zwrócić uwagę przy otwieraniu tego typu biznesu, a 21 marca już otwieraliśmy. Wystarczyło ruszyć. Co wcale nie okazało się takie łatwe.

Ale przecież miała Pani doświadczenie.


fot. Mike Adamek, Idea Place
Tak, pracowałam wcześniej jako kierownik biura, więc wiedziałam, jak takie miejsce powinno wyglądać, jak funkcjonować. I jak stworzyć atmosferę, żeby tu było fajnie. Tylko inaczej zarządza się cudzymi pracownikami, a inaczej własnymi. Wiążą się z tym różne ryzyka i odpowiedzialności, czego mnie nikt nie nauczył. Więc w momencie, kiedy trzeba było samemu kogoś zatrudnić, samemu za niego zapłacić, zobaczyłam jakie to wszystko jest trudne.

Do tego trzeba było zdefiniować grupę klientów, zastanowić się, do kogo i z czym chcemy dotrzeć, określić, jak zarządzać marką. Dużo rzeczy było dla mnie kompletnie nowych. Ale jestem osobą, która łatwo się nie poddaje. Przez lata pracy nauczyłam się, że nie ma rzeczy niemożliwych, u mnie nigdy nie ma opcji, żeby się nie udało.

I nie było momentu, kiedy ten entuzjazm opadał?

Był i to pewnie niejeden. Bo mimo tego, że mieliśmy wielkie otwarcie, ciągle niewiele osób wiedziało, co to coworking. Firma ruszyła, a tłumy nie waliły drzwiami i oknami. Trzeba było zacząć od podstaw, dzwonić do freelancerów, opowiadać im o nas i pytać, co w ogóle o tym myślą. Uderzaliśmy do lektorów, coachów, tłumaczy, grafików, architektów. Chodziło nawet nie o ściąganie ich tutaj za wszelką cenę, ale o informowanie, bo zwyczajnie nie mieli pojęcia, że taka możliwość w ich mieście nagle istnieje. Musiałam zapukać do wielu drzwi, przedstawiać się, poprosić, żeby o mnie pamiętali i wspominali, jak ktoś z ich znajomych będzie potrzebował takiego miejsca.

Dużo czasu zajęło rozreklamowanie interesu?

Bardzo. To były setki, tysiące telefonów, docieranie do konkretnych osób. Przez pierwszy rok przychodziłam do pracy o godz. 6-7, wychodziłam o 19-20. Organizowaliśmy różne wydarzenia, eventy, warsztaty. Nawet nie po to, żeby były z tego pieniądze, ale żeby sama wieść o nas poszła dalej w świat. Zaczęliśmy zapraszać do nas ludzi, żeby pokazać im, jakie są warunki, jaka atmosfera. I przy okazji pomóc im odnaleźć się w ich własnym biznesie. Stąd cykl warsztatów przeróżnej tematyki, od kontraktów, negocjacji handlowych, przez tworzenie marki, zarządzanie fanpage'ami. A więc wszystko to, co pomaga młodym przedsiębiorcom być bardziej atrakcyjnymi na rynku.

I tu jest chyba problem: często wydaje im się, że wystarczy pomysł na biznes, później wszystko już pójdzie samo.

Niestety. Zdarzało mi się patrzeć na osoby, które miały świetny pomysł, dostały nawet dotację z urzędu pracy, ale nie umiały tego sprzedać, więc wszystko upadło. Bo trzeba mieć świadomość tego, że nawet, jeśli mamy nietypowy pomysł i małą konkurencję , to nie mamy jeszcze gwarancji sukcesu. Mnie też się wydawało, że wszystko świetnie sobie przemyślałam, a później trzeba było jednak te przemyślenia zweryfikować. Zawalczyć o to, żeby to działało.


fot. Mike Adamek, Idea Place

Dlatego staramy się dokształcać młodych przedsiębiorców, uczyć ich wychodzenia do klienta. A konkurencja wszędzie jest duża, dziś każdy może być na przykład grafikiem czy fotografem. Przy tak zaawansowanych technologiach, to naprawdę nietrudne. Dlatego dobrze edukować się w innych kwestiach: sprzedaży, budowaniu marki, wyboru logo, nawet metod prezentacji czy emisji głosu. Często jest tak, że freelancerzy nigdy nie pracowali w dużych korporacjach i wydaje im się, że mają produkt, który sam się będzie sprzedawać. A tymczasem nie mają tej szkoły, nie wiedzą, jak przetrwać. Po to jest Idea Place - angażujemy się w konferencje, organizujemy szkolenia, żeby im pomagać, uczyć być bardziej konkurencyjnymi na rynku pracy.

Ludzie kojarzą coworking chyba inaczej. Że każdy przychodzi, siada w swoim kącie, po pracy wychodzi.

To się praktycznie nie zdarza. Stale się wspieramy, wymieniamy doświadczeniami, wizytówkami, kontaktami. Polecamy siebie nawzajem. Jeśli na sali siedzi prawnik, znam go od kilku miesięcy i widzę, jak pracuje, to jeśli ktoś z naszych znajomych nagle o kogoś takiego zapyta, to mam kogo polecić. Jeśli sama szukam właśnie grafika, a wiem, że kolega z biurka obok się tym zajmuje, to dlaczego mam nie zapytać, ile za to weźmie? Każdy woli przecież wziąć kogoś znajomego niż szukać w internecie i strzelać.

Z tego rodzą się zresztą świetne przyjaźnie. Często ktoś pracuje nad projektem, prosi innych o radę czy wsparcie. Jeden z naszych freelancerów organizował w tym roku triathlon, pomagaliśmy mu na absolutnie wszystkich szczeblach, od doradzania w sprawie logo, plakatów poprzez organizowanie medyków i masażystów aż po obecność i wsparcie podczas triathlonu. To naprawdę ogromna frajda patrzeć, jak ci ludzie się zaprzyjaźniają, pomagają sobie nawzajem. Sama mam sporo kontaktów, więc staram się działać, gdzie kiedy mogę. Każdego dnia poznaję średnio dwie, trzy osoby. W skali roku to już dużo.

A kto u was pracuje? To głównie ludzie młodzi?


fot. Mike Adamek, Idea Place
Coworking to społeczność tworzona przez ludzi wolnych zawodów. Trafiają się więc graficy, programiści, architekci, tłumacze, spece od sprzedaży czy organizacji imprez i eventów. Ale jest też producentka filmowa, headhunter, byli chłopcy od analizy rynków kapitałowych i ściągania inwestorów do start-upów. To różne osoby, bez żadnego klucza. Jedyne, co ich łączy to to, że wiedzą, czego potrzebują, czyli niedrogiego, profesjonalnie przygotowanego biura w prestiżowej lokalizacji. I pociąga ich ta nowa kultura, estetyka pracy.

Fakt, tutaj, na miejscu, pracują głównie ludzie młodzi. Inaczej jest w przypadku klientów biur wirtualnych, a takie też prowadzimy. Na nie decydują się ludzie dojrzali, którzy mają świadomość tego, jaką korzyść daje im dobry adres. To często fundusze kapitałowe, spółki z o.o., sklepy internetowe, agencje interaktywne, niektóre mają siedzibę w Warszawie czy nawet zagranicą. Przeróżne firmy, którym adres taki jest potrzebny. Bo wirtualne biuro polega na tym, że podpisując z nami umowę, można korzystać z naszego adresu, podawać go na swoich wizytówkach, fakturach, umowach. Wtedy obsługujemy też całą korespondencję, polecamy różnych prawników czy księgowych w zależności od problemu.

Czyli możemy darować sobie chodzenie na pocztę i stanie w kolejkach.

Właśnie. A to szczególnie ważne w przypadku osób, które dużo podróżują. A przecież zawsze przyjdą jakieś rachunki, paczka, zawsze jest jakieś awizo do odebrania. Poza tym w przypadku wirtualnych biur znowu powraca kwestia lokalizacji. Może nie jest to oficjalne i sformalizowane, ale wymóg trochę jest taki, że jeżeli chcemy być profesjonalni i traktowani w sposób poważny, to nie możemy mieć siedziby przy Bajana czy Parkowej.

I to już ten etap, kiedy można odetchnąć z ulgą? Kiedy jest Pani spokojna o swój biznes?

Ponad półtora roku to chyba za mało, żeby spocząć na laurach. Poza tym z natury jestem bardzo wymagająca, nie potrafię jeszcze usiąść, odetchnąć i powiedzieć: to już się udało, to już zarabia pieniądze, jest dobrze. To jeszcze nie teraz.

 

Joanna Pachla

2012-12-12 06:00:04

Tagi:

coworking,

biuro coworkingowe,

ideaplace,

ewa rogoż

Komentarze

  • 8.01.13, 13:41:27

    ~agensaa napisał(a):
    pewnie, że lepiej wynająć biurko na godziny, w szczególności jeśli pracuje się zdalnie, to duża oszczędność, zważywszy, że wynajęcia biura w dobrej lokalizacji w dużym mieście to naprawdę spory wydatek, ja sama korzystam z usług: www.krakowski-adres.pl/coworking.php i bardzo sobie chwalę takie wyjście z 4 ścian zacisza domowego
  • Lolita12

    8.01.13, 14:41:15

    Lolita12 napisał(a):
    No ale po jakieg grzyba mam wynajmowąc biurko...nie rozumiem czy to jakaś nowa moda z zachodu , czy jak... dosyć dziwnei to brzmi...
  • mama 5 dzieci

    8.01.13, 14:48:50

    mama 5 dzieci napisał(a):
    też mi się wydaje, ze lepsze rozwiązanie, wszytsko jest lpesze keidy człowiek musi się zmobilizować, zeby wyjść z domu do ludzi
  • 13.01.13, 12:22:50

    ~Tradycjonalista napisał(a):
    Kiedyś były pokoje na godziny, teraz musi wystarczyć tylko biurko. Takie czasy, szybko i byle jak.
  • 29.03.13, 15:49:29

    ~Coworker napisał(a):
    Aż dziw, że zabrakło tu mapy polskiego coworkingu -> http://www.polskicoworking.pl/ fajny spis i pokazanie tego jak wygląda realna mapa coworkingu w Polsce.