[fot: Sławek/CC/Wikimedia]
Parytet już obowiązuje? W kampanii prezydenckiej tak samo ważne jak kandydaci, a nawet kandydujący na kandydatów, są ich żony. Co więcej, ich medialna rywalizacja miała pierwszeństwo.
Zanim jeszcze ogłoszono, że główni pretendenci z Platformy Obywatelskiej do wyborów prezydenckich spotkają się w medialnym pojedynku, media rozpoczęły swoją analizę porównawczą kandydatów.
Niemal natychmiast sięgnęły po argument wykształconej i słynnej żony Radosława Sikorskiego, zaraz potem w kontrze stanęła wzorowa matka Polka - Anna Komorowska. Dlaczego? Bo gdyby nie żony, poza różnicą wieku trudno byłoby znaleźć istotniejsze kontrasty między kandydatami z PO.
Żony nazywane awansem pierwszymi damami, poza tym, że są imienniczkami, różnią się wszystkim i mogą przesądzić o wyniku przedwyborczej debaty.
Anne Applebaum (na zdjęciu), żona Radosława Sikorskiego, mimo że jest z kraju, w którym wielu Polaków upatruje krainę mlekiem i miodem płynącą, wzbudza bardziej respekt i dystans niż sympatię.
Nie jest jedną z nas, ale uosobieniem sukcesu na arenie międzynarodowej i kobietą, która nie stroni od kategorycznych opinii na tematy polityczne. Nie nadaje się do roli żony u boku słynnego męża, choć kiedy uświadomiła sobie mocne strony rywalki, usiłowała ratować swój wizerunek deklarując, że zrezygnuje z kariery, jak zostanie pierwszą damą. Nie spolszczyło też jej wizerunku opowiadanie o tym, że gotuje pomidorową na wczorajszym rosole.
Co innego - żona męża stanu Anna Komorowska, która zrezygnowała z kariery, żeby zająć się domem. Można wręcz odnieść wrażenie, czytając rozmowę z nią w Dużym Formacie, że gardzi awansami w korporacjach. Dodatkowo, o czym donosi tabloid o największej liczbie wykrzykników w tytułach, ciągle walczy z nadwagą. Ma więc takie same problemy jak większość Polek. Być może więc łatwiej będzie jej nas zrozumieć?
Do tej pory sięgano po bardziej lub mniej odległe gałęzie drzewa genealogicznego, kiedy wyczerpywały się wszystkie inne, zwane merytorycznymi, argumenty w debacie politycznej.
Żony polityków pojawiały się zwykle w wyścigu prezydenckim podczas promocyjnych wieców, rzadziej w tabloidowych fotogaleriach jako partnerki celebrytów, a potem w transmisjach na żywo ze sztabów wyborczych - jak słynne posłanki paprotki w spotach PiS-u.
Teraz bez parytetu, ale z impetem zagarnęły scenę polityczną. Nie trzeba było gwarantować im nawet miejsc na listach wyborczych. A czy ktokolwiek ma wątpliwości, że odgrywają decydującą rolę w polskiej polityce?
29.03.10, 13:25:41
5.04.10, 22:22:58
NO I JUŻ WIADOMO, ŻE PRAWYBORY WYGRAŁ PAN KOMOROWSKI NO I KTO MOŻE ZOSTAĆ PIERWSZĄ DAMĄ.
6.04.10, 11:33:20
9.04.10, 12:55:28
Basik 1 napisał(a):nie obchodzi mnie pochodzenie i narodowość żon przyszłych prezydentów
To skąd się pochodzi nie powinno być priorytetem. Ważne jest to, co człowiek sobą reprezentuje.
11.04.10, 10:48:01
8.05.10, 14:59:46
13.05.10, 18:50:12
15.05.10, 12:40:54
17.05.10, 17:53:08
Żony polityków pojawiały się zwykle w wyścigu prezydenckim podczas promocyjnych wieców, rzadziej w tabloidowych fotogaleriach.
18.05.10, 01:28:20