[fot: AP/FOTOLINK/East News]
Wicemistrzyni Francji w pływaniu synchronicznym, zdeklarowana wegetarianka i wielbicielka kostiumów od Chanel została wybrana szefową jednej z najpotężniejszych instytucji finansowych świata. Jak Christine Lagarde podbiła zdominowany przez mężczyzn świat? Tępiąc testosteron i męskie ego, zawsze z wrodzoną sobie, francuską gracją. I kosztem dżemu z pigwy.
Na ścianie gabinetu Christine Lagarde wisi karykatura przedstawiająca francuską minister gospodarki w stroju dominy, okładającą batem krnąbrnych bankierów - podaje tygodnik Newsweek. I cytuje Kennetha Rogoffa, profesora z Harvardu, wcześniej głównego ekonomistę Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który powiedział, że w świecie finansów ma ona status gwiazdy rocka. Podobno przepada za nią Hillary Clinton, cieszy się też zaufaniem w Niemczech, a o wielu sprawach myśli podobnie jak Angela Merkel. Lagarde jest też mistrzynią dyplomacji finansowej z rozległą siecią kontaktów na całym świecie.
ZOBACZ TAKŻE

Poznaj najbardziej wpływowe kobiety świata wg Forbes Co takiego ma w sobie, że podbiła zdominowany przez mężczyzn świat finansów i polityki? - Przede wszystkim to osoba o bardzo wysokim poziomie kultury osobistej i z ogromną wiedzą o świecie finansów oraz prawa. Do tego zawsze jest doskonale, merytorycznie przygotowana do spotkania. Dzięki temu może być miła, nie musi podnosić głosu, ani tym bardziej używać niecenzuralnych wyrazów, żeby zdominować dyskusję - mówi w rozmowie z iWoman.pl Andrzej Chołdzyński, architekt , który prywatnie zna Christine Lagarde od blisko 10 lat.
Jak przystało na prawdziwą damę nowa szefowa MFW nawet w stresujących chwilach nie traci zimnej krwi i klasy. W nagrodzonym Oscarem filmie dokumentalnym Inside Job, na temat kulisów wielkiego kryzysu ekonomicznego z 2008 r., zapytana o swoje pierwsze słowa po informacji o upadku banku Lehman Brothers przyznała, że było to holy cow (ang. o kurczę !). Ani grama mocniej. Bo jej zdaniem kobieta, żeby odnieść sukces wcale nie musi grać po męsku. Na ten temat często kłóci się z Madeleine Albright, byłą sekretarz stanu w administracji Billa Clintona.
Kultura i obycie nie uchroniły jej jednak od wpadek. Rok temu francuskiej minister finansów wyretuszowano na zdjęciu prasowym biżuterię z pereł, by wyglądała skromniej w czasie protestów Francuzów przeciwko wydłużeniu wieku emerytalnego. Sprawa obiegła media i była szeroko komentowana, głównie przez satyryków.
Jej nazwisko kojarzone jest też z tzw. aferą Tapie. Dotyczy ona przyznania w 2008 roku, na drodze polubownej umowy z udziałem resortu finansów, 285 mln euro odszkodowania biznesmenowi Bernardowi Tapiemu w jego sporze z konsorcjum zarządzającym majątkiem pozostałym po banku Credit Lyonnais. 10 czerwca francuski sąd przełożył do 8 lipca podjęcie decyzji dotyczącej ewentualnego dochodzenia w tej sprawie.
Lagarde odparła, że zwłoka sądu nie zmienia niczego w jej sytuacji - podaje PAP. Francuska opozycja utrzymuje, że minister złamała procedury, pomagając Tapiemu, uchodzącemu za przyjaciela prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego. Lagarde zaprzecza stanowczo tym zarzutom, broniąc legalności ówczesnej decyzji.
Bo nie zdała egzaminu
Droga zawodowa nowej szefowej MFW nie była typowa dla francuskich elit, w większości wywodzących się z prestiżowej Ecole Nationale d'Administration. Lagarde oblała egzamin na ENA. Po latach sama stwierdziła w wywiadzie dla The Independent, że nie jest pewne, czy w innym układzie tak skutecznie udałoby się jej przebić przez zdominowaną przez mężczyzn politykę francuską.
Zamiast tego po studiach prawniczych postanowiła poszukać pracy jako adwokat. - We Francji moja kandydatura nie wzbudziła entuzjazmu, ponieważ jestem kobietą. W jednej z firm z góry zaznaczono, że jako kobieta nigdy nie zostanę wspólnikiem. W innej zażądano, abym przez pierwsze miesiące zajęła się układaniem papierów. W Baker & McKenzie naborem zajmowała się kobieta i zostałam od razu zatrudniona - cytuje Lagarde tygodnik Newsweek.