iWoman.pl Na serio Ludzie Gaba Kulka: Moja muzyka zarabia na siebie i na mnie

Gaba Kulka: Moja muzyka zarabia na siebie i na mnie

[fot: Maciej Serafin]

Rok po debiucie zaliczana jest do pierwszej ligi polskich artystów. Właśnie zdobyła Fryderyka i tytuł Wokalistki Roku.

Bierze udział w prestiżowych projektach artystycznych – w Sopocie zagrała w koncercie poświęconym Niemenowi, piosenki w jej interpretacji znalazły się na płycie wydajnej z okazji 85. urodzin Herberta, wzięła udział w promocji interaktywnego muzeum Chopina w Warszawie.

Niebawem, we współpracy z Jankiem Młynarskim, wyda płytę z piosenkami jego ojca, Wojciecha Młynarskiego. Gaba Kulka robi karierę w bardzo staromodny sposób – niebywałym talentem i osobowością.

Money.pl: Z dziewczyny grającej samotnie w knajpach i klubach przeistoczyłaś się w zawodowego muzyka. Teraz ten Fryderyk i tytuł wokalistki roku. To już chyba nie zabawa...

Gaba Kulka: Cieszę się z Fryderyka, ale staram się do takich bardziej formalnych dowodów uznania podchodzić z dystansem. To wszystko bardzo miłe, ale trzeba zachować równowagę. Są momenty kiedy to wszystko jeszcze napawa mnie zdziwieniem. Niby minął rok od kiedy moja praca profesjonalnie nabrała rozpędu, ale dla mnie to jest bardzo świeże. Jestem na swego rodzaju fali. Niesamowity jest ten mechanizm: jak już ktoś potraktuje twoją muzykę poważnie to cała reszta dzieje się z automatu. Bo przecież parę lat temu robiłam to samo co dziś i w ogóle nie byłam dostrzegana przez biznes muzyczny.

Nie wzięłaś udziału w żadnym talent show, nie zostałaś wypromowana przez któryś z wielkich koncernów muzycznych, nie ma cię w tabloidach. Jak przekonałaś do siebie publiczność?

Muzykuję od ponad 10 lat, przez cały ten okres dużo grałam w knajpach, małych klubach, przeważnie solo. Pierwsi w moją muzykę uwierzyli znajomi, potem znajomi znajomych i tak się krąg zainteresowanych powiększał. Dużą pomocą byli też niektórzy dziennikarze muzyczni, którzy puszczali moje płyty w swoich autorskich audycjach. Momentem przełomowym był kontrakt z wytwórnią Mystic Production, pierwszy album nagrany profesjonalnie w studiu czyli wydany w zeszłym roku Hat, Rabbit, trasa koncertowa. Moim najmocniejszym argumentem jest muzyka.

Masz już swojego wydawcę, podpisany kontrakt, menedżera – wszystko to, co podobno dla niezależnych artystów jest przekleństwem.

Faktycznie, dobry kontakt z wydawcą to rzadkość – mówię to patrząc na doświadczenia znajomych muzyków. Dopóki się nie ma własnej wytwórni to istnieje ryzyko, że będzie się poddanym różnym naciskom i ograniczeniom. Ale ja nie narzekam. Jak zwykle miałam szczęście i spotkałam odpowiednich ludzi w odpowiednim miejscu i czasie. Rozumieją co mam do zaoferowania i nie żądają ode mnie niczego ponadto. Ja także rozumiem ich potrzeby – w końcu to jest biznes, musi przynosić dochody.

A menadżer to cudowny wynalazek. Gdybym miała sama zajmować się całą stroną organizacyjną to nie miałabym czasu na muzykę. Bardzo fajnie, że są ludzie, którzy są bardzo zaangażowani w muzykę i mogą swoją pasję realizować w ten sposób.

Utrzymujesz się już ze swojej muzyki?

Tak, to jest pierwszy rok, kiedy moja muzyka zarabia na siebie, na mnie, na zespół. Wreszcie rzuciłam pracę w sklepie meblowym (śmiech). Bardzo mnie cieszy to, że mogę sobie pozwolić na rzeczy, których potrzebuję np. na zakup sprzętu muzycznego. Oczywiście staram się zachować trzeźwość myślenia i nie dać się za bardzo ponieść entuzjazmowi. Na ogół muzycy pracują w takiej sinusoidzie: są momenty kiedy tej pracy jest o wiele za dużo, ale są też okresy posuchy. Zresztą, taki artysta, którego zawsze wszędzie pełno, męczy publiczność. Trzeba siebie dozować.

Doświadczyłaś już wad showbiznesu: drapieżnej konkurencji, podkładania świń, robienia wszystkiego dla lansu?

Nie powiedziałabym, że ten świat jest bardziej zepsuty, niż jakikolwiek inny interes związany z pieniędzmi. Podejrzewam, że w przemyśle drobiowym też jest konkurencja i przekręty tylko nie informują nas o tym tabloidy. Poza tym ja chyba działam w jakiejś niszy, w której takie rzeczy dzieją się rzadziej. Branża muzyczna nie jest monolitem – ja nie konkuruję np. z Dodą, bo – nie ujmując ani jej, ani mi - startujemy w zupełnie innych konkurencjach.

Gaba Kulka

Gaba Kulka

Nie lansujesz się?

Nie robię tego specjalnie, ale bywają sytuacje, że konieczność wzięcia udziału w jakiejś imprezie wynika ze zobowiązań towarzyskich lub zawodowych. Wtedy się na nich pojawiam.

Czuwasz nad swoim wizerunkiem? Budujesz go świadomie?

Tak, ale to nie polega na ukrywaniu jakiejś prawdy o sobie i wymyślaniu siebie na nowo, tylko na tworzeniu pewnego kontekstu dla swojej postaci. Zależy mi na tym, żeby być kojarzoną w taki sposób, który mnie nie ogranicza.

Czyli jak?

Chodzi głównie o swobodę bycia sobą. Brzmi banalnie, ale nie jest oczywiste. Chociaż jestem osobą dość uległą i łatwą w pożyciu, burzę się przeciw ingerencji w to, jak mam wyglądać, jak mam się czuć, co mam myśleć, jak śpiewać, co robić. Ta niezależność, prawo decydowania samemu o sobie to rzeczy, które są ważne w mojej muzyce i moim życiu.

Twoja muzyka bywa społecznie zaangażowana, czy po prostu wyśpiewujesz swoje fantazje?

Myślę, że w mojej muzyce sporo jest jakiegoś światopoglądu politycznego, kontestacji. To może nie jest takie dosłowne, bo ubrane bywa w muzyczną opowieść, ale ja też wytykam różne drobne rzeczy w swoich piosenkach. Bardzo drażnią mnie uprzedzenia ukryte za poprawnością polityczną. Nie lubię ludzi, którzy są nieszczerzy, którzy ukrywają to, co naprawdę myślą np. deklarują tolerancję i mówią, że są zwolennikami małżeństw homoseksualnych, ale np. nie w ich mieście. Wolę homofoba, który ci to powie w twarz, niż kogoś, kto nie będzie swej homofobii nawet świadom.

Denerwuje cię piractwo internetowe?

Nie, to jest skomplikowany problem. Model odbioru muzyki się zmienia, a przemysł nie nadąża. To nie jest tak, że wszyscy ludzie mają ochotę zostać złodziejami, po prostu brakuje im wyobraźni i zrozumienia, jak działa przemysł muzyczny. Ludzie mają tendencje do robienia tego, co jest łatwiejsze, czyli zamiast iść i kupić płytę, wolą ją ściągnąć z netu. Trzeba rozwijać systemy sprzedaży internetowej, tak by łatwiej było muzykę kupić niż ukraść i by artyści na tym nie tracili.

Twoim największym atutem jest głos o bardzo dużej skali, z którym wyczyniasz niesamowite rzeczy. Ubezpieczyłaś go?

Nie, jeszcze nie myślałam o tym (śmiech). Ale staram się na niego uważać. Rzeczywiście praca z głosem bywa stresująca, bo to jest taki instrument, którego już się nie wymieni na nowy. Bywa też, że ciężko o ostrożność, kiedy jest się bardzo namiętnym w tym, co się robi. Każdy artysta boi się o swój głos (śmiech). Nie wiem co bym zrobiła bez niego. Pewnie nauczyłabym się porządnie grać na jakimś instrumencie.

Przecież grasz na fortepianie i skrzypcach.

Na skrzypcach jestem na poziomie podstawówki, a z fortepianem to jest tak, że jak dostaje nuty, to nie wiem co z nimi zrobić (śmiech). Ja gram to, co sobie sama wymyślę, z głowy. Takie jest to moje granie.

W twojej kategorii do tegorocznych Fryderyków nominowana była także Agnieszka Chylińska, Katarzyna Nosowska i Kayah – legendy polskiej muzyki rozrywkowej. Jak się czujesz postawiona w takim towarzystwie?

Dwie z trzech pań miałam okazję poznać i były to niezwykle miłe spotkania. Muszę przyznać, że ze strony osób, które na polskiej scenie muzycznej pracuję od wielu lat czuję bardzo duże wsparcie i sympatię. Takie poklepanie po plecach też bywa ogromnie ważne.

Paulina Pacuła

2010-04-23 08:00

Tagi: kultura, muzyka, chopin, herbert, gwiazda, popkultura, gaba kulka, fryderyki, gabriela kulka

Skomentuj

      lub    Zaloguj się / Zarejestruj się
Podaj drugi znak kodu hdjGf

Komentarze