Kariera Ludzie Gra w brydża wymaga świetnej pamięci i zdolności matematycznych, ale nawet arcymistrz może przegrać ...

Gra w brydża wymaga świetnej pamięci i zdolności matematycznych, ale nawet arcymistrz może przegrać z amatorem. Choć Polki zdobywają medale, do pasji muszą dopłacać

Renata Dancewicz podczas brydżowej majówki, 2001 rok [fot: Cwik/Reporter/East News]

Ewa Harasimowicz grać w brydża nauczyła się od Japończyków. - To był 1979 rok, wyprawa w Himalaje Zachodnie. Czekaliśmy w bazie na okno pogodowe i nudziliśmy się - wspomina. Przez kilka tygodni lało, a międzynarodowej ekipie czas się dłużył, szczególnie nocami. Alpiniści dyżurowali na zmianę, odganiając grasujące w okolicy niedźwiedzie i grając w karty. - Potrzebowali czwartego do brydża i nauczyli mnie - opowiada 63-letnia dziś zawodniczka. Tak jej się spodobało, że już w rok po powrocie do Polski występowała w kadrze narodowej.

W 1987 roku, kiedy Harasimowicz była już mistrzynią Polski, w karty wsiąkła na dobre jej młodsza o dekadę lat imienniczka - Ewa Sobolewska, wówczas studentka ekonomii. - Dorabiałam sobie w klubie sportowym AZS. Tam poznałam brydżystów, którzy zaczęli wyciągać mnie na turnieje - wspomina.

Renacie Dancewicz - aktorce filmowej i teatralnej - pasja do brydża wzięła się z literatury, a konkretnie z lektury kryminałów Agaty Christie. W karty grała od dziecka. - Kiedy miałam jakieś sześć lat, moja ukochana babcia Franciszka nauczyła mnie grać w oczko, wojnę, makao. Pamiętam też, jak mama organizowała posiadówki z koleżankami przy kawce i kartach. Grały od rana w kanastę albo remika, a ja chłonęłam tę atmosferę - opowiada aktorka.

Fanką brydża jest też była minister edukacji narodowej Krystyna Łybacka. Grać nauczyła się w młodości, od męża koleżanki, który jest profesorem akademii ekonomicznej. Dziś Łybacka jest jedyną kobietą w Parlamentarnym Zespole Brydża Sportowego i ilekroć wraca pociągiem z Warszawy, stara się podróżować w towarzystwie trzech innych posłów.

Wszystkie panie zapytane o to, co je pociąga w brydżu, wymieniają zgodnie: ta gra relaksuje, ale też rozwija. Choć wymaga logicznego myślenia i chłodnej kalkulacji, potrafi być bardzo emocjonująca. No i najważniejsze - mimo że brydż to gra statystyczna, oparta o system, pozwala kompletnemu laikowi wygrać z arcymistrzem.

Arcymistrz, malarz pokojowy

W brydża gra się w parach, talią złożoną z 52 kart. W odmianie sportowej obie dwójki dostają identyczny układ kart i rywalizują ze sobą o jak najlepszy wynik. Ponieważ partnerzy nie widzą się nawzajem (zawodników oddziela przegroda), komunikują się za pomocą systemów licytacyjnych. Zbiór ustaleń pomiędzy partnerami dotyczący znaczenia poszczególnych odzywek jest jawny dla przeciwników, tak więc obie pary uczą się tak naprawdę dwóch systemów - swojego i rywali, by jak najlepiej przewidzieć ich kolejne ruchy i móc zrealizować swój kontrakt - czyli zobowiązanie do wzięcia określonej liczby wysokopunktowanych kart.


Ewa Harasimowicz na zawodach w Biarritz w 2005 roku.
Fot. Z archiwum prywatnego zawodniczki
- Nad komunikacją pracuje się godzinami. Podczas turniejów nie licytuje się na głos, nie można też szturchnąć partnera pod stołem, bo deska oddzielająca sięga podłogi - śmieje się Ewa Sobolewska.

Zawody brydża sportowego dzielą się na mecze i turnieje. W tych drugich można wyróżnić turnieje teamów, par i indywidualne, kiedy po każdej rundzie zawodnicy zmieniają partnera. Mecz to pojedynek dwóch drużyn. Na turnieju spotyka się wiele par, które rozgrywają te same rozdania. Rozdanie trwa 8 minut. Podczas zawodów sportowcy rozgrywają nawet 50 - 60 rozdań dziennie. I tak przez dwa tygodnie.

- To straszliwy wysiłek. Po każdych mistrzostwach Europy, świata, po każdej olimpiadzie, wracałam do domu wymęczona, chudsza o kilka kilogramów - przyznaje Ewa Harasimowicz. Dlatego tak ważna jest ogólna kondycja fizyczna zawodników. Brydżystki dbają o dietę, a na profesjonalnych zawodach nie wolno im palić ani pić alkoholu. Ten sport wymaga też świetnej pamięci i koncentracji oraz silnych nerwów. - Rozgrywek można się nauczyć z książki, a system licytacyjny wyćwiczyć. Najważniejsza jest psychika - podkreśla Ewa Sobolewska.

- Wbrew pozorom to bardzo emocjonujący sport - dodaje Renata Dancewicz. - Sama byłam świadkiem, jak dwóch panów pobiło się podczas gry, dostało się też sędziemu. Aktorka przyznaje, że i jej zdarza się złościć, kiedy karta nie idzie, a nawet wymienić kilka ostrych zdań z innymi zawodnikami. - Mam temperament sangwiniczny, łatwo się wkurzam i szybko mi przechodzi. Ważne, by nikogo przy tym nie obrażać.

W brydżu przydają się w końcu zdolności matematyczne, ale - jak zapewniają zawodniczki - wykształcenie nie ma znaczenia. Choć obie Ewy skończył ekonomię, nie w niej upatrują źródeł swych sukcesów. - Nieżyjący już Heniu Wolny, arcygenialny brydżysta, jeden z najlepszych w historii, nie miał nawet podstawowego wykształcenia. Był malarzem pokojowym - zdradza Ewa Harasimowicz.

Co ciekawe, na krótką metę - w kilku rozdaniach - szczęście liczy się w brydżu w równym stopniu, co umiejętności. Wszystkie zawodniczki podkreślają, że nawet adept może ograć mistrza. Wystarczy, że zagra niestatystycznie, niezgodnie z duchem systemu. - Bo to nie jest sprawiedliwa gra - śmieje się Ewa Sobolewska. - Kiedy się wie, jaka jest największa matematycznie szansa, to się na nią gra. A jak się nie wie, to się gra, jak się umie. I czasami wygrywa.

Turniej zamiast wakacji

Brydż sportowy ma w Polsce długą tradycję. Pierwszy krajowy turniej został rozegrany w 1932 roku. Od lat 70. Polacy znajdują się w światowej czołówce zawodników. Za komuny dodatkową motywacją do gry była możliwość uzyskania paszportu. Pieniądze? Te nigdy nie były wielkie.

Na drugiej stronie przeczytasz, ile dostaje się za medal olimpijski i jaka jest największa kwota wygrana przez Renatę Dancewicz

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Masz szansę rozpocząć ciekawą dyskusję.