iWoman.pl Na serio Ludzie Gronkiewicz-Waltz: To ja stworzyłam RPP

Gronkiewicz-Waltz: To ja stworzyłam RPP

[fot: bip.warszawa.pl]

Po dzisiejszej decyzji RPP stopy procentowe spadły do najniższego w historii poziomu.

O inflacji, o powstaniu RPP, która dziś stoi przed historycznym rozstrzygnięciem, oraz jak podejmowano decyzję w sprawie stóp na początku lat 90., dziennikarz Money.pl rozmawia z Hanną Gronkiewicz-Waltz, byłą prezes NBP.

Money.pl: Zanim powstała Rada Polityki Pieniężnej, to Pani podejmowała decyzje o wysokości stóp. W jakim gronie rozstrzygała Pani tak kluczowe kwestie?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Gdy objęłam stanowisko prezesa NBP, największym wyzwaniem była właśnie bardzo wysoka inflacja, która miała poważny wpływ na całą gospodarkę.

Decyzje dotyczące polityki monetarnej podejmował wtedy zarząd NBP pod moim kierownictwem. Postanowiliśmy, że spotkania będą odbywać się, co wtorek, tak, abyśmy mogli na bieżąco podejmować odpowiednie decyzje. Co ciekawe, dzisiaj, jako prezydent miasta Warszawy, również najważniejsze spotkania z zespołem odbywam właśnie w ten dzień.

Na jakiej podstawie zarząd NBP podejmował na początku lat 90. decyzje o wysokości stóp?

Hanna Gronkiewicz-Waltz
5 marca 1992 roku została powołana przez Sejm na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego na wniosek prezydenta Lecha Wałęsy. W lutym 1998 roku na wniosek prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego została wybrana na drugą kadencję. W latach 1998-2000 przewodniczyła Radzie Polityki Pieniężnej. Z pracy w banku odeszła w trakcie drugiej kadencji w 2000 roku.
Nie było wtedy tak rozbudowanej bazy analitycznej jak obecnie. Do dyspozycji mieliśmy dane dotyczące podaży pieniądza i inflacji przemysłowej oraz konsumenckiej publikowanej przez GUS. Na podstawie przede wszystkim tych dwóch istotnych wskaźników podejmowaliśmy zdecydowane kroki mające uchronić nas przed dalszym wzrostem inflacji. W tym pierwszym okresie udało nam się stosunkowo szybko ją obniżyć.

Jak doszło do powstania Rady Polityki Pieniężnej?

Będąc dwukrotnie na stypendium naukowym w Paryżu, miałam okazję bardzo dobrze poznać tamtejszy system bankowy. Z chwilą, kiedy w 1994 roku bank centralny we Francji powołał swoją Radę, postanowiłam przeanalizować wszystkie materiały i przedstawić odpowiedni projekt ministrowi finansów w Polsce. Wprowadziłam jednak kilka swoich autorskich rozwiązań, które odróżniają mój pomysł od francuskiego. Zaproponowałam na przykład, aby członkowie Rady Polityki Pieniężnej byli powoływani przez Sejm, Senat i prezydenta.
Projekt ten spodobał się ówczesnemu ministrowi finansów Markowi Belce. Po uzgodnieniach z nim powstała odpowiednia ustawa, którą później przegłosował parlament. Początkowo w Radzie miało zasiadać 7 członków, ostatecznie jednak w komisji sejmowej przeszedł pomysł, aby zwiększyć ją do 10 i tak pozostało.

Nie było innych wzorców? Wydawało się, że bliżej nam do Niemiec niż do Francji...

Inflacja
roczna w 1991 roku wyniosła 70,3 proc. W kolejnym roku obniżyła się do poziomu 43 proc. Przez kolejne lata inflacja systematycznie spadała, aby w 1997 roku osiągnąć 14,9 proc.
Uważałam, że tamtejszy system prawny w odróżnieniu od federalnego, jaki panuje w Niemczech, w przypadku banku centralnego w naszym kraju będzie najbardziej odpowiedni. Poza tym, należy pamiętać, że wcześniej Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie również wzorowała się na francuskich rozwiązaniach. To z pewnością pomogło w przekonywaniu posłów i senatorów, aby ostatecznie poparli w głosowaniu nową ustawę o NBP, która umożliwiała powołanie właśnie RPP.

Jak Pani wspomina pierwsze posiedzenia RPP?

Pierwsze spotkania z członkami Rady Polityki Pieniężnej wcale do najłatwiejszych nie należały. Pamiętam burzliwe dyskusje i dochodzenie do trudnych konsensusów. To wbrew pozorom nie jest taka prosta sprawa.

Czy ówcześni decydenci próbowali wpływać na Pani decyzje?

Nigdy nie było żadnych nacisków ze strony prezydenta Lecha Wałęsy czy Aleksandra Kwaśniewskiego. Podobnie, jeżeli chodzi o poszczególne rządy. NBP mógł się czuć za mojej kadencji w pełni niezależny.

Rada Polityki Pieniężnej
powstała 17 lutego 1998 roku. Po pierwszym posiedzeniu (26 lutego) Rada ustaliła stopę referencyjną na poziomie 24 proc.
RPP składa się z dziewięciu członków wybieranych w równej liczbie przez Sejm, Senat i prezydenta. Dziesiątym członkiem i przewodniczącym jest prezes NBP.
A z jakimi ministrami finansów najlepiej się Pani współpracowało?

Myślę przede wszystkim o dwóch ministrach - Jerzym Osiatyńskim i Marku Belce. Z panem Grzegorzem Kołodko różnie się układała współpraca.

Kolejnym wyzwaniem w latach 90. był system bankowy nie przystający do realiów kształtującej się gospodarki rynkowej.

To właśnie był drugi poważny cel, którym należało się szybko zająć. Diagnoza stanu systemu bankowego w tamtym czasie nie była najlepsza. Wystarczy powiedzieć, że około 600 banków spółdzielczych potrzebowało wtedy pilnej pomocy. Niektóre banki trzeba było nacjonalizować - NBP był tym, który wchłonął te instytucje. Teraz próbuje coś podobnego zrobić FED ratując swój system bankowy w USA.
Należy również zauważyć, że nikt wcześniej nie zajmował się w banku centralnym takim zagadnieniem, jak nadzór bankowy, który przecież wymagał wprowadzenia na przykład odpowiednich standardów rachunkowości. Nadzór, który stworzyłam w NBP, został później wyłączony ze struktur banku centralnego, jako osobna instytucja.

Denominacja
została przeprowadzona 1 stycznia 1995 roku. Do obrotu wprowadzono nowe pieniądze. 1 nowy złoty zastąpił 10 tysięcy starych złotych.
Do historii chyba jednak przejdzie Pani jako osoba, która obcięła cztery zera. Za Pani kadencji, w 1995 roku, Polacy przestali być milionerami.

Denominacja była przygotowana dużo wcześniej, jeszcze przez moich poprzedników. Największy problem, jaki wtedy się pojawił, dotyczył odpowiedniego zabezpieczenia nowych banknotów. Minister finansów Jerzy Osiatyński stwierdził, iż odpowiednią ustawę podpisze dopiero po poprawieniu tych błędów. Ostatecznie cały proces przebiegł pomyślnie i bez większych problemów.

Najbardziej jest Pani dumna ze stworzenia RPP, z nowego systemu bankowego, czy z przeprowadzenia denominacji?

Myślę, że z dwóch rzeczy. Pierwsza, to powstanie i wdrożenie rozwiązań związanych z nadzorem bankowym. Druga, to oczywiście powstanie Rady Polityki Pieniężnej.

Dziękuję za rozmowę.

Marek Knitter

2009-03-25 10:00

Tagi: bank, rpp, pieniądze, biznes, polityka, hanna gronkiewicz-waltz, kobieta, bank centralny, prezes nbp, kobiety w polityce

Skomentuj

      lub    Zaloguj się / Zarejestruj się
Podaj drugi znak kodu zYEJd

Komentarze