iWoman.pl Na serio Ludzie Kolenda-Zaleska: Umiałam rozśmieszyć Szymborską nagimi Masajami

Kolenda-Zaleska: Umiałam rozśmieszyć Szymborską nagimi Masajami

[fot: Lasyk/REPORTER/East News]

Dziś w Krakowie pogrzeb poetki, laureatki literackiej nagrody Nobla Wisławy Szymborskiej. Jaka była prywatnie, co ją bawiło, co denerwowało i z kim chodziła na zakupy, opowiada w rozmowie z iWoman.pl dziennikarka Katarzyna Kolenda-Zaleska, autorka filmu dokumentalnego o pisarce Chwilami życie bywa znośne (2009 r.).

iWoman.pl: Podobno przed pracą nad filmem Chwilami życie bywa znośne sekretarz Wisławy Szymborskiej bombardował Panią SMS-ami, przypominającymi żeby każda opowiedziana jej historia miała pointę. Stres był większy niż normalnie?

Katarzyna Kolenda-Zaleska: Takie codzienne, zawodowe wyzwania to już dla mnie rutyna. To, czego doświadczyłam w kontakcie z Wisławą Szymborską to było święto. Zupełnie i kompletnie nowe doświadczenie. Po pierwsze, ze względu na formę, bo to nie był zwyczajny, trzy-czterominutowy materiał, ale znacznie dłuższy, ponad siedemdziesięciominutowy.

Po drugie, uwagi Rusinka o potrzebie pointowania każdej, opowiadanej Wisławie Szymborskiej historii.

Tak, osoba Wisławy Szymborskiej zmuszała do uruchomienia pełnej mocy intelektualnej. Tak jak Pani wspomniała, Michał mnie kopał po kostkach i powtarzał: nie zapominaj o poincie. Musiałam być skupiona, chociaż to nie był przymus paraliżujący, raczej przyjemne wyzwanie.

A trzecia trudność była taka, że wszystko wymagało szukania różnego rodzaju, nowych rozwiązań formalnych. Bo pani Wisława nie chciała udzielać wywiadów i wypowiadać się do kamery, musiałam więc szukać innych sposobów na pokazanie jej. Stąd pomysł na osoby które lubiła, stąd znajomi którzy mieli coś ciekawego o niej do powiedzenia, czy jej ulubione miejsca. Czy wreszcie szaleństwa, które też ja charakteryzują, jak uwielbienie dla Andrzeja Gołoty.

Niechęć Szymborskiej do wywiadów była powszechnie znana. Jak bardzo utrudniało to prace przy filmie?

Na pewno robienie filmu o bohaterze, który nie chce być filmowany, to karkołomne zadanie. Natomiast pani Wisława nie odmawiała obecności kamery i to było spore ułatwienie. Przecież gdyby całkowicie powiedziała nie, nie byłoby absolutnie o czym rozmawiać. Tyle, że trzeba było poszukać innych sposobów, żeby ją opisać.

ZOBACZ TAKŻE


Przeżyła piekło jak u doktora House'a. Spisała to na wesoło
Skoro była taka oporna, jak udało się Pani namówić ją do współpracy?

Zaczęło się od tego, ze pojechałam na Sycylię, gdzie Wisława Szymborska miała dwa spotkania autorskie. Po nich została na wyspie jeszcze na chwilę. Spotkałam się tam z Michałem Rusinkiem i on powiedział: wiesz, są ustalone oficjalne spotkania, a co będzie dalej to się zobaczy.

I powiem szczerze, że trochę to trwało. Powoli się do siebie przekonywałyśmy, przy kolejnych kawkach, kolacyjkach i papieroskach. Tak powstał krótki reportaż z samej Sycylii. Był urokliwy bo miejsce jest urokliwe i do tego to plenery w których powstawał uwielbiany przez panią Wisławę film Ojciec Chrzestny. To też zrobiło swoje.

Kiedy zmontowaliśmy te 12 minut filmu, miałam apetyt na więcej. Zaczęłam wymyślać jak to zrobić, podpowiedziami i poradami bardzo pomógł mi Michał Rusinek. Wiele czasu spędziłam też już wcześniej ze znajomymi i przyjaciółmi poetki, którzy godzinami o niej barwnie opowiadali.

Tym sposobem dowiedziałam się na przykład o trzech osobach, które Wisława Szymborska chciała poznać. Byli to Vaclav Havel, Jane Goodall i Woody Allen. I postanowiłam je dla niej nagrać, co też inaczej zupełnie otworzyło ten film.

A jak dokładnie wyglądało pierwsze spotkanie? Pamięta Pani pierwsze wrażenie? Emocje?

To było właśnie na Sycylii. Pani Wisława już tam była, ja przyleciałam dzień później i pół nocy nie spałam. Może trudno w to uwierzyć, ale byłam naprawdę przerażona, schodząc na umówione śniadanie. Michał się ze mnie śmiał i podgadywał coś w stylu: Nie bój się tak, nie panikuj, rozmawiałaś z prezydentami i papieżami, to dasz radę.

Pani Wisława zeszła i uśmiechnęła się, powiedziała że zna mnie z telewizji i była bardzo uprzejma. Oczywiście, wtedy jeszcze byłyśmy na pani. Spotkanie było bardzo przyjemne, chociaż dla mnie stresujące.

Umawiałyście się na konkretne terminy zdjęć, czy mogła Pani tylko towarzyszyć bohaterce?

Prawda jest taka, że nie mieliśmy praktycznie żadnego scenariusza, tylko ogólny zarys. I dobrze, bo każde spotkanie z panią Wisławą otwierało nowe wątki i kierowało naszą uwagę w innym kierunku. I tak krok po kroku się to działo.

Na drugiej stronie przeczytasz jak wyglądały zakupy z noblistką.

Tagi: dziennikarka, kolenda-zaleska, szymborska, poetka, wspomnienie, pisarka

Skomentuj

      lub    Zaloguj się / Zarejestruj się
Podaj drugi znak kodu 5Bn2e

Komentarze

  • 9.02, 07:15:33

    ~Gość napisał(a):
    ta agresywna kato liczka i Szymborska? Nic nie kapuję
  • 9.02, 09:46:25

    ~Gość napisał(a):
    agresywna kato liczka? no przepraszam, ale jak ktoś widział ten film, to raczej religijnych uniesień nie miał... kawał dobrej roboty, ciekawej i oryginalnej. I tyle
  • dagmaraKa

    9.02, 10:44:10

    dagmaraKa napisał(a):
    Nie widziałam tego filmu, ale z tego co czytam, to chyba warto jednak do niego dotrzeć.
  • 9.02, 11:29:05

    ~Gość napisał(a):
    śmiało na jutubie, jest cały i warto
  • 9.02, 13:44:23

    ~Gość napisał(a):
    Pani Kolenda? To ta dzienniakarka atakująca gości w studio? :)
  • 9.02, 13:51:37

    ~Gość napisał(a):
    A co mnie obchodzi życie jakiś wierszokletów ? nawet jeżeli dostali Jobla to i tak mi to dynda i powiewa.
  • kilercia2

    10.02, 01:47:26

    kilercia2 napisał(a):
    Ale się trafiło dewocie i pseudo-redaktorce! Podżegając do awantury na wizji programu fakty po faktach, grzebała kopytem w piachu, sapała nozdrzami i falowała polikami. Etykę postępowania Pana Rutkowskiego, który wykrył manipulację, i ukrócił zabawę policji w poszukiwaniach porywacza-widmo a tym smamym przerwał trwonienie pieniędzy podatników, oceniam jako wzorcową w porównaniu do zakłamania Kolendy. Ta uczepiła się poetki jak natrętna mucha i w celach reportażu, wypychana drzwiami, powracała oknem. Stosunek noblistki do uporczywej ingerencji mediów w życie prywatne, wszyscy znają. Taką akwizytorską etykę prezentuję Kolenda. Podsarzałe babsko ma coraz większe parcie na szkło. A jej poczynania typu prowokacja na antenie, czy też rola przyjaciółki osobowości z wyższej półki to nieudolne próby zaistnienia w/g zasady: dobrze czy źle, byleby o mnie pisano. TVN 24 odstawcie ją, bo obrzydła nam wszystkim. Osobiście nie znam osoby, która widząc ją teraz na antenie, nie przełączy programu.
  • 10.02, 12:35:53

    ~Gość napisał(a):
    czy to nie jest czasem artykuł o Szymborskiej? Co wy się tak podniecacie ta dziennikarką.. ? Piszcie te pretensje na forach o niej bo tu jest o filmie dokumentalnym, czy mi się tylko wydaje?
  • betteporter

    10.02, 14:08:58

    betteporter napisał(a):
    przynajmniej miało być o niej... ale jak widac literacki Nobel to zbyt mało, żeby się przebić przez polski internet
  • Zorena

    10.02, 16:21:21

    Zorena napisał(a):
    Ja już sama nie wiem, o czym miała być, ale odnośnie Szymborskiej - poetką była świetną, a Kolenda-Zalewska - dziennikarką jest fatalną, skoro popełnia takie gafy...