Kariera Ludzie Nie ma przyjaźni w interesach, a z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu? One udowadniają, że gd...

Nie ma przyjaźni w interesach, a z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu? One udowadniają, że gdy świat się wali, receptą na kryzys zawodowy jest biznes z siostrą

Dorota i Katarzyna Surmackie, założycielki firmy Pożyczara.pl [fot: arch.pryw.]

Małgorzata i Magda, siostry- żeglarki, spędziły w jednej łodzi siedemnaście dni. A potem wróciły do domu i pomyślały, że skoro razem przepłynęły Atlantyk, to przecież mogą wspólnie zostać rekinami biznesu? Dorota i Katarzyna obejrzały ulubiony serial, powzdychały nad strojami, które nosiły bohaterki i otworzyły wypożyczalnię sukienek. Ojciec Gosi i Agnieszki martwił się, że córki nie utrzymają się z rękodzielnictwa, ale jego wycinanka zainspirowała je do stworzenia prawdziwego hitu. Oto kilka przykładów, jak siostry przekonały się, że z rodziną można zrobić dobry biznes.

Kiedy Małgorzata Talar wybrała się w rejs dookoła świata, w łodzi towarzyszyła jej tylko jedna koleżanka - Joanna. Dziewczyny świetnie się dogadywały, ale gdy dotarły do Wysp Kanaryjskich coś się zmieniło. Bo Małgorzata chciała wziąć na pokład kupione na wyspach kaktusy, a towarzyszka podróży stanowczo się temu sprzeciwiała.

To prawda, jest przesąd, że nie powinno się mieć na statku ściętych kwiatów, ale jak się to ma do kaktusów? – zastanawiała się Talar. Koleżanka nie chciała dyskutować, spakowała rzeczy i zaczęła szukać pracy na wyspie. Nie chciała wracać tym statkiem. Wtedy Małgorzata uświadomiła sobie, że długi, samotny rejs wpłynął na psychikę koleżanki. I zaczęła się bać.


Magdalena Żuchelkowska-Talar,
fot. archiwum sióstr Talar
Zeszła na ląd i zadzwoniła do siostry, żeby przyleciała na wyspy i pomogła jej przepłynąć Atlantyk. Bo Magda była również niezgorszym żeglarzem, a kilka dni wcześniej zdała w Gdyni egzamin na jachtowego sternika morskiego. Jednak, co ważniejsze, teraz była jedyną osobą, której Małgorzata mogła zaufać.

I tak też się stało. Magda nie wracała, od razu poleciała do siostry, a ubrania na miejsce przysłali jej rodzice. Przez siedemnaście dni dziewczyny pływały po
Atlantyku i fantazjowały o żeglowaniu do końca życia. A potem wróciły do Polski, postawiły kanaryjskie kaktusy u matki na parapecie i założyły wspólną firmę – Akademia Żeglarstwa Talar Sisters.

Siostra pójdzie na rękę, gdy chcesz dłuższy urlopTa wspólna miłość do żeglowania narodziła się trochę przypadkiem. Siostry w dzieciństwie chodziły na różne zajęcia dodatkowe: Magda na judo, Gosia na taniec towarzyski. Tej ostatniej szło nawet całkiem nieźle. Do tego stopnia, że w pewnym momencie musiała podjąć decyzję: albo zawodowo zajmie się tańcem, albo będzie go traktować jako hobby i pójdzie na uczelnię.


Małgorzata Talar, fot. archiwum sióstr Talar
Na drodze kariery tancerki stanęły jednak kłopoty finansowe rodziny - rodzice z żalem musieli jej powiedzieć: z tego nic nie będzie. Na pocieszenie wysłali ją wraz z siostrą na wakacje pod żaglami. Spędziły tak jedno lato, potem kolejne. Wkrótce potem zaangażowały się w działalność fundacji Hobbit, prowadziły dla dzieci kursy oraz opiekowały się nimi podczas rejsów. I obie postanowiły, że zostaną kapitanami jachtowymi. Dziś organizują rejsy po morzach na całym świecie i prowadzą szkolenia na stopnie żeglarskie.

Wspólne zainteresowania miały również siostry Gosia i Agnieszka Kotlonek. Obie utalentowane plastycznie, dorabiały do pensji sprzedając na portalach dla rękodzielników własnoręcznie robioną biżuterię i torebki. Potem jednak Agnieszka zaszła w ciążę i rzuciła pracę w korporacji, żeby zająć się dzieckiem. Wtedy siostra, która pracowała jako freelancer, postanowiła jej pomóc i rozkręcić biznes z ręcznie robionymi torebkami.

Początek był obiecujący – pierwsze dwanaście sztuk sprzedały w jeden dzień. Potem jednak zaczęły się problemy. Dziewczyny pracowały po kilkanaście godzin dziennie, a i tak większość z tego, co zarobiły, szła na materiały wykorzystywane do kolejnych wyrobów. Rodzina miała obawy czy siostry sobie poradzą. – Wtedy zainspirowała nas wycinanka taty, która od zawsze wisiała w naszym domu. Pomysł połączenia proste filcowej torby z kolorowym haftem zrobił furorę – wspomina Małgorzata Kotlonek.


Małgorzata i Agnieszka Kotlonek, fot. Jola Skóra
Ośmielone tym nieoczekiwanym sukcesem dziewczyny stworzyły kilka kolejnych modeli, wszystkie inspirowane wzornictwem ludowym. Chwyciło. – To, że jesteśmy siostrami na pewno ułatwiło podejmowanie takich ryzykownych decyzji, ponieważ miałyśmy do siebie pełne zaufanie – zauważa Małgorzata.

Co więcej, pracując razem, mamy jako artystki pełną swobodę twórczą, bo nie ograniczamy jedna drugiej. W jakiej „normalnej" firmie szef zgodziłby się na wypuszczenie na rynek jednego modelu torebki tylko w kilku kopiach? Lub dyskutowanie z klientką, jak zmodyfikować jakiś motyw, żeby odpowiadał jej charakterowi lub porze roku. U nas to możliwe - tłumaczy.

Dziś dziewczyny mają w swojej ofercie blisko 180 wzorów torebek. Oprócz nich w firmie pracuje nawet do szesnastu osób. Ta liczba się zmienia, bo zdarza się, że siostry Kotlonek do pracy nad jakimś modelem potrzebują pomocy. Kontaktem z krawcowymi zajmuje się Agnieszka, ona też sprawdza czy torebki wykonane są starannie i zgodnie z projektem Małgorzaty. Ponieważ założycielki firmy podzieliły się pracą zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, między nimi rzadko kiedy dochodzi do większych konfliktów.

Prowadzenie biznesu z siostrą ułatwia również ustalenie urlopów. – Nie musimy martwić się o dłuższe wolne, bo kiedy jedna z nas wyjeżdża, druga zostaje na posterunku. Możemy więc spokojnie odpoczywać. – przyznaje Małgorzata Kotlonek.

Ze wspólnych warsztatów, na obiad u mamyHistoria kolejnych sióstr: Ewy Róży Wintoniak i Karoliny Holki zaczyna się bardzo podobnie. Pierwsza pracowała po kilka lat w różnych firmach, druga przez dłuższy czas udzielała się w korporacji. Kiedy jednak Karolina zaszła w ciążę i odeszła z firmy, jej siostra postanowiła również rzuciła pracę. Postanowiły wspólnie rozkręcić rodzinny biznes. W urzędzie pracy wystarały się o dofinansowanie, zaliczyły kurs analizy kolorystycznej, kupiły zestaw osiemdziesięciu chust do jej przeprowadzania, specjalistyczne lustra i lampy.

- Od kiedy byłyśmy małymi dziewczynkami, interesowałyśmy się modą i stylem. Matka szyła nam wymyślne sukienki. Uwielbiałyśmy to. Kiedy tylko zaczęłyśmy myśleć nad własnym biznesem, pomysł na zajmowanie się stylizacją przyszedł naturalnie – wspomina Ewa Róża Wintoniak.


Ewa Róża Wintoniak i Karolina Holka,
fot. Krysia Lemańska
Nie są podobne. Karolina to poukładana, rzeczowa mężatka, z wykształcenia specjalista do spraw Public Relations. Ewa jest artystyczną duszą. Ekstrawagancka, nieco ekscentryczna, skończyła Szkołę Stylizacji i Wizażu Marzeny Daleckiej we Wrocławiu oraz kurs Analizy Kolorystycznej w Szkole Beaty Małachowskiej w Warszawie. A jednak nawet przez chwilę nie wahały się przed wspólnym prowadzeniem interesu. Wszystko dlatego, że od małego podglądały, jak ojciec zawiaduje rodzinnym przedsiębiorstwem budowalnym, a Ewa nawet przez kilka miesięcy pomagała mu, pracując w firmie na recepcji.

Można się dziwić, dlaczego razem jeździmy po Polsce i prowadzimy warsztaty, dlaczego wspólnie się szkolimy, przyjmujemy klientki, a potem jeszcze jedziemy do domu na obiad, ale tak zostałyśmy wychowane. Rodzina ma się scalać i wspierać wzajemnie – wyjaśnia Ewa Róża Wintoniak.

Według Violetty Wróblewskiej, psycholog biznesu ze Społecznej Akademii Nauk w Warszawie, takie podejście jest typowe dla osób z rodzinnych przedsiębiorstw. – Dla nich wspólny biznes jest nie tylko źródłem zarobkowania, ale przede wszystkim stylem życia, powodem do dumy, spełnieniem marzeń, spoiwem rodziny, gwarantem prestiżu – tłumaczy Wróblewska.

Czym jest firma rodzinna?
Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości w raporcie Badanie firm rodzinnych zaproponowała w 2009 roku definicję:
firma rodzinna to każdy podmiot gospodarczy z sektora mikro, małych lub średnich przedsiębiorstw, o dowolnej formie prawnej, zarejestrowany i działający w Polsce, w którym:
- co najmniej dwóch członków rodziny wspólnie pracuje w tym przedsiębiorstwie,
- co najmniej jeden członek rodziny ma istotny wpływ na zarządzanie,
- członkowie rodziny mają udziały w przedsiębiorstwie.

Na wspólne urlopy wyjeżdżają również Dorota i Katarzyna Surmackie, które od dwóch lat prowadzą wspólnie wypożyczalnię sukienek Pożyczara.pl. W ich przypadku impulsem do stworzenia własnej firmy również była ciąża jednej z nich. Dziewczyna odeszła z pracy w dużej firmie obuwniczej i zainspirowana serialem Seks w wielkim mieście, w którym bohaterki bezustannie paradowały w wypożyczanych sukniach znanych projektantów, postanowiła uruchomić coś podobnego w Polsce.

Ponieważ siostry Surmackie prowadzą swój biznes przez internet, nie mają problemu z tym, aby nadzorować go nawet podczas wspólnych wyjazdów. Ponieważ tak wiele czasu spędzają razem, zgrzyty się zdarzają, ale tak rzadko, że szkoda o tym wspominać. Dorota przekonuje, że to przez pokrewieństwo dusz: Proszę tylko na nas spojrzeć – choć dzieli nas pięć lat różnicy, ludzie myślą, że jesteśmy bliźniaczkami. Gusta też mamy podobne. Kasia wraca z zakupów i opowiada mi, jaką świetną sukienkę widziała, a ja wyciągam ją z torby – śmieje się Dorota. Na wszelki wypadek tak podzieliły się obowiązkami, żeby każda odpowiadała za coś innego. By niepotrzebnie nie prowokować losu.

Krewny – pracownik jest efektywniejszyDo bardziej stanowczego podziału obowiązków zmuszone były siostry Talar. Kiedy Magda wyszła za Adama, poznanego jeszcze przed pamiętną przeprawą przez Atlantyk, wizje prowadzenia firmy zaczęły się rozmijać. – Zobaczyliśmy wszyscy troje, że w biznesie – jak na jachcie – nie może być kilku kapitanów – wspomina Małgorzata Talar. Dlatego też Magda z Adamem założyli Żeglarstwo Morskie. Wciąż jest to jednak przedsiębiorstwo siostrzane – obie firmy wzajemnie się promują i współpracują ze sobą.


Violetta Wróblewska, arch.pryw.
Psycholog biznesu Violetta Wróblewska przyznaje, że zdarza się, że różnice zdań, wynikające z pełnienia różnych ról w pracy, mogą prowadzić do konfliktów. W konsekwencji czasami nawet do rozpadu przedsiębiorstwa. Podobnego zdania jest Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Kłopoty w prowadzeniu rodzinnych mikroprzedsiębiorstw wynikają zwykle z różnych pomysłów na biznes. I, oczywiście, z braku odpowiedzialności niektórych osób. Powszechne jest, że nie wszyscy w rodzinie chcą dokładać się do interesu. Z profitów jednak już każdy chętnie by czerpał – tłumaczy.

Tym niemniej Violetta Wróblewska zapewnia, że w relacjach biznesowych posiadanie rodzinnej firmy jest generalnie dobrze postrzegane, głównie ze względu na jej stabilność, dobrą organizację pracy i odpowiedzialne zarządzanie majątkiem. – Co więcej, również dla samych pracowników wiąże się to z korzyściami. To prawda, rozwój takich przedsiębiorstw jest wolniejszy, stopa zwrotu kapitału nie jest zbyt duża, ale interes jest mniej ryzykowny – dodaje Starczewska-Krzysztoszek.

Do podobnych wniosków dochodzą przedstawiciele Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, którzy w opublikowanym w 2009 roku raporcie Badanie firm rodzinnych zauważają, że pracownicy, których łączą więzy krwi, są bardziej skłonni do poświęceń na rzecz firmy. Co więcej, przez lata wspólnego życia stworzyli oni wspólny sposób porozumiewania się, pewien kod językowy, który ułatwia im dochodzenie do szybszego porozumienia, a dzięki temu - do podejmowania decyzji.


Ile jest firm rodzinnych w Polsce?
Firmy rodzinne w Polsce stanowią aż 36 proc. sektora MMŚP (mikro, małych i średnich przedsiębiorstw) i zatrudniają blisko 1 milion 300 tysięcy pracowników, czyli prawie 21 proc. wszystkich osób, udzielających się w tym sektorze. Najczęściej prowadzą działalność gospodarczą w hotelarstwie, przetwórstwie przemysłowym, transporcie oraz handlu hurtowym i detalicznym. Twórcy raportu Badanie firm rodzinnych szacują, że mikroprzedsiębiorstwa rodzinne wytwarzają około 10,4 proc. ogółu polskiego PKB (ponad 121 miliardów złotych).

 

Dorota Ziemkowska

2013-04-17 06:25

Komentarze

  • 17.04.13, 08:03:48

    ~darigaa napisał(a):
    Ja chyba niestety nie dogadałabym się w biznesie z moja siostrą.
  • 17.04.13, 09:56:06

    ~tereferekuku to ja napisał(a):
    Ja chyba też... Ale pomysły piękne.
  • lolcia

    17.04.13, 10:43:09

    lolcia napisał(a):
    ja niestety tez mialam niezbyt mile wspomnienia z interesami w rodzinie, niestety w momencie kiedy pojawiaja sie pieniadze to juz nie jest tak latwo ;/ bylo ciezko i bardzo sie ciesze ze opuscilam tamto grono i teraz moge spokojnie fukncjonowac poza rodzina :)
  • Wojowniczka

    17.04.13, 15:47:42

    Wojowniczka napisał(a):
    Teraz cały czas promowane jest to żeby na nikogo nie patrzeć i iść cały czas do przodu po trupach , nei promuje się już przyjaźni , cnotliwości teraz wszyscy mają wszystkich robić jak się da...
  • 24.01, 12:27:18

    ~OMG! napisał(a):
    Zwlaszcza Pani Ewa Roza Wintoniak najwiecej wie o scalaniu rodziny :) skutecznie rozbila zwiazek malzenski, rzeczywiscie rodzina dla tej Pani to niesamowita nietykalna swietosc, zenujace...
  • 22.05, 22:06:27

    ~ŻENADA napisał(a):
    Pani Ewo Różo, Pani rodzina ma się trzymać razem, a inne można rozwalać???!! No cóż być może romans z żonatym ojcem dwójki dzieci mieści się w Pani zasadach etycznych..
  • blueeyesandblondhair

    29.05, 11:45:05

    blueeyesan… napisał(a):
    Wszystko zależy od charakteru ;))
  • 5.07, 22:58:03

    ~Żenada napisał(a):
    No trzeba go nie mieć żeby tak skutecznie rozwalić komuś rodzinę ...