iWoman.pl Na serio Ludzie Partia Kobiet nie chce becikowego

Partia Kobiet nie chce becikowego

[fot: S. Trojanowski]

Przez ponad dwa lata szefowała Partii Kobiet, swoją pasję wniosła też do biznesu. Założyła i prowadzi firmę, która pomaga paniom w założeniu własnej działalności. Jedyna przedstawicielka piękniejszej płci w wojewódzkim zarządzie organizacji pracodawców "Lewiatan", "Kobieta Roku 2008", wciąż czuje się dyskryminowana.

iWoman.pl: Właśnie Pani zrezygnowała, po ponad dwóch latach, z przewodniczenia Partii Kobiet. To utrata wiary, że możecie dokonać jakichś zmian?

Anna Kornacka: Trudno to nazwać utratą wiary, raczej brakiem czasu. Mieszkam i pracuję w Szczecinie - stwierdziłam, że warto oddać pałeczkę osobie, która będzie mogła na miejscu, w Warszawie, partyjnej działalności poważniej się poświęcić.

Wierzy więc Pani wciąż, że taka inicjatywa ma szanse? Bez zaplecza politycznego i finansowego?

Nie powinnam może tak mówić, bo zabrzmi to defetystycznie, ale przy obecnej ordynacji wyborczej jest to wyjątkowo trudne.

Nie mają Panie lokomotywy wyborczej, znanego nazwiska, które mogłoby taką partię pociągnąć. Popiera Was wiele znanych kobiet, jednak na listach wyborczych i w kampanii się one nie pojawiają,

To celowa polityka. Przyznaję z niejaką goryczą, że elektorat kobiecy nie chce partii gwiazd. Jedne panie pewnie by taką liderkę kochały, inne nienawidziły.

Myśli Pani, że kobiety byłyby zazdrosne?

Nie wiem, czy byłaby to kwestia zazdrości, czy jakichś podświadomych lęków, frustracji. Kobiety to po prostu inny typ wyborcy. W nowej sztuce Hani Samson "Ja, prezydenta" mamy taki obrazek, gdy kobieta wystawiona do wyborów, by ocieplić wizerunek partii, opowiada o tym koleżankom.

I mamy tu bardzo fajną scenę, gdy te kobiety zaczynają komentować to, jak kury w kurniku: "Ko-ko-ko, a dlaczego ty, ko-ko-ko, a czemu nie Krysia, ko-ko-ko...". I w tej małej scenie jest właśnie ta specyfika kobiecego wyborcy wobec kobiety-kandydatki.

Mężczyzna na czele partii by takich emocji nie budził - może to byłoby dobre rozwiązanie?

Nie, jednym z naszych celów jest aktywizacja polityczna kobiet, zresztą zapisani do nas panowie, z małymi wyjątkami, nie mają ambicji, żeby kobietom w Partii Kobiet przewodzić.

Jednak deklarowałyście, że mężczyźni będą mieć udział we władzach na zasadach parytetu?

ZOBACZ TAKŻE


Polityka wciąż należy do mężczyzn
Na razie jest ich zdecydowanie za mało. Choć zgłaszają się czasem panowie, deklarując, że są samotnymi mężczyznami i chętnie pomogą. To też jakiś sposób na szukanie żony. Dzięki Bogu, mamy weryfikację, nie przyjmujemy przypadkowych osób.

W ten sposób same się ograniczacie. Na początku - przed wyborami 2008 - miałyście mocne wejście, mówiło się o Was w mediach - teraz partia chyba straciła impet.

Nie chcemy już szokować, plakaty z nagimi działaczkami dobre były na początku.

Czy nie jest to polityczna naiwność? Bez politycznego wsparcia, bez pieniędzy, rezygnują Panie z możliwości zdobycia mediów poprzez szokujące działania?

Wierzymy w tę pozytywistyczną pracę u podstaw. Zweryfikują nas wybory samorządowe. Liczymy też na polityczne wsparcie w postaci lokalnych koalicji, bo na szczeblu centralnym porozumienie z SLD się nie powiodło.

Rozmawiałam z panem Napieralskim, Szmajdzińskim - ich oferta była po prostu żenująca.

Chcecie likwidacji ulgi na dzieci, na internet, rehabilitację. Obniżki podatków, wprowadzenia bonu oświatowego. To mało lewicowe poglądy. Skąd pomysł koalicji z SLD?

W naszym przekonaniu absurdalne jest też becikowe. Porozumienie z SLD chciałyśmy nawiązać na płaszczyźnie obyczajowej, nie ekonomicznej. Zresztą, denerwuje mnie, że z automatu Partia Kobiet przypisana jest do lewicy. My nie chcemy dawać, chcemy umożliwiać. Nie wchodzimy w ciemno w inicjatywy, które maja kobietom coś dać.

Gdybyśmy dawały, bardzo szybko zamieniłybyśmy się z partii w wioskę matriarchalną. Absolutnie nie brałyśmy pod uwagę tego, by iść w stronę roszczeniową, to działanie na szkodę całego społeczeństwa.

Znacznie bardziej widoczny jest w tej chwili Kongres Kobiet ze swoim projektem parytetu. Konkurencja?

Nie, wręcz przeciwnie, wspieramy się wzajemnie, współpracujemy. Chciałam ogłosić kiedyś: jeżeli parytet w wersji proponowanej przez Kongres Kobiet przejdzie, rozwiązujemy Partię Kobiet. Możemy wtedy realizować się w poszczególnych partiach, chętnie pójdziemy na taką wymianę.

Pani firma zajmuje się także "kobiecym" rynkiem. Na pomaganiu kobietom można też więc zarobić?

ZOBACZ TAKŻE


"Kobietom byłoby łatwiej w biznesie, gdyby mogły liczyć na mężczyzn"
Wiem, czego sama bym oczekiwała od rynku edukacyjnego, doradczego, dlatego na tym zarabiam. A przy tym robię to, do czego mam przekonanie. To wielki komfort, nie musieć pracować bez przekonania, na siłę, połączyć pasję z zawodem.Teraz pomagam kobietom w zdobywaniu dotacji na własną działalność. Prowadzimy też podyplomowe studia Euroliderek, to jedyny taki projekt w Europie, niedługo otworzymy szkołę także w Berlinie, bo Niemcom nasz projekt bardzo się spodobał.

Jako bizneswoman, zachowuje Pani parytet? I czy widzi Pani różnicę w firmach, w zależności od płci?

Parytet w firmie nigdy nie był dla mnie problemem - wyszło to naturalnie - cóż, może podświadomie? Chętnie zatrudniam kobiety.

Mam do nich bardzo duże zaufanie, wierzę w kobiecą obowiązkowość, niezawodność. Mężczyzna potrafi nagle czegoś nie zrobić i znaleźć wymówkę, że "się nie dało". Kobiety, będą ściany gryźć, a swoje zrobią.

A kobieta jako szef? Pewna wrażliwość jest u kobiet częstsza. Większa elastyczność, umiejętność słuchania. Patrzę na pracowników w kontekście ich sytuacji rodzinnej i osobistej. Z jedną z pracownic, typową "sową", tak ustaliłyśmy godziny pracy, żeby nie musiała nieprzytomna przychodzić rano - jeśli łatwiej pracuje jej się w nocy, niech wysyła mi materiały nawet o 4-5 nad ranem.

I nie ma Pani problemu z podwładnymi? reakcji typu: "co mi tu będzie baba rozkazywać"?

Nie, w firmie nigdy się z tym nie spotkałam. Natomiast, jako jedyna kobieta w zarządzie "Lewiatana", organizacji pracodawców, w której zrzeszone są duże firmy, często na spotkaniach z prezesami widzę zdziwione spojrzenia. Nie jestem traktowana tak serio, jak byłby traktowany mężczyzna na moim miejscu. Zdecydowanie trudno nam się przebić - wymaga to boksowania, odwagi, siły przebicia.

W interesach mamy jeszcze jeden problem - zwłaszcza panie młode. Wykluczone jesteśmy z męskiej sfery integracyjnej. Panowie nawiązują relację, omawiają sprawy przy piwie, czy w saunie. Kobiety w tym nie uczestniczą.

Czuje się więc Pani dyskryminowana?

Tak. Pewne zachowania, sposób podejścia, są wdrukowane w mentalność. I nie wierzę paniom, które mówią, że tego nie doświadczyły. Mogły co najwyżej nie zauważyć tej różnicy.

Mawiam czasem: to, że nie doświadczyłaś nigdy gwałtu, nie upoważnia Cię do mówienia, że gwałt nie istnieje.

Tagi: parytet, dyskryminacja, partia kobiet, kornacka

Skomentuj

      lub    Zaloguj się / Zarejestruj się
Podaj pierwszy znak kodu pGq3c

Komentarze

  • raksza

    20.04.10, 11:13:54

    raksza napisał(a):
    Takie jednorazowe zasilłki, jałmużny, toż to żenada. A moze by to wymienić na działania długookresowe, żłobki, przedszkola, elastyczny czas pracy. Chyba trzeba mysleć o tym co nam potrzebne na dłużej, a nie tylko na dziś...
  • kaczuszka156@interia.pl

    25.04.10, 20:11:21

    kaczuszka1… napisał(a):
    raksza napisał(a):
    Takie jednorazowe zasilłki, jałmużny, toż to żenada. A moze by to wymienić na działania długookresowe, żłobki, przedszkola, elastyczny czas pracy. Chyba trzeba mysleć o tym co nam potrzebne na dłużej, a nie tylko na dziś...

    całkowicie sie z tym zgadzam bo co z tego ze dadzą jednorazową zapomogę co ledwo starcza na chrzciny no i na wyprawke dla dziecka.A co dalej?ja jeszcze nie urodzilam a juz sie martwie jak to będzie bo te nasze marne zarobki -szkoda gadać.Niech lepiej pomysla o przedzkolach zeby było ich wiecej
  • ania_om

    25.04.10, 22:01:26

    ania_om napisał(a):
    W zależności od sytuacji materialnej rodziny. Niektórzy te pieniążki przeznaczą na coś dla dziecka, a inni je wydadzą na coś z % dla siebie. Pracuje z ludźmi z trudnych środowisk i wiem na przeznaczają becikowe.
  • raksza

    26.04.10, 13:53:40

    raksza napisał(a):
    Dlatego pomysł by wszyscy mieli po równo jest utopijny i bezsensowny. Pomoc powinna być celowa i adresowana do konkretnych odbiorców i żłobki i przedszkola a nie kieszonkowe dla babci.
  • martyszka0502

    28.04.10, 11:30:08

    martyszka0502 napisał(a):
    co?! becikowe bardzo pomagają uboższym rodzinom . Często są pomocom w lepszym starcie dziecka.
  • 28.04.10, 12:22:04

    ~Gość napisał(a):
    W jakim starcie. To jest jednorazowa zapomoga, która nie pomaga wrócić do aktywności zawodowej, tylko pomaga politykom miec o sobie dobre zdanie, że tak sie pochylili nad losem młodych matek
  • raksza

    28.04.10, 12:23:25

    raksza napisał(a):
    Zawracanie głowy z takim dobrym startem, ja bym wolała żłobek i przedszkole
  • huanita

    14.05.10, 13:47:32

    huanita napisał(a):
    No pewnie...Może tej pani becikowe jest niepotrzebne,jednak większości zwykłych kobiet-tak.
  • 16.05.10, 07:12:03

    ~Konto usunięte napisał(a):
    Dziwny tok myślenia tej pani,ale czy podzielany nawet przez jej koleżanki z Partii Kobiet? Skoro są to w większości bizneswomen,to na pewno są dobrze zabezpieczone finansowo,i to,co dla innych jest dużą sumą,im wydaje się niepdrzebne...???
  • rybka2446

    17.06.10, 10:29:45

    rybka2446 napisał(a):
    Becikowe to tylko 1000 zl na wozek ci starczy i tyle a gdzie reszta pieluchy uranka i wszystko co takiemu maluszkowi jest przedatne . Moze jej jest nie potrzebne ale inne kobiety sie staraja o becikowe