iWoman.pl Na serio Ludzie Radwańska: Pod koniec roku wygrywają najzdrowsze

Radwańska: Pod koniec roku wygrywają najzdrowsze

[fot: Reporter Poland/EastNews]

Jedna z najbardziej utytułowanych, polskich tenisistek w ostatnim czasie walczy nie tylko z przeciwniczkami, ale i z kłopotami zdrowotnymi. Dlatego wybawieniem jest dla niej... automatyczna skrzynia biegów. Agnieszka Radwańska dementuje informacje o końcu współpracy z ojcem i wyjaśnia, dlaczego czasami przełącza telewizor, oglądając swoje przeciwniczki.

Jak zdrowie?

Przeziębiłam się.

To się zdarza każdemu, ale nie każdy ma złamaną trzeszczkę.

Stopa jeszcze trochę mnie boli, ale mogę już odbijać piłkę na stojąco, a nie tylko siedząc.

Jak w ogóle doszło do tej kontuzji? W turnieju w San Diego doszła Pani do finału bez straty seta, na dodatek grając bardzo dobrze, aż tu nagle taki kłopot.

ZOBACZ TAKŻE


Sztuki walki są dla kobiet - uroda nie ucierpi
Nie tak wcale nagle. Myślałam jednak, że ten ból w stopie sam jakoś przejdzie. Przecież jeśli się gra i trenuje na kortach twardych, to zawsze coś dolega. Kilka tygodni później ból był już jednak nie do wytrzymania. Musiałam sięgnąć po środki przeciwbólowe.

Może gdyby po turnieju w San Diego zrobiłaby Pani sobie przerwę, to można by było uniknąć późniejszej operacji?

To była trudna decyzja. Regulamin WTA jest bezwzględny. Jako zawodniczka pierwszej dziesiątki musiałam grać we wszystkich turniejach wskazanych przez WTA. Krótkotrwała przerwa w startach sprawiłaby, że bez walki straciłabym mnóstwo punktów i prawo do premii na koniec sezonu. Uznałam, że warto zaryzykować.

I w efekcie drugi sezon z rzędu zakończyła Pani wizytą u chirurga. Jak nie prawa dłoń, to lewa stopa...

Taki już urok uprawiania sportu wyczynowego.

To fakt. Ostatnie dwa turnieje mistrzowskie WTA przypominały paradę pacjentek chirurgii i ortopedii.

Pod koniec roku najczęściej wygrywają najzdrowsze.

Wielu komentatorów uważa, że Pani tenis nie pasuje do współczesnych trendów – bicia piłki byle mocniej, a nie byle celniej. Czasem aż chce się wyłączyć telewizor albo odwrócić głowę, aby tylko nie męczyć się oglądaniem Pani koleżanek.

Szczerze? Też często wtedy zmieniam kanał, choć lubię oglądać tenis i w telewizji, i na żywo.

Są też tacy, którzy uważają, że dobrze by Pani zrobiła zmiana trenera.

Trener jest najbardziej potrzebny wtedy, kiedy zawodnik dopiero uczy się podstaw tenisa. Na najwyższym poziomie jego rola jest już znacznie mniejsza. A już w czasie meczu praktycznie żadna. Może sobie krzyczeć, podpowiadać, a i tak zawodnik jest na korcie sam ze swoimi problemami.

Był jednak moment, kiedy zanosiło się na jakieś przesilenie między Panią a tatą.

Zapewniam, że nie zamierzam zmieniać trenera. Jak to w rodzinie – trochę się posprzeczaliśmy, ale emocje już dawno opadły i wszystko rozeszło się po kościach. Nie chcę już do tego wracać.

No to wróćmy do trzeszczki. W jakimś wywiadzie wspomniała Pani, że noga goi się jak na psie. To chyba nawet dingo, bo podobno wybiera się pani do Australii.

Szanse na występ w Australian Open oceniam na 70:30. Trenuję już na 70 procent możliwości.

To i forma będzie pewnie na 70 procent.

Zdaję sobie z tego sprawę. Po prostu ciągnie mnie do tenisa.

A mogło być tak fajnie – wreszcie miała Pani dość czasu, aby nadrobić towarzyskie zaległości, wyskoczyć do klubu, poplotkować, spokojnie pójść na zakupy...

Do klubu? Potańczyć? Z kulami pod pachą? Przecież nie będę podpierała ścian ani zastanawiała się, czy w ogóle ochrona mnie wpuści. Ale przynajmniej w pełni teraz doceniam automatyczną skrzynię biegów, bo bolącą stopą nie muszę wciskać sprzęgła.

Wywiad udzielony portalowi mojakontuzja.pl

 

 


Artur St. Rolak

2011-01-10 08:31

Tagi: tenis, radwańska

Skomentuj

      lub    Zaloguj się / Zarejestruj się
Podaj trzeci znak kodu jVcHi

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Masz szansę rozpocząć ciekawą dyskusję.