[fot: White House Photo/Lawrence Jackson]
Marka Agent Provocateur zanotowała wyższy o 12 proc niż zwykle wzrost sprzedaży w skali roku. Przyczyniły się do tego zakupy Michelle Obamy.
Pierwsza Dama USA zazwyczaj nie daje się ponieść szałowi zakupów i sprawunki załatwia w popularnych i niewygórowanych cenowo sieciach sklepów. Jej jednorazowa wizyta w salonie z luksusową bielizną, podczas której towarzyszyła jej Sheikha Mozah, królowa Kataru, wzbogaciła sklep o 31 794 funtów i przyczyniła się do wzrostu sprzedaży o 12 proc. w skali roku.
Marka Agent Provocateur, która inspiruje się stylem vintage Hollywood glamour, sprzedaje gorsety ręcznie wyrabiane z koronek z Calais. Cena jednej sztuki potrafi sięgnąć 900 funtów.
Gary Hogarth, szef AP, co prawda nie chce zdradzić, kto figuruje na sekretnej liście klientów, ale przyznaje, że jego marka przyciągnęła już wiele sławnych nazwisk, szczególnie w USA.
- To prawdziwie ekskluzywna marka - twierdzi Hogarth w rozmowie z Helią Ebrahimi z The Telegraph. - Jej urok jest potężny, gdyż cechuje ją jakość, jaką łączymy z luksusem; w praktyce oznacza to, że ludzie mają poczucie, że nabyli coś cennego, nawet, jeśli kupili parę majtek.
Agent Provocateur, brytyjska marka bieliźniana, została założona przez Josepha Corré i Serenę Rees w 1994 roku. Od tej pory otworzyli oni ponad 30 butików m.in. w Londynie, Nowym Jorku, Los Angeles, Paryżu, Wiedniu i Berlinie. Dzięki intensywnej kampanii reklamowej, w której brała udział min. Kylie Minogue oraz nietypowemu podejściu do klienta (pełna dyskrecja i komfortowe warunki podczas zakupu) firma zyskała rozgłos i wierne klientki, takie jak Paris Hilton czy Carmen Electra. AP prócz bielizny oferuje również książki, perfumy oraz biżuterię.