[fot: dscott/iStockphoto]
Obrotowe krzesło, na nim atrakcyjna brunetka. Dziewczyna ściąga krawat i uśmiecha się zalotnie, w tle płynie chilloutowa melodia. Z ramion kobiety opada marynarka, rozpinają się guziki eleganckiej koszuli. Kiedy znika także różowy stanik, widzimy napis Cenzura.
Chcesz więcej? Głosuj na SLD! Tylko my możemy zrobić więcej - brzmi przesłanie spotu. Filmik, który narobił tyle zamieszania w mediach, to inicjatywa 24-letniej kandydatki do Sejmu Katarzyny Lenart. Z resztą nie pierwsza.
- Wcześniejszy spot nie wzbudził zainteresowania. Pomyślałam, że stworzenie drugiego, kontrowersyjnego da mi szansę dotarcia do opinii publicznej - tłumaczyła w rozmowie z Dziennikiem Wschodnim Lenart. - Zdawałam sobie sprawę, że będzie negatywna reakcja, ale uznałam, że to jedyna możliwość, żeby dotrzeć do wyborców z programem.
Zobacz kontrowersyjny spot wyborczy kandydatki SLD:
Podobnie myślały kobiety startujące w ubiegłorocznych wyborach samorządowych. 32-letnia Marta Ratuszyńska, także kandydatka SLD, na szpilkach i w kabaretkach, z odkurzaczem w ręku zachęcała: wyssijmy z Mazowsza Warszawę. Pierwsze litery głównych haseł programu wyborczego 24-letniej Agnieszki Rupniewskiej, kandydatki do Sejmiku Województwa Śląskiego, układały się w słowo SEKS, a piosenkarka i celebrytka Sara May reklamowała swoją kandydaturę na radną warszawskiej gminy Bemowo pozując na plaży w bikini.
- Promowanie się przez seks można już nazwać trendem wśród młodych, atrakcyjnych kobiet - mówi w rozmowie z iWoman.pl dr Julita Koszur, psycholog Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. - To smutne, że same robimy z siebie towar, uprzedmiotowiamy się.
Wybory, czy konkurs piękności?
- Taka strategia wzbudza we mnie uśmiech zażenowania - komentuje dr Ewa Pietrzyk - Zieniewicz z Wydziału Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. - Byłabym jednak powściągliwa w krytyce. To wolny kraj i to kobieta decyduje, co jest dla niej poniżające, a co nie.
Psycholog zaznacza przy tym, że polityka to nie konkurs piękności, a taka forma promocji jak striptiz jest dla przyszłej posłanki deprecjonująca. Problem polega jednak na tym, że ani kandydaci, ani tym bardziej ich elektorat nie do końca wiedzą, jaką rolę pragną odegrać w polityce i po co w ogóle startują w wyborach. A bez konkretnego programu trudno o dobrą reklamę.
ZOBACZ TAKŻE

Christine Lagarde - z pejczem przez męski świat finansów - Po fotele idzie się przecież z jakąś ideologią i obie płcie zdają się o tym zapominać - mówi Pietrzyk - Zieniewicz. - Nie oszukujmy się, nie mamy jeszcze społeczeństwa obywatelskiego. Zespół wymagań, jakie stawiamy kandydatom do Sejmu jest nieostry i niekonkretny. Tylko partyjne jedynki mają jakiś program - uważa psycholog.
Drugi problem to sposób, w jaki komitety wyborcze partii wydają środki na promocję. - Zamiast inwestować je w baloniki i płyn do mycia naczyń, należałoby zadbać o profesjonalną reklamę kandydatów - mówi specjalistka. - Dlaczego partie polityczne, które wprowadzają na listy takich a nie innych ludzi, nie przygotowują dla nich koncepcji autopromocji medialnej? To wina liderów, samorządów partyjnych - wylicza. A liderzy SLD od kontrowersyjnego filmiku młodej kandydatki szybko się odcięli.
Na drugiej stronie zobaczysz drugi spot wyborczy Katarzyny Lenart
10.10.11, 10:21:25
10.10.11, 13:48:34
10.10.11, 13:52:33