Kariera Ludzie To jest kobieta, która całymi dniami chodzi po zacisznych kawiarniach i pije najlepszą kawę. Zapytac...

To jest kobieta, która całymi dniami chodzi po zacisznych kawiarniach i pije najlepszą kawę. Zapytacie pewnie: To wszystko? Nie, jeszcze jej za to płacą

To jest kobieta, która całymi dniami chodzi po zacisznych kawiarniach i pije najlepszą kawę. Zapytacie pewnie: To wszystko? Nie, jeszcze jej za to płacą [fot: arch.pryw.]

 

Spotykamy się w Cafe Pestka. To niewielka kawiarnia na wrocławskim śródmieściu, gdzie ziarna sprowadza się z Gwatemali i Etiopii, a kawę przygotowuje w naczyniach jak z laboratorium. Takich miejsc stale przybywa, bo Polacy zaczynają doceniać smak dobrej kawy. Uczą ich tego osoby takie, jak ona. Anna Błaszczyk jeszcze niedawno kończyła budownictwo, dziś szkoli baristów, testuje kawę, sprzedaje ziarna najwyższej jakości. Przekonuje ludzi, że jak kawa, to nie tylko biała lub czarna, a na Starbucksie świat się nie kończy.

Zarabia Pani na piciu kawy. Brzmi jak praca marzeń.

Anna Błaszczyk: To zdecydowanie zbyt duże uproszczenie. Do moich obowiązków należy przede wszystkim uczenie ludzi - pokazywanie, jak smakuje dobrej jakości, świeża kawa, gdzie jej szukać, jak ją przygotowywać.

Jak w takim razie wygląda Pani dzień pracy? Tak jak dzisiaj? Leniwe przedpołudnie, ładna kawiarnia, filiżanka dobrej kawy?

Rozpoczynam dzień od wyboru miejsca, złożenia zamówienia i rozmowy z osobą, która parzy kawę. Dalej jest śledzenie procesu parzenia, próbowanie, sprawdzanie wiedzy baristy. Moim zadaniem jest także utrzymywanie kontaktu z właścicielami kawiarni, zapewnienie im dostaw świeżej kawy, edukowanie ich pracowników oraz sprawdzanie jakości produktów i usług.

Na szczęście coraz częściej spotykam się z ludźmi, którzy są zainteresowani poszerzaniem wiedzy na temat dobrej jakościowo kawy oraz chcą zadbać o to, by klienci ich lokali byli naprawdę zadowoleni z tego, co otrzymują.

To chyba nowe podejście. Jeszcze nie tak dawno pokutowało raczej przeświadczenie, że najważniejsze to złapać klienta tu i teraz.

Tak, część ludzi była nastawiona na to, żeby klient przyszedł, napił się i wyszedł. Nam zależy na tym, żeby został. Przyjemnie spędził przy tej filiżance czas, później wrócił. Wrocław jest miastem, które dopiero stawia pierwsze kroki w rozwoju kultury kawiarnianej. Moim zadaniem jest więc zbadać też lokalny rynek - poznać nowe, ciekawe miejsca oraz ludzi, którzy je kreują.

Statystyki są chyba sprzyjające. Przeciętny Polak pije już tyle samo kawy, ile herbaty. W skali roku daje to trzy kilogramy.


Na zdj. Anna Błaszczyk, fot. arch.pryw.
Tak, wszystkie badania pokazują, że kawy pijemy coraz więcej. Tylko jeszcze nie patrzymy na to, co dokładnie pijemy. Ale i to się powoli zmienia. Niedawno nie przywiązywaliśmy wagi do tego, co jemy. Teraz promowana jest żywność ekologiczna, coraz popularniejsza staje się idea slow food. Polacy zaczynają zwracać uwagę na to, co jest zdrowe, lepsze jakościowo. To wszystko ma wpływ na nasz organizm, nasze samopoczucie. Kawa także.

Mówi Pani jak lekarz, chociaż z wykształcenia jest inżynierem budowlanym.

Tak, ale nie przepracowałam w zawodzie ani jednego dnia.

Woli Pani nieść kaganek oświaty niż stawiać domy?

Zdecydowanie. Studia techniczne wybrałam z różnych względów, także przez namowę ze strony rodziców. Następny kierunek, zdrowie publiczne, zrobiłam już dla siebie. Moje zainteresowania kieruję też w stronę branży nowych technologii. Dlatego jestem koordynatorką w projekcie Geek Girls Carrots, który wspiera kobiety w branży IT.

To dość odległe dziedziny.

Od zawsze staram się łączyć przeróżne zajęcia i pasje, co oczywiście ma plusy i minusy. Na pewno nie potrafię skupić się na jednej rzeczy, to nie leży w mojej naturze. Wiele osób, także tych z najbliższego otoczenia, kręciło już z dezaprobatą głowami i powtarzało, że mogłabym się w końcu na coś zdecydować.

Fakt, ciągle robię co innego. Ale to sprawia, że ciągle uczę się czegoś nowego, nie nudzę się. Jedni nazywają to zachowaniem schizofrenicznym, inni rozwojem osobistym. Dla mnie najważniejsze jest to, że moje życie jest ciekawe. Doceniam studia, które skończyłam, dostałam tam solidną dawkę wiedzy. Teraz jednak bardziej pociąga mnie to, co przyniesie przyszłość.

Zobacz jedną z alternatywnych metod parzenia kawy:

Jak w takim razie zaczęła się Pani przygoda z kawą? Klasycznie, od noszenia tacy?

Tak. Kurs barmański skończyłam jeszcze na początku studiów. Kawę pijałam zresztą już wcześniej, ale tę niezbyt wyszukaną. Nie było mnie stać na to, żeby każdego dnia płacić 10 zł na jedną filiżankę. Dobrą kawę piłam więc od święta, ale już wtedy była dla mnie doskonałą formą spędzania czasu.

Czyli nie tylko Pani piła, ale też się o tej kawie uczyła. Dało się połączyć teorię z praktyką.

To chyba zbyt duże słowa. Jeszcze parę lat temu nasza wiedza o kawie była naprawdę minimalna. Znaliśmy tylko kawy takie jak czarna, z mlekiem i z cukrem, ewentualnie latte. W niektórych lokalach pojawiało się americano, czyli espresso z dodatkiem wody. Ale nie było absolutnie mowy o alternatywnych metodach parzenia kawy. Kiedy pytało się baristę, skąd pochodzi dany gatunek, nie umiał odpowiedzieć, bo nie posiadał odpowiedniej wiedzy. Mało kto tego zresztą wymagał.

Najlepsza kawa? Eksperci nie mają wątpliwości: tylko 100-procentowa arabica, bez dodatku robusty. Ta ma bowiem za dużo kofeiny i zdecydowanie gorzki smak. Edukację zakończyłam więc na etapie espresso, przygodę z ekspresem również. Rozpoczęłam pracę w branży eventowej, zajmowałam się organizowaniem targów. Bardzo dobrze wspominam te lata spędzone w Krakowie - fantastyczni ludzie, atmosfera także. Ale przez cały czas byłam silnie związana z rynkiem kawiarnianym. W końcu musiałam tam wrócić.

Jak znajduje się taką pracę? Chyba nie przez ogłoszenia w gazecie?

Nie, absolutnie nie. Środowisko kawiarniane jest dość małe, zorganizowane wokół konkretnych wydarzeń, takich jak eventy czy targi. Wszyscy się znamy. Odpowiednio wcześniej poznałam też firmę, w której dzisiaj pracuję. Obserwowałam, jak mój znajomy działa na rynku krakowskim. Zobaczyłam, na czym ma polegać rewolucja na rynku kawiarnianym, poznałam misję firmy. Wspólnie z moim znajomym Marcinem Wójciakiem założyliśmy Krakowską Kooperatywę Kawową. Zorganizowaliśmy grupę osób, które - tak jak my - pasjonują się kawą.

Udało się ich zatrzymać na dłużej?

Tak, nasza kooperatywa prężnie się rozwija także poprzez social media. Najlepszym jej efektem są naprawdę świetne i długotrwałe przyjaźnie. Celem działalności kooperatywy jest budowanie pewnej społeczności ludzi, którzy mają wspólną pasję. Wiadomo, każdy z nas pracuje, ma różne obowiązki. Kawa to dobra ucieczka, sposób na oderwanie się od nich. I okazja do porozmawiania. Wtedy uzależniasz się też od miejsc i ludzi.

Przyjść może każdy, za darmo?

Oczywiście. Nie ma żadnych ograniczeń, mogą wpadać do nas nawet osoby, które nigdy kawy nie piły. Przekrój wiekowy też jest ogromny. Zaczynając od mojej kilkuletniej bratanicy, która ostatnio przez słomkę gdzieś tam uszczknęła dla siebie kropelkę czarnej i stwierdziła, że to jednak dobre, po dość sędziwego pana, który ciągle wypytuje o datę następnych spotkań.


Na zdj. Anna Błaszczyk, fot. arch. pryw.

Spotkania kooperatywy to dobra zabawa połączona z edukacją. Bawimy się kawą, metodami jej parzenia. Ale celem nadrzędnym jest nauka - poznawanie nowych smaków i aromatów. Staramy się sprowadzać gatunki z różnych zakątków świata i wspólnie je próbować, porównywać.

Dzięki tzw. cuppingom poznajemy własne gusta smakowe - określamy, co nam w kawie odpowiada, a czego zdecydowanie staramy się unikać. Szerzymy kulturę picia kawy: zaznaczamy, na co zwracać uwagę, kiedy idziemy do kawiarni, o co pytać baristę, który gatunek wybrać. Dużym mankamentem jest to, że w kawiarniach nadal pracują osoby, które nie potrafią odpowiedzieć na podstawowe pytanie: jaką macie kawę?

Ile daje sobie Pani czasu na to, żeby to zmienić?

Dobre pytanie. Jestem realistką, więc jeśli pyta Pani o to, czy za pół roku Wrocław będzie pierwszym kawowym miastem w Polsce, to odpowiadam wprost: nie wiem. Natomiast jeszcze w listopadzie zamierzam zorganizować pierwsze spotkanie wrocławskiej kooperatywy. Myślę też o założeniu bloga, który dodatkowo by tę ideę promował. Jestem tu zaledwie od września, a zainteresowanie i tak jest ogromne.

W takim razie musi Pani gardzić zwykłą czarną z ekspresu.

Cztery, pięć dziennieTyle filiżanek kawy możesz pić bez obawy o własne zdrowie. Niekoniecznie. Ale doceniam i propaguję alternatywne metody parzenia kawy. Na pewno powinniśmy natomiast odchodzić od kawy rozpuszczalnej, bo ma mnóstwo chemicznych dodatków. To one sprawiają, że ma taki, a nie inny smak. Dlatego lepsze są świeżo mielone ziarna - czy w lokalu, przez baristę, czy w domu, jeśli posiadamy młynek.

Ale na to potrzeba czasu, z picia kawy robi się wtedy rytuał.

Bo to jest rytuał. Stąd właśnie prąd slow coffee. Nie robimy niczego w biegu, kawa ma być sposobem, żeby się wyciszyć, uspokoić, spędzić przyjemnie czas.

Czyli w Starbucksie Pani raczej nie spotkam.

Dla mnie Starbucks zawsze był i będzie fantastycznie działającą korporacją. Po raz pierwszy miałam okazję zaobserwować tę markę w momencie otwarcia lokalu w Krakowie. Przyznaję szczerze, że zdarzało mi kilka razy wypić u nich kawę i nie widzę w tym nic złego. Dzisiaj jednak wolę miejsca takie jak to, w którym się spotykamy - niezależna kawiarnia, która dba o własny rozwój poprzez odpowiedni dobór świeżych ziaren kawy, sprzętu, profesjonalnej obsługi.

Jak wytłumaczyłaby Pani zatem fenomen Starbucksa?

Fenomen tej marki to przede wszystkim wieloletnia, ciężka praca, za którą szanuję tę firmę. Jego twórcy też zaczynali od zera. Ludzie powoli przyzwyczajali się do nich, do ich obecności na rynku. W końcu wyrosła na giganta i od lat jest bezkonkurencyjna. Do tego stopnia, że bywanie w Starbucksie uchodzi za modne.

Zobacz jedną z alternatywnych metod parzenia kawy:


I wygodne. Kawę dostajemy od ręki - to ważne w czasach, kiedy ciągle gdzieś nam się spieszy.

Dokładnie. Dlatego ludzie młodzi, którzy dużo pracują albo kursują między uczelniami, będą wybierali sieciówki. Ktoś, kto jest w biegu, woli szybką kawę, na wynos. I dlatego Starbucks nigdy nie zniknie z rynku.

W takim razie to, co Pani robi, przypomina trochę walkę z wiatrakami. Rywalizacja z korporacją w ogóle się opłaca?

Nie traktujemy tego w kategoriach walki. Dajemy ludziom alternatywę. Moim zadaniem jest edukować, pokazywać, że mają możliwość wyboru. Ludzie powinni być świadomi tego, że mogą zwolnić, smakować dobrej jakości świeżą kawę, a nie tylko złapać za kubek i wypić ją w biegu.

Kawa to nie tylko napój. To miejsce, ludzie, atmosfera. Kiedy to zrozumiemy, będziemy inaczej patrzeć na to, co w znajduje się w filiżance.

A Pani ile filiżanek dziennie wypija?

Zwykle trzy, chociaż zdarzają się dni, że nawet cztery, pięć. Tyle mieści się w normie. Staram się nie przesadzać, ostatnio po wypiciu siedmiu filiżanek miałam już drgawki. To nieprzyjemny stan, pojawia się uczucie zaniepokojenia, nerwowość, drżenie rąk. Ale każdy reaguje inaczej. Są tacy, którzy zasną w moment i po ósmej filiżance.

Ponoć jak kawa, to tylko czarna. Mleko i cukier psują smak.

ZOBACZ TAKŻE


Etykieta przy firmowym stole. Zobacz, jak niebezpieczny jest jej brak i co zrobić, żeby w absurdalny sposób nie zniszczyć sobie kariery
Tak, bo czarna kawa daje zupełnie inne odczucia, inne wrażenia smakowe. Dlatego staramy się przekonywać ludzi, że kawa bez dodatków jest najlepsza. Niektórym zrozumienie tego przychodzi z trudem. Ja mam łatwiej, bo nigdy nie słodziłam. Chociaż znam kawiarnię, która podaje wyśmienitą białą kawę z miodem gryczanym. Wtedy nawet ja ulegam. Wszystko zależne jest od sytuacji, samopoczucia i ludzi, z którymi aktualnie przebywam.

W domu też pije Pani tylko kawę?

Nie, za dużo wypijam jej na mieście. Natomiast domowników wyedukowałam tak, że przeszli z komercyjnych marek na sprowadzane kawy ziarniste. Trochę to trwało, ale nauczyli się doceniać smak i rytuał parzenia. Teraz staram się edukować także innych.

Z tego da się żyć? Z bywania po kawiarniach, edukowania, odpytywania?

Oczywiście, to normalna praca pełnoetatowa, ze zdecydowanym nastawieniem na dużą porcję nadgodzin. Widzę zdziwienie na Pani twarzy, bo dla każdego z nas pełny etat to osiem godzin przy biurku, pięć dni w tygodniu. Ja tak nie pracuję. Warszawska palarnia, dla której pracuję, została stworzona przez dwóch pasjonatów amerykańskiego pochodzenia. Stosują zupełnie nowe, świeże spojrzenie na system pracy, gdzie każdy sam decyduje o tym, kiedy i jak pracuje. Popieram taki system. Nikt nie narzuca grafiku, mogę sama ułożyć swój plan i kalendarz. Wykonuję konkretne zadania według z góry założonej strategii. Cenię sobie elastyczny system pracy oraz niezależność działania.

I ani przez chwilę nie brakuje Pani tego biurka?

Czasami brakuje. Kawa kawą, ale obowiązuje nas też administracja. Skupiamy się na informowaniu w działaniach i efektach pracy. Zajmujemy się mailingiem, ofertowaniem i raportowaniem. Jak widać, nie można w pełni odciąć się od pracy biurowej, ale i to nie jest wielkim minusem. Fantastyczne jest natomiast to, że zdalnie wykorzystujemy system w chmurze, co pozwala nam na szybki kontakt z zespołem i centralnym biurem w Warszawie.

Tylko taki model pracy wymaga sporego zaufania ze strony pracodawcy.

ZOBACZ TAKŻE


Pomidor poprawia kolor i wygląd skóry, arbuz walczy ze zmarszczkami, a brzoskwinia zapobiega nowotworom. Nie wszystkie diety są skuteczne
Z pewnością, jednak sprawdza się bardzo skutecznie. W firmie pracują ludzie w różnym wieku, ale to prawdziwi specjaliści, zakręceni wokół kawy. Nasz zespół tworzą pasjonaci, którzy z pewnością nie przychodzą do pracy, by odbębnić te kilka godzin lepiej lub gorzej. Wykonujemy pracę, która pozwala nam się rozwijać oraz autentycznie nas zajmuje. I zarażamy tą pasją także ludzi, którzy nas otaczają. Dlatego w firmie stawiamy na zgrany zespół i tworzenie społeczności, która wspólnie może osiągać świetne efekty.

I osiąga?

Zdecydowanie! Nie mam za sobą dwudziestu lat stażu, ale doświadczenie, które zdobyłam, pozwala mi potwierdzić, że to przekłada się na wyniki. Na polskim rynku taki model pracy ciągle jeszcze jest innowacyjny, ale jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na własną działalność, to właśnie na niego będę stawiać. Niech mój pracownik sam decyduje o tym, kiedy jest skuteczny. Na pewno wie to lepiej ode mnie.

Mówi Pani w samych superlatywach. Ten system musi mieć też minusy.

Na pewno jest ryzykowny. Żeby tak pracować, trzeba być bardzo dobrze zorganizowanym. Kiedyś wydawało mi się, że mam to w małym paluszku. Teraz się okazuje, że jednak ciągle się uczę.

To jednak nietypowe zajęcie. W dzieciństwie nie chciała być Pani lekarką, policjantką, księżniczką? Nie było żadnych stałych wartości w Pani planie na życie?

Była i jest jedna podstawowa wartość: pasja. Nie mam nic przeciwko tym, którzy od dziecka mieli ścisły plan na życie, ale sama jestem realistką. Uważam, że młodzi ludzie powinni być elastyczni. Tymczasem kończą studia, chcą pracy w zawodzie. Nie znajdują jej, więc załamują ręce.

Tak na różne rodzaje kawy reagował za to Wojciech Cejrowski:

Bo 25-latkowie wierzą, że znajdą firmę, w której doczekają szczęśliwie starości.

Zupełnie niepotrzebnie zamykają się na to, co nowe i obce. Wykształcenie to jedno, życie to drugie. Dlatego bardzo cenię osoby, które zaczynają ścieżkę kariery od początku, od tego najniższego szczebla, najlepiej jeszcze na studiach albo tuż po nich. Które przeszły przez te najtrudniejsze etapy i chcą rozwijać się dalej. Sama zaczynałam od bycia kelnerką. To uczy pokory, pracy w zespole, samodoskonalenia. I świadczy o człowieku: że jest silny, pracowity, potrafi sobie poradzić w wielu sytuacjach. Dlatego sama jestem nastawiona na to, żeby próbować absolutnie różnych rzeczy. I dlatego zainteresowałam się branżą IT.

I organizuje Pani spotkania Geek Girls Carrots w Krakowie. Mimo przeprowadzki do Wrocławia.

Projekt Geek Girls Carrots okazał się niesamowitym sukcesem, to zdecydowanie motywuje mnie do działania. W Krakowie spędziłam wiele lat i nie chcę, by aktualne miejsce zamieszkania wpływało na to, w jaki sposób realizuję pasje i zainteresowania.

Co dalej? Widzi Pani dla siebie życie po kawie?

Moim marzeniem jest otworzyć własną kawiarnię, ten rynek naprawdę ma przyszłość. Ale jeszcze sporo nauki przede mną, wciąż stawiam na rozwój i edukację. Nie zmierzam jednak zamykać się na nowe działania. Nie jestem w stanie przewidzieć, co będę robić za pięć czy dziesięć lat. Ale kawa zawsze będzie dla mnie ważna.



Joanna Pachla

2012-11-21 06:20:13

Tagi:

kawa,

kawiarnia,

zawód,

pasja,

anna błaszczyk

Komentarze

  • 21.11.12, 07:15:30

    ~pola79 napisał(a):
    czyli da się kochać swoją pracę i nie marudzić! gratulacje!
  • 21.11.12, 09:06:20

    ~Kolega z roku napisał(a):
    Ania nie skończyła nigdy studiów inżynieryjnych. Zaczęła owszem, ale ich nie ukończyła Poza tym to nie było budownictwo, ludzie nie piszcie takich bajek. A poza tym to gratulacje!
  • 21.11.12, 09:59:47

    ~tereferekuku napisał(a):
    klawe życie:) tylko trochę Pani robi laurkę tajemniczej firmie w której pracuje.
  • 21.11.12, 10:04:47

    ~Paweł M napisał(a):
    uważasz ,że kawy produkowane przez korporacje np. te które obsługują gastronomie ( MK Cafe, Lavazza, Vergnano) to słabe kawy?

    ps. A Pan Wojciech z zasady nie jest zadowolony.
  • beaciunia

    21.11.12, 13:56:32

    beaciunia napisał(a):
    to naparwdę artykuł o tym, ze liczy się szczęście w życiu, determinacja i pasja, a studia to nie takie ważne znów