[fot: mahalie/CC/Flickr]
W Polsce kobieta ma prawo wyboru czy chce rodzić w szpitalu czy w domu, ale nie wszędzie tak jest. Na Węgrzech aresztowano dr Agnes Gereb od 20 lat pomagającą kobietom rodzić w domu. Grozi jej 5 lat więzienia.
Na Węgrzech porody domowe są nielegalne. Ginekolog Agnes Gereb od lat walczy o zmianę tego prawa. 5. Października lekarka została aresztowana w swojej domowej klinice w Budapeszcie.
Bezpośrednią przyczyną aresztowania Gereb było odebranie przez nią nagłego porodu jednej z pacjentek. Odbył się tak szybko, że mimo wcześniejszej decyzji lekarki o rodzeniu w szpitalu, zabrakło czasu by dowieźć tam rodzącą. Karetka przyjechała już po porodzie.
Tuż po tym lekarkę zatrzymała policja. Postawiono jej zarzut bezpośredniego narażenia życia pacjentów oraz praktyki niezgodnej z prawem. Prokuratura zarzuca jej także spowodowanie śmierci noworodka przy którego porodzie była obecna. Dziecko zmarło dopiero pół roku po rozwiązaniu. Grozi jej 5 lat pozbawienia wolności.
W obronie Gererb, twórczyni kliniki Napvilag, stanęły organizacje kobiece. Przed aresztem już drugiego dnia po jej zatrzymaniu protestowało 600 jej zwolenników. Następnego dnia zgromadziło się tam już 2 tysiące osób.
Lekarka została aresztowana na razie tylko na 30 dni, ale czeka ją, najprawdopodobniej długi proces.
Agnes Gereb od 20 lat walczy z węgierskim rządem o prawo kobiet do rodzeniu w domu, jeśli ciąża jest niezagrożona. W tym czasie pomogła przyjść na świat, w domowym porodzie, 3500 dzieciom. Na całym świecie jest uznawana za eksperta w tej dziedzinie.
W Polsce kobiety mają możliwość wyboru porodu w domu, jeśli spełnione jest kilka warunków. W praktyce takich rozwiązań jest około 300 rocznie, czyli mniej niż 1 procent. W Europie najwięcej dzieci rodzi się w ten sposób w Holandii, gdzie jest to bardzo popularne i z takiej możliwości korzysta aż 33 procent kobiet, których ciąża przebiega prawidłowo.