Wywiady i reportaże 28 lat temu prof. Religa po raz pierwszy, przez prawie dobę przeszczepiał serce. Uczył się tego z za...

28 lat temu prof. Religa po raz pierwszy, przez prawie dobę przeszczepiał serce. Uczył się tego z zachodnich podręczników i na stażu w USA. Do dzisiaj szansę na drugie życie dostało ponad tysiąc osób

Profesor Religa pokazuje słynne zdjęcie, które w 1987 roku, zostało uznane za fotografię roku magazynu National Geografic. Wykonał wtedy swój 19. przeszczep serca. Na stole leży Tadeusz Żytkiewicz, najdłużej żyjący pacjent po przeszczepie serca [fot: Zenon Zyburtowicz/FOTONOVA]

Łapała powietrze jak ryba, ledwo ciągnęła nogę za nogą. Zanim przeszła przez podwórko do auta, mijało kilkanaście minut. Miała 36 lat, ale serce jak u siedemdziesięciolatki. Była na tak zwanej pilnej liście, czekała na przeszczep serca. Przed nią była najtrudniejsza rozmowa w życiu. Powiedziała wtedy synowi, że może nie wrócić. Mamie, że ma się nim zaopiekować, gdyby jej zabrakło.

- Lekarze myśleli, że nie doczekam przeszczepu, byłam już bardzo słaba. Na szczęście telefon zadzwonił - tak swoją historię sprzed czterech lat, opowiada mi Magdalena Hajka. Dzisiaj zdecydowana, energiczna i pełna życia 40-latka. Kiedy po operacji miała pierwsze echo serca, cieszyła się jakby oglądała nienarodzone dziecko.

- To badanie przypomina USG, widać na monitorze całe serce, jak kurczy się, pompuje krew, słychać jego bicie. To było niesamowicie piękne uczucie - wspomina. Poprosiła, by lekarz wydrukował jej zdjęcie z monitora. Ma je do dzisiaj schowane. - Moje nowe serce jest dla mnie jak własne dziecko. Bardzo je kocham i jestem za nie ogromnie wdzięczna - opowiada Hajka.

Wie, że dostała je od młodej dziewczyny. Myśli o niej często, wyobraża sobie, jak wyglądała, jaka była. Modli się za nią. - Trudno mi to wytłumaczyć, ale ona jest dla mnie kimś bardzo bliskim i szczególnym. Z jednej strony ogromnie cieszę się, że żyję. Jednak wiem, że data mojego przeszczepu, to też rocznica jej śmierci i wielki ból dla jej rodziny - tłumaczy Hajka. Każdego dnia pamięta o tym, że dzięki ich decyzji, może być ze swoim Wiktorem. Dla niego bardzo chciała żyć.


Magda Hajka miała serce jak 70-latka, z niecierpliwością
czekała na operację (z archiwum prywatnego Magdaleny Hajki)
Magda rozmawiała z lekarką w szpitalu, kiedy nagle osunęła się na podłogę. Krążenie się zatrzymało, dostała zapaści. Odchodziła. Po bardzo dramatycznych czterech minutach, lekarce udało się przywrócić jej krążenie. Później na OIOM-ie, kiedy ją wybudzili, nikogo i nic nie pamiętała, ani siostry, ani mamy, tylko syna. Miała totalny zanik pamięci. Zadzwoniła do niej przejęta kobieta, która przed tym zdarzeniem leżała z Magdą na szpitalnej sali. Nie pamiętała jej, nie wiedziała co ma powiedzieć. - Czarna plama, pustka. Straszne i dziwne uczucie, ma się wrażenie totalnego braku odniesienia, niepewności, zagubienia. Na szczęście powoli, małymi krokami, pamięć jej wróciła.

Wcześniej nie miała kłopotów z sercem. Była aktywna, biegała, załatwiała różne sprawy, wszędzie jej było pełno. Pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, było zasłabnięcie, mniej więcej 10 lat przed przeszczepem. Przyczyną była angina, a potem przewlekłe zapalenia oskrzeli, które mocno osłabiły serce, zapoczątkowały pierwsze zmiany w nim.

- Na kardiochirurgii jest wiele osób, których kłopoty z sercem zaczęły się tak jak u mnie, a nie na przykład od wrodzonej wady serca - opowiada Magda. Któregoś dnia rozmawiała z 16-letnim chłopakiem, który był sportowcem. Też nie przypuszczał, że może mu się coś takiego przydarzyć. - Choroba jest jak zrządzanie losu, nagle wszystko odwraca się o 180 stopni. Niespodziewanie. Bez względu na to kim jesteś i gdzie mieszkasz.

Zobacz, jak wspomina początki Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii prof. Religa

U Hajki stwierdzono kardiomiopatię rozstrzeniową. Jej życiowa pompa coraz bardziej niedomagała, była mocno powiększona, nie pracowała tak jak powinna. Lekarz obrazowo opisał to tak: twój organizm jest jak dom, który na pozór wygląda dobrze, ale ma naruszoną konstrukcję, powyciągane cegły, naderwany dach. Trzeszczy w posadach. Wystarczy podmuch, żeby legł w gruzach. Kiedy serce źle pracuje, niedotleniony jest cały organizm. To skutkuje mniej więcej tym, że coraz gorzej funkcjonują także inne organy: płuca, nerki, wątroba.

Pierwszej próby przeszczepu serca w Polsce podjął się, w 1969 roku, w Łodzi, zespół prof. Jana Molla. Pacjent zmarł. Przełomu dokonał zespół profesora Religi - 5 listopada w 1985 r. - "Było to jak wyłamywanie zamkniętych drzwi "- wspominał w wywiadzie prof. Religa. - "Gdybym miał uzależniać pierwszą i kolejne tego typu operacje od opinii świata lekarskiego - nie byłoby przeszczepów. Reakcja świata medycyny była negatywna. Ale opinia publiczna była po mojej stronie. I dlatego ten program się utrzymał." Prof. Zbigniew Religa zmarł w 2009 roku.By wspomóc jej serce, wszczepiono jej kardiowerter-defiblilator, z którym przeżyła kilka lat. - Byłam już wtedy na rencie, ale jednak trochę pracowałam, starałam się nie poddawać. W tej całej walce o życie i zdrowie przed oczami miałam syna - tłumaczy Magda. Starała się nie poddawać, wierzyć w to, że się uda. - To banał, ale pozytywne myślenie jest ważne. Cholernie! Nawet kiedy wydaje się, że gorzej już być nie może - mówi dosadnie Magda i opowiada mi o jednym zdarzeniu.

Była wtedy w szpitalu na kardiologii. Razem z nią kilku pacjentów ze smutnymi minami, jakby świat zaraz miał się skończyć, opowiadało swoje historie. Kiedy przyszła jej kolej, Magda lekko powiedziała, że jest po przeszczepie serca. I zobaczyła jak humor jednego z panów, wyraźnie się poprawia. Był po koronaplastyce, którą leczy się chorobę niedokrwienną serca. Ona, jego zdaniem, była przecież w gorszej sytuacji. - Przynajmniej, przez chwilę nie katował się swoim stanem - dopowiada Hajka.

Wie, że część sukcesów medycyny, ma źródło w głowie pacjenta. To on musi chcieć wyzdrowieć. To nie przychodzi łatwo, nie wystarczy zacisnąć zęby, powiedzieć sobie: dam radę. Sama przed przeszczepem wiele razy rozmawiała z panią psycholog, która opiekuje się pacjentami. To nie są łatwe sprawy i proste rozmowy. Jej bardzo pomogły.

Dwie daty narodzin. A wcześniej trudny egzamin

Czekanie na nowe serce to wielka próba, nie tylko cierpliwości. Średni czas oczekiwania sięga 18 miesięcy. W Hiszpanii, Austrii, Holandii i Czechach jest 36-40 dawców na milion mieszkańców. W Polsce tylko 14-15. Obecnie na liście oczekujących na przeszczep tego narządu jest 329 osób. Ludzie z ciężką niewydolnością nie zawsze doczekują operacji, umierają. W tym roku, pięć wyspecjalizowanych ośrodków transplantacyjnych, wykonało 60 transplantacji serca (dane z Poltranspalntu).

Serce do przeszczepu nie może być uszkodzone, z wadą. Trzeba wykonać zmarłemu wiele dodatkowych badań pod kątem wirusów, zakażeń, przebytych chorób. I trzeba się śpieszyć. Transplantolodzy na pobranie i przeszczepienie tego organu mają tylko 4 godziny. Dla płuc ten czas to sześć godzin, dla wątroby - osiem. Sama operacja nie jest już wielkim problemem, najważniejsze jest, by serce podjęło pracę, nie zostało odrzucone. Z nerką jest mniejsze ryzyko, jeśli nie podejmie swoich funkcji, to chory trafi na dializę, znowu będzie czekał na kolejny przeszczep.

Magdalena Hajka ma trzy ważne daty w roku - 13 lutego, kiedy się urodziła, 5 lipca, kiedy o mało nie przeszła na drugą stronę życia i 9 sierpnia, gdy miała przeszczep. Stara się jakoś wynagrodzić to, co dostała. Przewartościowało się jej wiele rzeczy, wie dokładnie co jest dla niej ważne. Drugie życie ma inny smak. Mocny, świadomy, cenny. Cieszy się nim, gdy pije łyk porannej kawy i wtedy, gdy widzi 13-letniego syna, wracającego ze szkoły z kolegami.

Ile można żyć po przeszczepie serca?

Kiedyś usłyszała od znajomej: Ale przytyłaś! - Co miałam jej powiedzieć? Że brałam sterydy, bo było zagrożenie odrzutem i dlatego przybrałam na wadze? - pyta retorycznie Magda. Z reguły jednak ludzie unikają tematu transplantacji, boją się zapytać. Raz tylko farmaceutka z apteki, kiedy pakowała trzy reklamówki z jej lekarstwami, zapytała się jej o samopoczucie. - Ludzie patrzą na nas dziwnie, myślą, że mamy jakiś defekt, jesteśmy do niczego, że pewnie długo nie pożyjemy. A my przecież możemy biegać, jeździć na rowerze, w miarę normalnie funkcjonować - opowiada Magda. - Nie wiem, ile jeszcze będę żyła. Dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia lat? A może jeszcze więcej, tak jak Tadeusz Żytkiewicz?- mówi Hajka. Ten 86-letni mężczyzna jest najstarszą i najdłużej żyjąca osobą w kraju po przeszczepie serca. 26 lat temu napisał do prof. Religi list, złożony z trzech zdań: Jestem nauczycielem. Mam chore serce. Proszę o pomoc. Lekarz zaprosił go na konsultacje.

Ostrożne życie po przeszczepie


Ula Szymkiewicz po operacji szybko wracała do zdrowia
(z archiwum prywatnego Katarzyny Szymkiewicz)
- Usłyszałam, że Ula nie ma szans. Umrze - opowiada Katarzyna Szymkiewicz. To był szok, jak uderzenie obuchem w głowę. Córeczka miała pół roku. Nic nie wskazywało na to, że ma tak poważnie chore serce. Matkę zaniepokoiło to, że mała ciągle ulewa. Lekarka w przychodni uspokajała, że to normalne.

- Nie dawało mi to spokoju. Poza tym Ula pociła się podczas karmienia, była niespokojna - opowiada Szymkiewicz. Inny lekarz skierował ich na dokładne badania. Zaczęło się pielgrzymowanie po przychodniach i szpitalach, z diagnozą która brzmiała jak wyrok. Jak każdy rodzic, zaczęła szukać informacji wśród znajomych, w internecie, kontaktowała się z innymi ośrodkami kardiochirurgicznymi. Okazało się, że w Zabrzu mogą zrobić jej córce przeczep serca. Konieczne było wystawienie odpowiednich papierów przez lekarza prowadzącego. Pomógł młody stażysta, który załatwił całą dokumentację. Po serii badań, zaczęło się nerwowe czekanie na sygnał od koordynatora.

Któregoś dnia w końcu zadzwonił telefon. - Lekarka zapytała mnie o wymiar głowy Uli i inne rozmiary. Kazała czekać. Wiedziałam, że sprawdzają rozmiary, bo dawca i biorca muszą być mniej więcej tych samych gabarytów - opowiada mama Uli. Po półgodzinie kolejny telefon. Pytanie, czy dziecko nie ma infekcji, bo to dyskwalifikuje. W końcu decyzja, za 20 minut przysyłają karetkę, która zawiezie nas do szpitala. Jednak helikopter z sercem dla Uli nie mógł wystartować. Na dworze szalała burza. Było nerwowo. W końcu dotarli do Zabrza. Kiedy zaczynała się operacja, na niebie szalały błyskawice i grzmoty. - Po kilku godzinach z sali wyszedł lekarz. Zamarłam, patrzyłam na jego wyraz twarzy, czekałam na pierwsze słowa - opowiada Katarzyna Szymkiewicz.

Wtedy jej córeczka była najmłodszym dzieckiem, któremu przeszczepiono serce. Porównywano to z operacją wykonaną 10 lat wcześniej, u 22-miesięcznego dziecka! - Proszę się nie martwić, operacja się udała - to zdanie lekarza przywróciło jej oddech. - Po zabiegu Uli, szpital zrobił konferencję prasową i jakby się worek rozwiązał. Bo miesiąc później kolejne dziecko miało przeszczep - opowiada mama Uli.

To było ponad pięć lat temu. Dzisiaj dziewczynka ma 6 lat, a jej mama nazywa ją żartobliwie ADHD, bo wszędzie jej pełno. Faktycznie w trakcie naszej rozmowy, mała biega, skacze i skutecznie negocjuje w sprawie cukierków. Poza tym na co dzień jeździ na rowerze, gra w piłkę, a nad morzem ciągle siedzi w wodzie. - Uwielbia zwierzęta. Jej marzeniem jest pływanie z delfinami - opowiada mama.


Katarzyna Szymkiewicz z 6-letnią Ulą. Docenia to, że
jej córka dostała drugą szansę.
(z archiwum prywatnego Katarzyny Szymkiewicz)
Każdy dzień po operacji przypomina stąpanie po kruchym lodzie. Leki immunopresyjne, zapobiegające odrzuceniu przeszczepu obniżają odporność, zwiększają ryzyko zachorowania na nowotwory, uszkadzają nerki. Dlatego, by uniknąć infekcji, Ula nie chodzi do przedszkola, nauczycielka przyjeżdża do niej do domu. Na plaży siedzi w specjalnym białym kostiumie, musi chronić skórę przed słońcem. Stale jest pod okiem lekarzy, często jeżdżą do Zabrza na kontrolę. - Kiedyś mała bardzo płakała, kiedy pobierali jej krew, a teraz już przyzwyczaiła się, że w przychodni i szpitalu jesteśmy częstym gościem. Wpada do gabinetu, podciąga rękaw i szczebiocze do pielęgniarki - opowiada Szymkiewicz. - Kiedy patrzę na nią, często myślę o rodzicach dziecka, które zmarło. Bardzo jestem im wdzięczna, że mimo osobistej tragedii zrobili taki krok - mówi drżącym głosem mama Uli.

Przyznaje, że jest w niej ciągła obawa o kolejny dzień. Słyszała, że średni czas przeżycia po przeszczepie to 10 lat. Zakopała to głęboko w swojej świadomości, jednak czasem kołacze się jej to po głowie. Ma nadzieję. Daje ją nie tylko rozwój medycyny. Także historia młodej kobiety z przeszczepionym sercem, która urodziła dwoje zdrowych dzieci.

Brat, którego serce mam w piersi

- Wie pani jak się czuje człowiek, którego serce nie daje rady? - pyta mnie Stanisław Jerusalimcew. Bardzo szybko się męczy, a przejście kilkunastu metrów jest wyczynem. Niedotlenione inne organy szwankują. W płucach brakuje tlenu, zalewa je śluz, dusisz się, w nocy nie można spać, bo wyczerpujący kaszel trwa godzinami. To paskudna śmierć.

- Kiedy jechałem na przeszczep, to strach mieszał się z radością. Pomyślałem, że jeśli miałbym nie przeżyć operacji, to przynajmniej będę miał w miarę komfortowy koniec - opowiada Jerusalimcew. Masz nowe serce - powiedziała pielęgniarka, kiedy się obudził. Poczuł wielką euforię, wydawało mu się, że jest w stanie przenosić góry. - Co dziwne, czułem, że jest mi gorąco, mimo że leżałem tylko w slipkach, a przed operacją nosiłem na sobie po kilka warstw ubrania - opowiada.


Stanisław Jerusalimcew ma czworo wnucząt
(z archiwum prywatnego Stanisława Jerusalimcewa)
Przeszczep serca przeszedł 16 lat temu. Wczoraj wrócił z kolejnego spotkania, gdzie razem z lekarzem i koordynatorem transplantacji prowadzili prelekcję na temat świadomego dawstwa. Wie, że serce dostał do młodego chłopaka, który zginął w wypadku. Kardiochirurg nie chciał mu więcej powiedzieć, bo takie są procedury. Nazywa go w myślach swoim bratem.

Stanisław Jerusalimcew, dzisiaj prezes Stowarzyszenie Przeszczepionych Serc z Warszawy, wie, że wiele osób po przeszczepach ma swoje przemyślenia, przeżywa to wszystko po swojemu. Sam miał dylemat moralny, kiedy czekał na przeszczep.

- Pamiętam moje rozterki. Setki razy zadawałem sobie pytanie, czy ja człowiek chory, ale żyjący, mam prawo czekać na czyjąś śmierć, by móc samemu przeżyć? - opowiada. Nie brał wtedy pod uwagę tego, że przecież ona będzie nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, będzie niezależna od niego. I zdarzy się. - Sama świadomość, że czyjaś śmierć może być dobra dla mnie, była wielkim wyzwaniem dla psychiki. Pojechałem wtedy do naszego przyjaciela, księdza. Powiedział do mnie: nie myśl o tym w ten sposób, bo ten człowiek i tak umrze, obojętnie jak będziesz o tym myślałam, bo taki jest jego los, tak Bóg mu przeznaczył. Nawet jeśli nie będziesz chciał jego serca, to on i tak umrze - opowiada Jerusalimcew.

Przeszczepy serca wykonuje się w pięciu ośrodkach w Polsce: w Zabrzu, Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Gdańsku. W tym roku wykonano ich 60 (od stycznia do końca września 2013 r. - dane Poltransplant) - Może się to pani wyda śmieszne, ale ja kocham moją żonę, którą poznałem 40 lat temu. Kiedyś bym tego tak wprost publicznie nie powiedział, bo bym się wstydził, krępował. Teraz po tym, jak uciekłem śmierci, wiem dokładnie, co jest ważne - mówi Stanisław. Po przeszczepie konieczne jest zachowanie sterylnych warunków. Do żony, tak naprawdę mógł się do przytulić dopiero po miesiącu. - Wcześniej widziałem ją przez okno i rozkleiłem się jak dziecko - opowiada.

- Po przeszczepie, kiedy nie wiadomo, czy organizm nie odrzuci nowego serca, trochę się przekomarzałem się z panem Bogiem. Prosiłem, daj mi doczekać dzieci syna. On jest młodszy od córki o kilka lat. Rocznikowo to ona miała pierwsza zostać mamą. Negocjowałem w ten sposób dłuższy czas dla siebie tutaj - śmieje się Jerusalimcew. Rok po przeszczepie urodził mu się pierwszy wnuk. Syn syna. Dzisiaj ma ich czworo. Kiedy z 2,5-letnim Kubą pojechał nad morze, ten rzucił się na piasek i krzyknął: Dziadku, kocham cię za to, że mnie przywiozłeś do tej największej piaskownicy świata!

Teraz, kiedy zasypia, często kładzie się na boku, przytula ucho do poduszki. Wtedy słyszy, jak jego nowe serce bije równo i miarowo. Jak to jest, że ten zwykły mięsień, jak go czasem nazywają, zaczyna znowu pracować, niezależnie w jakim jest ciele? Skąd serce wie, że ma znowu bić? Czy to nie jest cud?

 

komentarze


Prof. Jerzy Sadowski, kardiochirurg z Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii Krakowskiego Szpital Specjalistycznego im. Jana Pawła II

Obostrzenia medyczne dotyczące dawstwa serca są wysokie, znacznie wyższe niż w przypadku nerek lub wątroby. Musi zgadzać się grupa krwi, masa ciała powinna być zbliżona, ważny jest też wiek dawcy. Serce nie może być uszkodzone, po zawale czy chorobie niedokrwiennej. Te wszystkie czynniki powodują, że dawców serca jest obiektywnie mniej, nie tylko u nas w kraju, ale i na świecie. Dlaczego odpowiednie dobranie narządu jest tak bardzo ważne? Bo znacznie zwiększa szansę pacjenta na przeżycie po przeszczepie. Kiedyś jedna trzecia pacjentów umierała w okresie okołooperacyjnym. Teraz dzięki nabywaniu doświadczenia i postępowi medycyny, sama operacja nie jest czymś bardzo skomplikowanym. Największe ryzyko zaczyna się po niej. Obecnie średnio 85-90 procent pacjentów przeżywa najtrudniejsze tygodnie po przeszczepie. Kiedyś nawet w największych ośrodkach jedna trzecia pacjentów umierała. W tym roku w Krakowie przeprowadziliśmy osiem transplantacji serca i wszyscy pacjenci mają się dobrze.


Dr Karol Wierzbicki, kardiochirurg, transplantolog kliniczny z Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii Krakowskiego Szpital Specjalistycznego im. Jana Pawła II

Bardzo liczy się czas, dlatego tak ważna jest koordynacja działań i precyzja. W szybkim transporcie organów szpitalowi w Krakowie i Zabrzu pomaga wojsko. Mimo zawirowań, które przynoszą szkodliwe wypowiedzi niektórych osób na temat śpiączki, świadomość społeczna na temat transplantacji na szczęście rośnie. Choć na pewno wiele jest jeszcze do zrobienia. Tutaj konieczna jest merytoryczna, spokojna dyskusja i szerzenie rzetelnej, naukowej wiedzy. Taką edukację nasza klinka prowadzi już od lat w Małopolsce i sąsiednich województwach.

Anna Frankowska

2013-10-29 07:00:23

Tagi:

kardiochirurgia,

transplantologia,

reportaż,

przeszczep serca

Komentarze

  • 31.10.13, 11:09:07

    ~Aga Szczygieł napisał(a):
    Pięknie to wszystko jest napisane, kto z tym nie miał do czynienia nie wie jak to jest... czekam kolejny miesiąc na nowe serduszko dla syna... to dopiero jest przed nami
  • Wojowniczka

    31.10.13, 14:27:02

    Wojowniczka napisał(a):
    Jak dla mnie jeden z większych chirurgów na świecie... naprawdę genialny lekarz i świetny specjalista, Pan profesor Religa nadal jest moim idolem!! Samo zdjęcie po tej operacji mówi samo za siebie...