Wywiady i reportaże "Jestem chora psychicznie, ale nie jestem wariatką". Anja Orthodox o depresji, komputerach i przyjac...

"Jestem chora psychicznie, ale nie jestem wariatką". Anja Orthodox o depresji, komputerach i przyjacielskich przysługach w show-biznesie

"Jestem chora psychicznie, ale nie jestem wariatką". Anja Orthodox o depresji, komputerach i przyjacielskich przysługach w show-biznesie [fot: Diana Domin/East News]

Z Tomaszem Beksińskim zapoznał ją Kuba Wojewódzki, wtedy nikomu nieznany dziennikarz radiowej Trójki. Z Michałem Wiśniewskim mijała się w studiu nagraniowym, a Dodę poznała przez gitarzystów Virgin - Tomasza Luberta i Krzysztofa Najmana, swojego byłego męża. Mimo to najlepsza przyjaciółka Anji Orthodox z muzycznym światkiem nie ma nic wspólnego, a swój wolny czas wokalistka spędza najchętniej w domu, dłubiąc przy komputerze. Polska królowa gotyckiego rocka porzuciła nawet na jakiś czas karierę i została serwisantem. Bo muzyczna pasja stale walczy w niej z miłością do nowych technologii.

iWoman.pl: Dlaczego liderka najpopularniejszej w kraju kapeli nurtu gotyckiego rocka pisze teksty dla Dody?

Anja Orthodox: To była koleżeńska przysługa. Virgin nagrywał swoją pierwszą płytę, wytwórnia odrzucała im kolejne teksty. Jak wrócił do nich trzeci z kolei garnitur utworów, Tomek Lubert poprosił mnie o pomoc, żeby całkiem nie osiwieć. Napisałam teksty do kilku kawałków i odparłam cenzorskie zapędy jednego gościa z wytwórni. Na druga płytę też im coś przygotowałam, a potem Doda się wyrobiła i już sama sobie pisała.

A kiedy media zaczęły się tym faktem ekscytować, postanowiła się Pani nie przyznawać, dla kogo pisze.

Już wcześniej się nie przyznawałam. Zdarzały mi całkiem komercyjne zlecenia, napisałam coś nawet dla jakiegoś dyskotekowego zespołu. Ale nie chcę funkcjonować w mediach jako tekściarka komercyjna, nie mam takich ambicji.


fot. Katarzyna Tyśnicka
Teksty napisane dla Dody spokojnie mogłaby Pani zaśpiewać sama. Pasują do estetyki Closterkellera.

Dwa z nich są co najmniej znakomite! Genialny jest kawałek Dzieci ziemi, Ulica też spokojnie by do nas pasowała. Reszta nie. Że przez tęczową ulicę wejdę, coś ci ofiaruję bla, bla, bla.

Przecież ja pisałam nawet dla Volvera, ale te teksty to już poważna komercja. Sami takie chcieli, o szczęśliwej miłości. No to napisałam Niemęskie łzy, jak to on budzi się, a koło niego leży ona. I on patrzy się na nią i zaczyna płakać ze wzruszenia, że tak ją kocha.

Spotykam się potem z wokalistą zespołu i mówię mu Mariusz, mam dla ciebie teksty, ale jak uznasz, że są przegięte, to mi po prostu powiedz. Dałam mu te Niemęskie łzy, powiedział, że kawałek jest zajebisty.

Nie każda twórczość musi być taka, jak nasza. Mogę pisać piosenki wesołe, sympatyczne, nie ma sprawy. To dla mnie taka odskocznia, ale też nic bardzo ważnego. Zdarza mi się coś dla kogoś napisać, tak jak zdarza mi się naprawić znajomym komputer. Tylko to drugie zdecydowanie częściej.

Zna Pani nie tylko Dodę, ale i na przykład Michała Wiśniewskiego. Polski show biznes jest aż taki mały?

Dodę poznałam, kiedy miała 15 lat. To dopiero był wynalazek. Z Ich Troje mijaliśmy się w studio, akurat nagrywałam płytę Blue. Oni mieli sesje po nas, często zespoły tak się poznają. Puszczali mi swoje demówki, pytali, co sądzę, jak mi się podoba. Muzycy czasem radzą sobie nawzajem.

Posłuchaj utworu Grzech z płyty Blue:

W tym środowisku nie ma zawiści, konkurencji, zazdrości?

Między kapelami rockowymi jest w miarę fajnie, wszyscy się znają, balangują razem. Rockmani to wesoła gromadka. Wśród niektórych popowych wykonawców panują już kiepskie klimaty, jest wyścig o sławę i lans.

A tutaj, na Castle Party, nie ma lansu? Przecież to jeden wielki wybieg. I czy ta nieustająca rockowa balanga nie rodzi konfliktów – o facetów, o popularność?

Nieee. Naszą największą konkurencją w Bolkowie jest zespół Artrosis, bardzo się lubimy. Jedni w drugich widzą artystów. Jak widzę zajebisty występ znajomej kapeli, to się zwyczajnie cieszę. Przede wszystkim patrzymy na sztukę, muzykę.


fot. Katarzyna Tyśnicka
I prywatnie też się przyjaźnicie? Zapraszacie się do domów, podrzucacie sobie dzieci?

Dokładnie. Mojego syna Adama wielokrotnie podrzucałam do Kaśki z Fading Colours. Ostatnio nawet wspomniałyśmy, jak jej Filip walił Adama łopatką po głowie.

Kiedy jeszcze byłam żoną Krzyśka Najmana, byłego basisty Clostera, naprzeciwko nas przez ulicę mieszkał Piotrek Urbanek z zespołu Human, teraz gra w Perfekcie. Krzysiek non stop u niego przesiadywał, spędzali ze sobą mnóstwo czasu, pięć nocy na tydzień. Aż pewnego razu dzwoni do mnie żona Piotrka Anka i mówi: Słuchaj, my się lubimy, ja wszystko rozumiem, ale mogłabyś w końcu swojego chłopa zabrać. Oni ciągle o tych basach, strunach pieprzą, a ja bym trochę chciała pomieszkać w domu!

Z kolei kiedy mój drugi mąż Mariusz pokochał się z Adrianem Wieczorkiem, klawiszowcem Łez, wpadł w jakiś ciąg i zniknął na trzy dni. Zostałam w domu z małym dzieckiem, nie byłam z tego powodu szczęśliwa. Dzwonię do Adriana i pytam, czy mógłby mi oddać męża. A on: Nie mogę, kocham go! Dzwonię znowu, mówię Adrian, błagam, nie ma go w domu już trzeci dzień. Nie martw się, leży ze mną w łóżku – usłyszałam.

Ze wszystkimi się Pani tak świetnie dogaduje? Nigdy nie miała Pani przykrych doświadczeń w kontaktach z innymi artystami?

Jest różnie, jak w życiu. Kochałam się kiedyś w takim muzyku, swoją drogą był niezłą gwiazdą polskiego rocka i opowiadałam o nim przyjaciółce, też z resztą wokalistce. Że tęsknię za nim, że tak mi się podoba. Aż się dowiedziałam, że oni się spotykają. To on sam mi powiedział, że zakręciła mu nieźle w głowie, bo oprócz frywolnego związku był też moim kumplem, a ona tego nie doceniła. Pomyślałam sobie, o ty k... Ale nigdy wprost w oczy jej tego nie powiedziałam. Z przyjemnością od lat obserwuję, jak jej się wydaje, że jest fajna i niewinna. Ale tak poza tym, to jest fajna kobieta.

Posłuchaj utworu Patrząc jak toniesz:

Przyjaźniła się Pani kiedyś z facetem bez podtekstów erotycznych?

Z Tomaszem Beksińskim, był moim najlepszym przyjacielem. Chociaż z jego strony na początku podtekst był. Poznał nas ze sobą Kuba Wojewódzki, wtedy młody dziennikarz radiowej Trójki. Powiedziałam mu, że potrzebuję angielskich tekstów na płytę Blue i nie ma kto mi ich napisać. I Kuba mówi: Wiesz, jest tu jeden taki nawiedzeniec, powinniście się zajebiście zrozumieć, bo on jest tak samo pierdolnięty jak ty. Nazywa się Tomasz Beksiński, na pewno się pokumacie. Rzeczywiście, pokumaliśmy się od razu.

Miałam też drugiego przyjaciela – piękny facet, długie, proste, czarne włosy, mmm – podrywałam go na początku. Kiedy zobaczyłam, że się nie da, stwierdziłam: tego kwiatu to pół światu i przeszłam na przyjaźń. Kiedy rozstałam się z Krzyśkiem i zostałam samotną matką, on Adamowi może nie tyle zastępował ojca, co przemycał pewne męskie wartości do jego życia.

Pani syn jest prawie dorosły. Przyprowadza do domu dziewczyny? Jak Pani się z nimi dogaduje?

Adam ma bardzo piękną dziewczynę, Desdemonę, musiałaś ją tutaj widzieć, jest gotycką modelką. Kumplujemy się, ostatnio chłopaki mało z nami nie osiwieli, bo pod koniec imprezy troszkę się rozbisurmaniłyśmy.

Desia jest taka w moim stylu. Kiedy idę gdzieś z nią i Adamem, wszyscy myślą, że przyszłam z córką i jej chłopakiem. Wzięłam Desię na 15-lecie Łez, wchodzimy razem na scenę a chłopaki krzyczą: O kurwa, a ta przyszła z kopią zapasową, z backupem! Stara jest, jak jedna padnie, to będzie druga.

 

Anja Orthodox i zespół Closterkeller
Katarzyna Tyśnicka
zobacz całą galerię
Anja Orthodox i zespół Closterkeller
Katarzyna Tyśnicka
zobacz całą galerię
Anja Orthodox i zespół Closterkeller
Katarzyna Tyśnicka
zobacz całą galerię

 

Przyjaźni się też Pani ze znaną artystką operową Małgorzatą Walewską.

Teraz, kiedy jest w rozjazdach, trudno się kumplować. Ale znamy się od dziecka, jesteśmy rówieśniczkami z jednego podwórka, Gośka mieszkała 5 pięter pode mną. Jako dzieci nachrzaniałyśmy się łopatkami po łbach w piaskownicy. W wieku 15, 17 lat byłyśmy bardzo bliskimi psiapsiółkami.

Utrzymuje Pani bliskie kontakty z ludźmi spoza muzycznego światka?

Pewnie. Moją najbliższą przyjaciółką jest dziewczyna z Krakowa, która jest dyrektorką sklepu meblowego Jysk.

Udaje się załapać na rabacik?

Może jak bym mieszkała w Krakowie. Ale kilkukrotnie dostałam od niej fajne, jyskowe prezenty. Sama ją na koncerty za friko wpuszczam.

Bardzo sobie też cenię kontakty z ludźmi, z którymi dzielę pasję komputerową. Mam takiego kolegę, do którego uwielbiam chodzić i patrzeć, jak montuje filmy albo obrabia grafikę 3D. Jestem wielką pasjonatką komputerów, nowych technologii. Zaczęłam od gier, ale szybko przestałam, teraz gmeram w sofcie, uczę się CMS-ów, zgłębiam drupala. Non stop robię jakieś duperele, rozkręcam komputery, kupuję jakieś przelotki, pierdolniki. Mąż się piekli, że powinnam zajmować się w tym czasie muzyką, a przecież sam jest grafikiem, widziałaś niejedną jego reklamę w telewizji. Latające jogurty Bakomy, podpaski Bella to jego. Ale on nie chce się tym zajmować. Wściekam się, że zakochałam się w informatyku, a on tylko o muzyce. A Mariusz na to, że zakochał się w wokalistce, a ma w domu informatyka!

Posłuchaj utworu Władza, jednego z największych przebojów zespołu:

Na jakiś czas rzuciła Pani nawet muzykę dla pracy serwisanta. Oferta była taka atrakcyjna?

To było zupełnie spontaniczne. Coś mi się zepsuło w komputerze i pojechałam do znajomego serwisu. Mówię pracującemu tam Filipowi, to zrobiłam tak a tak, to a tamto wymieniłam, tu i tam trzeba jeszcze sprawdzić. On na to, że zamiast przyjeżdżać do nich żeby mi naprawili komputer, powinnam u nich naprawiać cudze. Bo jestem lepsza od niejednego etatowego serwisanta. Ja, że bardzo bym chciała, to moje marzenie. A on, że właśnie szukają pracownika i że mam się decydować. No to ja, że OK, będę, zgadzam się. Jak to usłyszała szefowa Filipa Hanka powiedziała, że już dawno powinnam była u nich pracować.

Pomyślałam sobie: ale jaja. Mówię mężowi, że zatrudniłam się jako serwisant u Hanki. Stwierdził, że zajebiście, że na pewno się świetnie odnajdę. Było genialnie. Zasuwałam jak szalona, zostawiłam muzykę, kompletnie nie miałam do tego głowy. Pracowałam tam 10 miesięcy, aż mnie chłopaki z zespołu z łeb wyciągnęli i kazali nagrywać płytę Grafit.

Znajomi, muzyka, komputery, rodzina. Doba nie jest za krótka?

Tak generalnie to ja mało towarzyska jestem. Bardzo dużo czasu spędzam w domu czytając książki, siedząc przy komputerze albo śpiąc. Śpię po 10, 11 godzin dziennie. Jestem chora na depresję i mam między innymi ten objaw odsuwania się trochę od ludzi. Leczę się u psychiatry, zdiagnozował u mnie dystymię. To depresja o średnim nasileniu, ale trwająca przewlekle. Mam lepsze i gorsze okresy.


fot. Katarzyna Tyśnicka
To dlatego Pani muzyka jest taka melancholijna?

Tak, myślę, że tak. Chociaż taką muzykę robią też ludzie bez depresji. Nasza nie zawsze jest rozdzierająco-dramatyczna. Czasami jest śliczno-piękna. Ale to prawda, nasze wesołe utwory można policzyć na palcach jednej ręki.

Już od podstawówki przejawiałam talent literacki. Miałam świetne stopnie z polskiego, mimo że tak naprawdę jestem umysłem ścisłym. A jak jeszcze się wyrobiłam, bo przecież piszę teksty od tylu lat, to umiem te wszystkie uczucia ładnie ubrać w słowa i one trafiają do ludzi. Oni się w naszej muzyce odnajdują i jak nawet przypadkiem trafią na Clostera, to im się podoba. Ale jak ksiądz postraszy z ambony, ludzie się boją przychodzić.

Naprawdę? Ksiądz straszy z ambony? Dlaczego?

Bo jestem ateistką. Czyli satanistką – proste. Proste dla wielu prostych ludzi, którzy zamiast ruszyć mózgiem wolą odganiać duchy. Jak była ta jazda z listą zespołów szerzących satanizm to byliśmy w czołówce, z Vaderem, Behemothem i Katem.

Dobre towarzystwo.

No ba. Byłam dumna do momentu, kiedy przestało to być zabawne. Jak zaczęli na dobre nakręcać tę aferę, my organizowaliśmy trasę Abrakadabra. Wszystkie zaprzyjaźnione domy kultury, które do tej pory nas uwielbiały, zaczęły uzależniać nasze występy od tej kretyńskiej krucjaty.

Gracie w domach kultury?

W domach kultury, klubach studenckich, różnie. Domy kultury są przecież miejscem przeznaczonym na wydarzenia kulturalne. Tam gramy najchętniej. A że są one finansowane z budżetu miast, zaczęło się robić niefajnie. Zaczęliśmy już z Mariuszem myśleć, że niestety, ale zrobimy to, czego absolutnie nie chcemy – zwiejemy stąd. Byliśmy już jedna nogą w Australii, Mariusz ma tam rodzinę i zawsze mamy tam wjazd. Ale nie chcemy opuszczać Polski, to nasz kraj, kochamy go. Do czego ci misiowie mnie doprowadzili, całe szczęście, że to już się skończyło i szlag ich trafił po wyborach.

Teraz też nie obywa się bez afer. Wystarczy wspomnieć wyrok na Dodę, wcześniej skandal z Nergalem.

No dobrze, ale ja nie robię nic kontrowersyjnego. Nie podarłabym Biblii, mimo że się z nią nie zgadzam. Czytałam, owszem, satanistyczną też, trzeba się zapoznać, ja jestem ciekawa świata. We wrześniu będziemy jechali na koncerty do Chin, to się ambitnie na kurs chińskiego zapisałam. Prosty jak budowa cepa.

Posłuchaj utworu Ate, w którym Anja wyraża swój stosunek do religii:

Mówiła Pani, że rzadko kiedy wychodzi z domu...

Jestem teraz na dużych dawkach środków psychotropowych, jestem z tego powodu szczęśliwa jak dzika świnia. Uwielbiam te moje środki i chcę je brać do końca życia. Po pierwsze hamują łaknienie, po drugie mam po nich przepiękne, kolorowe, fabularne sny. Prawie każdej nocy maraton filmowy. Kryminały, horrory, romanse, komedie. Ubóstwiam spać, sen to mój drugi świat.

Przepisał je ten sam lekarz, który powiedział: Czekałem na Panią, przychodzili wyznawcy, wiedziałem, że przyjdzie i królowa?

Słyszałaś tę historię? Ta akcja była przegenialna, uklękłam wtedy. To był doktor Skalski, znany specjalista od zaburzeń snu. Znam, znam, wszystkie teksty znam. Ale najbardziej mnie dziwi, kiedy rozpoznają mnie osoby, po których nigdy bym się tego nie spodziewała, na przykład pani w warzywniaku.

Prawda jest taka, że nasza muzyka jest po prostu ładna. Naprawdę trafia do normalnych ludzi, nie tylko gotów. To muzyka mówiąca o przeżyciach normalnego, czującego człowieka. Większość ludzi ma duszę, uczucia, są tacy, jak my. Bo poza tym, że śpiewam i jestem kawał cholery, to jestem bardzo normalna. No, pomijając tę depresję, bo przecież nie zaburza mi ona postrzegania rzeczywistości. Tak, że chociaż jestem chora psychicznie, to nie jestem wariatem.

 

Anja Orthodox
Naprawdę nazywa się Anna Kumala, z domu Sabiniewicz. Wieloletnia liderka gotyckiego zespołu Closterkeller, okrzyknięta przez dziennikarzy "rockową Ewą Demarczyk", z wykształcenia jest zootechnikiem, a z zamiłowania - informatykiem. Prywatnie żona Mariusza Kumali, gitarzysty Closterkellera, z którym ma syna Jakuba. Z pierwszego małżeństwa z Krzysztofem Najmanem - basistą kapeli, ma syna Adama, który jest perkusistą.

Komentarze

  • 27.08.12, 13:40:13

    ~vvvvvP napisał(a):
    Fajna babka z Pani Ani:)
  • 27.08.12, 14:08:10

    ~pink pink napisał(a):
    Malina, już poprawili ;)
  • Zasmucona12

    27.08.12, 15:18:39

    Zasmucona12 napisał(a):
    Show Biznes potrafi naprawdę mocno obciąży psychikę cżłowieka, wiele osób niw ytrzymywało napięcia związanego z taką pracą!! WTedy właśnie powinno się mieć oparcie najbliższych.
  • 27.08.12, 16:07:17

    ~Liderpracy.pl napisał(a):
    "Ach jaka ja jestem szalona" hehe. Śmieszą mnie takie kobiety i nie da się ich traktować poważnie.
  • 27.08.12, 17:51:06

    ~psycholka napisał(a):
    Bardzo fajny wywiad z resztą z Anją każdy jest fajny!!!:-)
  • 28.08.12, 10:52:48

    ~prawie 40latek napisał(a):
    Szacun Ania!! Słuchałem Closterkellera jako młody chłopak, w każdej piosence słychać kruchą i delikatną duszę wrażliwego człowieka. No i ten niesamowity klimat jaki muza dawała przy czytaniu.... Thorgali!! Bezcenne!!! Pozdrawiam i życzę zdrowia, tak psychicznego jak i fizycznego:):)
  • 28.08.12, 12:28:10

    ~~arr napisał(a):
    Proszę się nie obrazić za takie wyrażenie ale chociaż nie należy Pani do osób medialnych (co na dzisiejsze czasy naprawdę jest plusem) to chciałbym zobaczyć Panią w jakimś programie TV. Wrażenia byłyby na pewno niesamowite a i byłby to powiew prawdziwej świeżości.
    Od wielu lat śledzę działania Closterkeller i podziwiam Pani osobę - nie tylko za stworzoną muzykę ale również za "pieczę" nad młodszymi artystami :) Oby tak dalej!
  • 31.08.12, 15:43:46

    ~natala_de napisał(a):
    Uwielbiam !!!! moje młode lata.....mój Closterkeller
  • 31.08.12, 18:16:16

    ~Fleja napisał(a):
    Kiedyś przewspaniały zespół, obecnie coraz nudniejszy, coraz bardziej sentymentalny i groteskowy w tym deklarowanym umiłowaniu do mroczności, mimo iż warsztatowo w zasadzie bez zarzutu.
  • 1.09.12, 00:22:44

    ~głośnik napisał(a):
    Uwielbiam Anję. Nie mniej, że ma piękny głos i robią zajebistą muzę, to posiada piękną osobowość. Aż chce się jej słuchać, czytać jej wywody, rozmawiać. Więcej takich ludzi w mediach chcę!