Wywiady i reportaże Paryż, Rzym, Nowy Jork? Ich praca to kilkanaście wyjazdów rocznie, konferencje, bankiety, rauty. Bo ...

Paryż, Rzym, Nowy Jork? Ich praca to kilkanaście wyjazdów rocznie, konferencje, bankiety, rauty. Bo współczesna nauka czerpie wiele z... showbiznesu

Joanna Kowalska w laboratorium [fot: arch.pryw.]

Badanie układów biologicznych przy pomocy promieniowania synchrotronowego? Brzmi kosmicznie, ale doktor Joanna Kowalska potrafi opowiadać o tym tak, jakby relacjonowała wakacyjne przygody. Jest 22:30, a ona wciąż siedzi w pracy. To jej pierwszy dzień w Instytucie Maxa Plancka w Zagłębiu Ruhry, ale w głosie kobiety nie ma śladu zmęczenia, jest tylko fascynacja. - Jak mawiał bardzo znany fizyk Richard Feynman, fizyka jest jak seks - śmieje się Kowalska. - Oczywiście, daje praktyczne korzyści, ale nie dlatego to robimy. A dlaczego? - Dla przyjemności.

Udało się. Po czterech latach doktoratu na Polskiej Akademii Nauk Joanna dostała się do projektu badawczego w jednym z najbardziej prestiżowych ośrodków w Europie. Przypadkowo trafiła na ogłoszenie, wysłała aplikację i już po kilku dniach był telefon, rozmowa kwalifikacyjna i wiadomość: przyjęli ją. Joanna ma dopiero 30 lat, a na koncie więcej publikacji niż niejeden profesor. To jej pierwsza wyprowadzka z kraju, ale nie miała z tym problemu.

- Już kiedy kończyłam doktorat, wiedziałam, że chcę wyjechać. Istnieją dobre grupy badawcze w Polsce, ale jest ich niewiele. A kluczem do rozwoju kariery naukowej jest właśnie grupa. Taka, w której ludzie naprawdę są oddani nauce, a nie zdobywaniu kolejnych tytułów - przekonuje.

Joanna jest specjalistką w badaniach układów biologicznych przy użyciu promieniowania synchrotronowego. - Służą analizie mechanizmów chorobotwórczych na poziomie atomowym. Bo przecież każda komórka zbudowana jest z cząsteczek, a te składają się z atomów - tłumaczy.

Joanna Kowalska 2002 – 2007 fizyka medyczna na Uniwersytecie Jagiellońskim 2007 – 2012 studia doktoranckie w Instytucie Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk
2013 – teraz Max Planck Institute for Chemical Energy Conversion, Niemcy

Zajmuje się mikrospektroskopią promieniowania.
W skali makro widać na przykład, że komórka się rozrasta, albo że DNA mutuje. - To jest poziom dużych cząsteczek. My badamy, co się dzieje na poziomie atomu: jak zachowują się elektrony, jaka energia przekazywana jest między cząsteczkami. Bo każde zjawisko fizyczne opiera się na zmianach energii. I to mnie najbardziej fascynuje.

Zdaniem doktor Kowalskiej za granicą jest więcej możliwości niż w Polsce. Potwierdzają to dane OECD. Niemcy wydają na badania naukowe niemal 3 procent PKB, Japonia - ponad 3 procent, Wielka Brytania - niemal 2 procent, Polska - 0,6 procent. Polski budżet przeznaczony na naukę to zatem zaledwie ułamek tego, co inwestują kraje z początku tabeli. - Warto wyjechać na chwilę, zdobyć doświadczenie, a potem wrócić i budować własną grupę badawczą. Z zagranicznymi kontaktami i doświadczeniem jest łatwiej - przekonuje Kowalska.

Szklany sufit

A kobietom w nauce w ogóle łatwo nie jest. Bo to świat zdominowany przez mężczyzn. Na jednym z wydziałów Uniwersytetu Waseda, Joanna Pawłat, obecnie 39-letnia doktor energetyki i materiałoznawstwa, była jedyną kobietą-wykładowczynią. - Mężczyźni patrzyli na mnie trochę z podziwem, a trochę z powątpiewaniem. Bo w Japonii tradycyjna rola kobiety jest taka, że wychodzi za mąż i rodzi dzieci. Trochę jak w Polsce, choć u nas jest coraz lepiej - zapewnia.


Doktor Joanna Pawłat, fot.Sciencegirlthing
Jak wskazują dane opublikowane przez Komisję Europejską i zebrane w raporcie fundacji Kobiety Nauki, w 2009 roku kobiety stanowiły 40 procent naukowców w Polsce. Odsetek ten jest nieco wyższy od średniej Unii Europejskiej, która wynosi 33 procent. Wśród osób z doktoratem kobiety stanowią około połowę naukowców, ale już stopień doktora habilitowanego ma tylko 26 procent, a poziom profesury tytularnej osiąga 17 procent z nich. Dla porównania w Japonii kobiet z takimi tytułami jest mniej niż 5 procent.

- Kobiety idą na studia, uczą się dobrze, mają ambicje, ale gdzieś po drodze nie starcza im czasu i wytrwałości. Odpadają przeważnie w okresie, gdy na świat przychodzą dzieci i trzeba zająć się domem. Bo to wciąż bardziej na ich głowie, niż na głowie partnerów - mówi Justyna Wojniak z fundacji Kobiety Nauki.

Joanna Pawłat ma za sobą 12 lat intensywnej nauki i pracy w Japonii. To tu robiła doktorat o właściwościach plazmy i możliwościach jej zastosowania w ochronie środowiska, pracowała jako badacz i wykładowca. Czuła jednak, że jako kobieta osiągnęła tam wszystko, co było możliwe. - W którymś momencie poczułam nad sobą szklany sufit. Nikt nie krył przede mną tego, że takie stanowisko to nie miejsce dla kobiety. Byłam profesorem kontraktowym, więc co roku przechodziłam ewaluację. To było bardzo stresujące, bo nie wiedziałam, czy zostanie mi przedłużona umowa. Mimo świetnych wyników nie miałam co liczyć na stały kontrakt. Mężczyźni mieli pierwszeństwo - ubolewa.

Joanna Pawłat 1992 - 1997 dwa fakultety magisterskie: inżynieria sanitarna i budowlana oraz ochrona środowiska na Politechnice Lubelskiej
1998 - 2001 studia doktoranckie na wydziale inżynierii elektronicznej i elektrycznej na Saga University w Japonii
2004 - 2010 praca badawcza na Uniwersytecie Waseda w Japonii
2010 - teraz adiunkt na Politechnice Lubelskiej

Obecnie zajmuje się badaniem zastosowania plazmy.
Mimo świetnych zarobków i możliwości prowadzenia badań, doktor Pawłat zdecydowała się na powrót do Polski, na rodzimą Politechnikę Lubelską. - O powrocie przesądziło otrzymanie grantu reintegracyjnego, czyli takiego, który ma w początkowym okresie wyrównać, albo chociaż zmniejszyć przepaść między zarobkami polskimi, a zagranicznymi i pomóc w aklimatyzacji - tłumaczy. - I tak zarabiam trzy razy mniej niż w Japonii, ale dopóki mogę prowadzić badania, to mi wystarczy.

Bo w tej pracy pasja często wygrywa z rachunkiem ekonomicznym. Grupa doktor Pawłat robi rzeczy ważne i nowatorskie i to ją tu trzyma. - Badamy wykorzystanie plazmy, czyli zjonizowanej materii, do celów biomedycznych, np. odkażania - tłumaczy. - Skonstruowaliśmy generator plazmy, który może być wykorzystywany do sterylizacji obiektów, których nie da się odkazić w inny sposób, np. w wysokiej temperaturze. Chodzi o sterylizację np. tkanek. Wstrzeliliśmy się w niszę. To urządzenie ma szansę zrewolucjonizować codzienną pracę lekarzy.

Bo właśnie to jest w jej pracy najbardziej emocjonujące: najpierw jest pomysł, potem wdrożenie, a później są efekty. - Najpiękniejszą rzeczą dla inżyniera i naukowca jest gdy on coś wymyśli, a potem to upowszechni się w praktyce. I widzi, że dokonał zmiany - tłumaczy Pawłat. Dlatego też zaangażowała się w europejską akcję Kobiety do nauki, która ma promować pomysł kariery naukowej wśród młodych kobiet. - To wspaniała ścieżka rozwoju zawodowego. W tej pracy nie ma nudy, nie ma rutyny - podkreśla.

JOANNA PAWŁAT PREZENTUJE SWOJE LABORATORIUM:

Film nakręcony na zlecenie Komisji Europejskiej w ramach programu Nauka: To sprawa dla dziewczyn

Paryż, Rzym, Nowy Jork

Są za to prestiż, międzynarodowe kontakty i zagraniczne podróże. Paryż, Rzym, Nowy Jork? Kilka takich wyjazdów rocznie to standard. Konferencje, szkolenia, pobyty badawcze. Bo najważniejsze są kontakty. - W nauce nic nie zdobywa się samemu. To jest praca zespołowa - podkreśla Monika Koperska, doktorantka w Pracowni Badań nad Trwałością i Degradacją Papieru w Zespole Kinetyki Reakcji Heterogenicznych na Wydziale Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Monika Koperska w pracowni, fot. arch.pryw.
A żeby pracować w dobrym zespole, trzeba dać się poznać. Monika stawia więc na aktywną promocję nauki. Ma stronę internetową, chętnie udziela wywiadów, występuje publicznie z odczytami. Rozpoznawalność zyskała po tym, jak zdobyła drugie miejsce w prestiżowym, światowym konkursie naukowym Fame Lab, który przypomina trochę program Mam talent, tyle że dla naukowców. Wystąpiła tam z krótką, świetnie skonstruowaną prezentacją o tym, że papier jest dużo lepszym nośnikiem informacji niż... materiały cyfrowe.

To mocno kontrowersyjna teza w dobie digitalizacji i cyfryzacji. Monika ją świetnie obroniła. Bo co z tego, że możemy przechowywać terabajty danych na dysku wielkości portfela, jeśli za pięć lat je utracimy, bo taka jest przeciętna trwałość nośników cyfrowych? A odpowiednio spreparowany papier potrafi przetrwać nawet 300, 400 lat. Przy okazji pokazała coś jeszcze: o nauce też trzeba umieć opowiadać w sposób przystępny i... efektowny.

Monika Koperska 2004 - 2009 Międzywydziałowe studia matematyczno-przyrodnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz międzynarodowe studia magisterskie Advanced Spectroscopy in Chemistry na Université des Sciences et Technologies w Lille
2011 - Politechnika Łódzka studia podyplomowe Analiza i dokumentacja tekstyliów zabytkowych
2010 - teraz doktorantka w Pracowni Badań nad Trwałością i Degradacją Papieru w Zespole Kinetyki Reakcji Heterogenicznych na Wydziale Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Współcześnie popularyzując naukę musimy uciekać się do elementów robienia show. Musi wciągać, trafiać do odbiorcy, uwodzić go. Einstein powiedział kiedyś, że jeżeli nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że sami tego nie rozumiemy. I na to zwraca się dziś uwagę - uważa. Monice wystarczyło kilka minut, by przekonać profesorów zasiadających w kapitule, że papier jest najlepszym nośnikiem.

Ale papier to nie jedyny obszar jej zainteresowań. Koperska zajmuje się chemią konserwatorską, czyli ochroną zabytków. Jej doktorat poświęcony jest metodom zatrzymywania procesów samoistnej degradacji jedwabiu na przykładzie XVI i XVII wiecznych chorągwi wawelskich. Pracę magisterską poświęciła badaniom fotodegradacji barwników naturalnych z wykorzystaniem do opracowania sposobu eksponowania pasteli Wyspiańskiego. Brzmi mało atrakcyjnie, ale dla niej to niesamowita frajda.

- Praca z takimi obiektami daje dreszcz emocji. To kawał historii. A poza tym to robota detektywa - śmieje się. Bo żeby umieć odpowiedzieć na pytanie, w jakich warunkach np. dany barwnik ulega rozpadowi, trzeba najpierw sprawdzić, gdzie i z czego został sporządzony. A to nierzadko wymaga całego śledztwa. Ale też nie ukrywa: to ciężka praca. Potknięcia po drodze, momenty kryzysowe? Standard. - Nic, co wartościowe, nie przychodzi łatwo, ale gdy po długich żmudnych badaniach następuje przełom, radość jest taka, że aż człowieka rozpiera. I to jest piękne - podkreśla.

ZOBACZ, DLACZEGO PAPIER JEST LEPSZYM NOŚNIKIEM INFORMACJI NIŻ PEN DRIVE ALBO CD:

Odnaleźć siebie, a pieniądze same przyjdą

Co jest kluczem do sukcesu w karierze naukowej? To, co w innych dziedzinach. Trzeba umieć korzystać z szans, które się zdarzają po drodze. - Mogłam stchórzyć, nawet nie próbować szukać możliwości za granicą, ale nie zrobiłam tego - mówi doktor Joanna Kowalska. Teraz ma dwuletni kontrakt, a to oznacza świetne badania, międzynarodowe towarzystwo i dobrą wypłatę. Jak dużą? Nie chce zdradzać konkretów, ale to znacznie więcej niż polska średnia krajowa.

Zdaniem Moniki Koperskiej niezwykle ważna jest pokora. - Jeżeli ktoś zaczyna bawić się w naukę, to musi sobie zdawać sprawę, że będzie tylko małym puzzlem, drobnym trybikiem, który - jak dobrze pójdzie - będzie popychał tą całą machinę do przodu. Bo to tak ogromna dziedzina, że nie da się ogarnąć wszystkiego. Dla własnego spokoju i zdrowia psychicznego nie warto nawet próbować - podkreśla.

Błędem jest też oczekiwanie wysokich zarobków. - Pieniądze nie idą za tym, co zaczniemy robić, z tego względu, że inni na tym dobrze zarabiają, tylko za tym, w czym my jesteśmy dobrzy. Trzeba odnaleźć siebie i zacząć robić coś tak, żeby ktoś chciał nam za to płacić. Jeśli to się nam uda, to potem idzie już z górki - podkreśla Koperska.

Doktor Pawłat dodaje: brak kompleksów. Bo kompleksy to coś, co gubi kobiety w rozwoju zawodowym. - Jeżeli sama nie jestem przekonana do tego co robię, nie daję sobie szans, które widziałabym dla innych, to kto ma to robić? - pyta. - Takie myślenie nie ma sensu i nie ma się mu co poddawać. Trzeba wytyczyć sobie cele i po prostu konsekwentnie i odważnie je realizować - podkreśla.

 

iWoman poleca: Kobiety ekspertki - dołącz do bazy!
Ze względu na coraz liczniejsze akcje promujące pracę naukową kobiet, zainteresowanie paniami na uczelniach wyższych jest coraz większe. Powstaje wiele inicjatyw promujących taką formę aktywności zawodowej, jak na przykład inicjatywa fundacji Kobiety nauki - internetowa baza kobiet ekspertek, która ma ułatwić dostęp do nich mediów oraz działaczy III sektora. Jak wynika bowiem z niedawnych badań Instytutu Monitoringu Mediów, kobiety dużo rzadziej od mężczyzn pojawiają się w telewizyjnych programach publicystycznych, specjalistycznych artykułach prasowych czy audycjach radiowych jako ekspertki. Fundacja pracuje na rzecz zrównoważenia przekazu medialnego. Kobiety-naukowczynie mogą zgłaszać do bazy swoje kandydatury.

 

Paulina Pacuła

2013-05-08 06:19:00

Tagi:

nauka,

szkoła,

fizyka,

kariera

Komentarze

  • 3.06.13, 05:32:41

    ~kajja napisał(a):
    Nie ma co siedzieć, bo to nie daje rozwoju. Ja mam zamiar o niego na poważnie zawalczyć, dlatego zdecydowalam się na wzięcie udziału w konkursie http://www.accenture.com/pl-pl/landing-pages/Pages/konkurs.aspx. Co z tego wyjdzie ine wiem ale możliwość wyjechania do Mediolanu to jest coś.
  • 10.07.13, 23:20:03

    ~entuzjasta_nauki napisał(a):
    Nauka jest zdominowana przez mężczyzn, gdyż są oni z reguły bardziej kreatywni i sprawniej posługują się abstrakcją niż kobiety. Każda dziedzina, w której jest przewaga mężczyzn rozwija się prężniej i w bardziej uporządkowany sposób niż taka, w której dominują kobiety.
    Przypadek Japonii to właśnie potwierdza - wydaje się tam dużo pieniędzy na naukę i zajmują się nią głównie mężczyźni, dlatego właśnie Japończycy są na technologicznym szczycie, Niemcy zaraz za nimi, a takie kraje jak Polska są ciągle jeszcze daleko z tyłu.
    Jeżeli w Polsce zaczniemy wydawać więcej pieniędzy na naukę, to ściągniemy do niej ludzi goniących nie tylko za pasją, ale i właśnie za pieniędzmi - w praktyce, częściej mężczyzn, niż kobiety i wtedy też stworzymy sobie szansę na realny sukces polskiej nauki.