Wywiady i reportaże Rozwiedzeni katolicy mają dylemat, co wybrać - miłość do człowieka czy do Boga? Jedni decydują się n...

Rozwiedzeni katolicy mają dylemat, co wybrać - miłość do człowieka czy do Boga? Jedni decydują się na "rozwód kościelny" albo białe małżeństwo, a inni na życie w grzechu

Katolikom, którzy związali się z rozwodnikami, najbardziej brakuje Komunii [fot: Fotolia]

Joanna ma 24 lata, kiedy poznaje Marka na przystanku autobusowym. Już na drugim spotkaniu chłopak mówi jej, że zostawił żonę, a z kilkuletnim dzieckiem nie utrzymuje kontaktu. Szukam ryzykantki - mówi trochę bezczelnie patrząc jej w oczy. Matka Joanny całe życie modli się, żeby córka czasem nie związała się z rozwodnikiem, ale ją coś ciągnie do ryzyka i tego umięśnionego chłopaka. Nie wie jeszcze, że to ją wykluczy z Kościoła na długie lata.

Dziewczyna długo nie opowiada o Marku wszystkiego. Chce, żeby rodzina widziała w nim tylko silnego, pięknie zbudowanego faceta, który ugania się za nią po wiosce, a jak trzeba, to jedzie zaorać pole i pomaga przy gospodarstwie.

A pomagać trzeba nieustannie, bo ojciec Joanny - alkoholik - umarł kilka lat wcześniej i w rodzinnym domu zostają same kobiety. - Marek był taki silny fizycznie, pracowity! Czułam, że przy nim nie muszę się niczego bać - wspomina. W tej euforii wyjawia matce wszystko, co usłyszała na tej drugiej randce.

Historia Marka zaczyna się od odpowiedzialności. Chłopak ma 19 lat, kiedy jego kilka lat starsza dziewczyna zachodzi w ciążę. Oświadcza się jej i zaczyna szukać pracy. Jednak cztery miesiące po ślubie chłopaka wciąga Polska - Marek wyjeżdża na wakacje ze znajomymi i wraca dopiero po roku.

W domu czekają na niego papiery rozwodowe. Nawet się nie chce mu się kłócić, kiedy dziewczyna chce, by w sądzie uznał swoją winę. Uznaje i znów ma święty spokój.

Przez kilka dni w domu Joanny jest piekło. Matka szaleje. Pyta, za co dziewczyna modli się co wieczór, bo ona tylko za to, żeby żadna z jej córek nie trafiła na rozwodnika. Jak dotąd dwóm się udało. Ta wrogość zostaje w matce na długie lata i chyba nigdy do końca nie wygasa. Nawet, kiedy podejmuje już zięcia na niedzielnym obiedzie, to z chłodną uprzejmością.

"Nie robię nic złego"

Marek i Joanna są parą niecałe dwa lata, kiedy okazuje się, że dziewczyna zaszła w ciążę. To nie jest dobry moment. - Widziałam, że przy mnie staje się dobrym człowiekiem. Że mogę go zresocjalizować, ale jeszcze nie byłam pewna, czy jestem w stanie mu zaufać i wyjść za niego - wyznaje. To, że chłopak jest rozwodnikiem, i jeśli się z nim zwiąże, jako katoliczka będzie miała sporo problemów w Kościele, jakoś jej nie przeszkadza. Tłumaczy to sobie całkiem logicznie: Nie robię nic złego, w końcu nie zabieram nikomu męża ani ojca.

Żeby się upewnić, Joanna czyta Pismo Święte i szuka jakiejś podpowiedzi. - W końcu trafiam na ten cytat o maluczkich - coście im zrobili, to i mnie samemu - wspomina. Jest przekonana, że ratuje człowieka. I że wszystko uda się jakoś poukładać.

Właśnie wtedy Marek trafia do więzienia na cztery lata.

- Znowu coś przeskrobał i anulowano mu zawiasy sprzed lat - Joanna ucina domysły. Pisze do niego listy, odbiera odpowiedzi. Czuje, że są w sobie zakochani, że nie ma w tym grama fałszu. Kiedy mijają te cztery lata, a ona znów zachodzi w ciążę, bez wahania idzie z Markiem do Urzędu Stanu Cywilnego. - Nie tęskniłam za ślubem kościelnym. I tak składałam przysięgę, jakbym stała przed Bogiem. W końcu jest wszędzie i wszystko widzi - tłumaczy. - Owszem, gdzieś tam w głowie kołatało mi się, że to, co robimy, nie wszystkim się spodoba. Ale myślałam, że miłość potrafi zdziałać cuda.

Czym są małżeństwa niesakramentalne?

To związek ludzi ochrzczonych, którzy nie mogą zawrzeć ślubu zgodnie z wymaganiami wiary chrześcijańskiej, chociażby tego bardzo chcieli. Przeszkodą dla nich jest to, że wzięli ślub w Kościele, cywilnie rozwiedli się i ponownie zawarli związek cywilny. Tęsknią za spowiedzią i Komunią Świętą - czytamy na stronie niesakramentalni.pl

 

Jak tłumaczy dominikanin, ojciec Przemysław Herman, takie rodziny mają prawo chodzić do kościoła, a nawet być świadkiem na chrzcie dziecka. To wymaga jednak zgody proboszcza, a tę w praktyce nie zawsze udaje się zdobyć.

W ostatnich dniach na Synodzie biskupi dyskutowali na temat tych małżeństw. Pojawiły się pomysły złagodzenia zakazu korzystania z Komunii i szybszego rozpatrywania wniosków o unieważnienie ślubu kościelnego.

Na wiosce ludzie mówią, że wygrała los na loterii. Czasem ktoś rzuci, że trochę źle się stało, że Marek to chłop z przeszłością, ale gdy tylko widzi, jak tamten robi w polu za trzech, od razu milknie. Joanna jest w tym czasie taka szczęśliwa, jaka już potem nigdy nie będzie.

Czytaj dalej i dowiedz się, co dowodzi niedojrzałości do pełnienia obowiązków małżeńskich

Komentarze

  • 4.11.14, 08:10:40

    ~Maribod napisał(a):
    Ach ten kościół jaki wredny ustalił zasady i zmusza ludzi by ich przestrzegać - może trzeba by wysłać księży do maoistowskich obozów "reedukacyjnych" żeby zrozumieli że Postęp jest nieunikniony?
  • 4.11.14, 08:45:16

    ~13 Black widow napisał(a):
    Z welonem wielokrotnie przełożone zaczynają a na rozwodzie kończą.W Japonii wynajmuje się po prostu aktora w roli księdza.
  • 4.11.14, 09:35:26

    ~happy* napisał(a):
    Nie ma czegoś takiego jak "rozwód kościelny". Istnieje natomiast "orzeczenie o nieważności sakramentu małżeństwa".
  • 4.11.14, 10:09:05

    ~żona napisał(a):
    [...]ojciec Przemysław Herman. - Wspólnoty małżeństw niesakramentalnych nie powstały po to, żeby namawiać tych ludzi do rozejścia się. Jeśli podejmą taką decyzję – to dobrze" I to jest sedno - DOBRZE -jak się rozstaną. Dlaczego błędy lub przewinienia drugiej strony mają być karą, skazując na zycie w samotności.... Ach
  • 4.03.15, 12:45:07

    ~Pasiarak napisał(a):
    Co wybrać - miłość do człowieka czy do Boga? Przykazanie miłość jest jednoznaczne - jasno określa właściwą hierarchię w tej kwestii.
    "Będziesz miłował Pana Boga swego, z całego serca swego, z całej duszy swojej, i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego jak siebie "
  • nasturtia

    9.03.15, 13:59:39

    nasturtia napisał(a):
    Mam rozwiązanie tego dylematu - nie chajtać się z byle kim i nie rozwodzić.
  • 20.05.15, 09:24:49

    ~Arletta Bolesta napisał(a):
    Witam,
    nt. kościelnego procesu o nieważność małżeństwa zapraszam również na swój blog.
    dr Arletta Bolesta
    adwokat kościelny