Wywiady i reportaże Trafiają na listy wyborcze nie zawsze o tym wiedząc. Słuchają mężów raz na 4 lata, kiedy jest kampan...
2014-11-11 07:09:00

Trafiają na listy wyborcze nie zawsze o tym wiedząc. Słuchają mężów raz na 4 lata, kiedy jest kampania, choć to oni pchają je do polityki

1/6
Katarzyna Obara-Kowalska po raz drugi walczy o miejsce w radzie miejskiej.
fot: archiwum prywatne

Katarzyna Obara-Kowalska poszła do polityki nie dlatego, że chciała uczynić świat lepszym. Powody były dużo mnie romantyczne. - Straciłam pracę. Kiedy byłam na urlopie wychowawczym, Alicja Resich-Modlińska wysłała mi poleconym wypowiedzenie - opowiada znana dziennikarka. - To był szok. Ale po kilku dniach otrząsnęłam się i pomyślałam, że jakoś muszę wykorzystać nadwyżkę energii. Renata Granowska dostała szóste miejsce na liście, bo potrzebne były jakieś kobiety. Gdy weszła do rady, koledzy z partii dali jej pierwszą lekcję - zwycięstwa się nie gratuluje, a potem kolejną - w polityce nie ma przyjaźni. Mirosława Stachowiak-Różecka o fotel prezydenta Wrocławia walczy z Rafałem Dutkiewiczem, jego wieloletnim gospodarzem. - Z motyką na słońce? Może, ale ja tak lubię.

O takich jak ona partie polityczne marzą przed wyborami. W końcu nazwisko znanej, ładnej i sympatycznej dziennikarki telewizyjnej przyciąga wyborców jak magnes. Kiedy w 2010 roku Katarzyna Obara-Kowalska dostała propozycję startu w wyborach do rady miasta Wrocławia, nie miała wątpliwości, jakie są intencje. Zgodziła się kandydować, bo po latach harówki w szalonym tempie nie wyobrażała sobie pracy za biurkiem do piętnastej.

- Miałam być ozdobą. Uśmiechać się, pięknie wyglądać i być grzeczna. I jeszcze podnosić rękę wtedy, gdy trzeba - wspomina. - Kiedy okazało się, że potrafię podyskutować, usłyszałam od kolegów: No proszę, nie dość, że ładna, to jeszcze ma coś do powiedzenia.

Przez pierwsze 18 miesięcy pracy w radzie miejskiej przyglądała się. Naiwnie wierzyła, że jak projekt jest dobry merytorycznie, to się obroni. Nie rozumiała, dlaczego nie może zagłosować za propozycją opozycji, jeśli ta jest dobra. Kilka razy wstrzymała się od głosu, czasem wychodziła z sesji. Potem lądowała na partyjnym dywaniku, gdzie dostawała burę za brak lojalności. Wracała do domu ze zwieszonymi do kolan rękami. Mąż dobrze ją rozumiał, bo - jak mówi - romans z polityką ma za sobą. Przez osiem lata pracował w radzie. Startował w wyborach do Senatu.

- Kiedy słucham Kasi, mam wrażenie, że rada miasta to skostniały twór, w którym od lat nic się nie zmienia - przyznaje Maciej Kowalski. - Są tam ludzie, którzy od 27 lat są radnymi i dla których ta praca jest jedynym źródłem utrzymania. Całe klany rodzinne pracują w urzędach, podległych miastu. To jest chory układ. Jaki powiew świeżości, jaką jakość może wnieść ktoś, kto robi wszystko, by nie stracić stanowiska i jakoś przetrwać do kolejnych wyborów. Przytakują, bo tak jest bezpieczniej.

Po dwóch latach pracy przylgnęła do niej łatka wewnętrznej opozycji. Była dociekliwa. To jej zostało po pracy w mediach.

- Na komisjach zadawałam dużo pytań, a miejscy urzędnicy nie byli do tego przyzwyczajeni - opowiada Obara. - Zawsze przychodzili, czytali z kartki przygotowane przemówienie, wszyscy kiwali głową i z głowy. Słyszałam, że jestem upierdliwa i czepialska.

Czytaj dalej i dowiedz się, dlaczego Katarzyna Obara-Kowalska miała ochotę uciec z Kongresu Kobiet

Katarzyna Kalus

Komentarze

  • 12.11.14, 11:25:03

    ~Ania z Wrocławia napisał(a):
    Te moce łokcie popychają Panią Renatę do używania wizerunku znanych sportowców na swoich ulotkach bez WIEDZY I ZGODY zainteresowanych? dlatego wywleka brudy na światło dzienne i opowiada co i kiedy komuś załatwiła poza kolejnością i na cito w urzędzie??? Żenada.....
  • 12.11.14, 12:01:04

    ~Braun napisał(a):
    "Renata Granowska dostała szóste miejsce na liście, bo potrzebne były jakieś kobiety."
    no właśnie..... to wystarczy za komentarz.