Wywiady i reportaże Żartowała, że przyniosła wstyd rodzinie, bo jako jedyna nie dostała Nagrody Nobla. Ewa Curie, zamias...
2014-12-02 06:05:00

Żartowała, że przyniosła wstyd rodzinie, bo jako jedyna nie dostała Nagrody Nobla. Ewa Curie, zamiast spędzić życie w laboratorium, wolała jeździć na wojny

1/6
Maria z córkami w 1908 roku (Ewa z lewej strony). Po śmierci ukochanego męża w ich wychowaniu pomagał jej teść.
fot: Wikipedia (CC BY 4.0)

Kiedy jeden z dziennikarzy prosił ją o wywiad, przekornie pytała, czy aby nie pomylił jej z siostrą. Inaczej niż Irena, wyłamała się i nie chciała spędzić życia w laboratorium. Pianistka, pisarka, korespondentka wojenna, polityk, pierwsza dama UNICEF-u. Zwiedziła ponad 100 krajów. Napisała biografię swojej matki, na podstawie której nakręcono film. To najbardziej znany fakt z jej życia, które obfitowało w więcej nietuzinkowych wydarzeń. Ewa, młodsza córka Marii Skłodowskiej-Curie, przeżyła 102 lata. 6 grudnia minie 110 rocznica jej urodzin.

Mama blednie, traci przytomność i pada na podłogę, bez oznak życia. Malutka Ewa nie wie, co robić. To jej pierwsze wspomnienie z dzieciństwa, które spędziła właściwie bez ojca. Piotr, ukochany mąż Marii, ginie kiedy Ewa ma półtora roku. Genialny naukowiec, idąc ulicą, zajęty własnymi myślami, przez nieuwagę wpada pod koła ciężkiego wozu konnego. Na początku próbuje walczyć o życie. Rozpaczliwie czepia się dyszla, usiłuje uniknąć zmiażdżenia. Konie szczęśliwym trafem unikają stratowania go. Niestety głowa naukowca dostaje się pod drugą parę kół. Piotr Curie, ojciec Ewy, ginie na miejscu.

Po tej tragicznej stracie Maria Skłodowska-Curie pogrąża się w rozpaczy i depresji. Jeden z dziennikarzy opisywał, jak podczas pogrzebu sprawiała wrażenie nieobecnej, jakby jej to wszystko nie dotyczyło. Wzrok zapatrzony w dal, twarz zasępiona. Kiedy ktoś kładzie wieniec, Maria budzi się z letargu, chwyta go i odrywając z wiązanki kwiaty, rzuca je pojedynczo na trumnę.


Ewa miała półtora roku, gdy zginął jej ojciec.
(fot. Muzeum Marie Curie Skłodowskiej)
Matka nie rozmawia o wypadku z córkami, na zewnątrz nie pokazuje całego bezmiaru rozpaczy jaki ją ogarnął. Najbliżsi z przerażeniem zauważają, jak staje się niemal automatem. Unika ludzi, nie spotyka z obcymi bez potrzeby, za to długie godziny spędza w laboratorium. W tym czasie pisze pełen miłości i żalu intymny dziennik, w którym rozmawia z mężem. Pisze: Na ulicy chodzę jak zahipnotyzowana, nie dbając o nic. Nie zabiję się, nawet nie pragnę popełnić samobójstwa. Czy jednak pomiędzy tymi wszystkimi pojazdami nie znajdzie się ani jeden, który by mi pozwolił podzielić losu mego ukochanego. I dalej: Piotrze, wstałam po stosunkowo dobrze przespanej nocy. To było zaledwie kwadrans temu, a teraz chciałabym wyć jak zwierzę!

W tamtym trudnym czasie niebagatelną rolę w wychowaniu malutkiej Ewy i 7-letniej Ireny odgrywa ich dziadek, ojciec Piotra, który wciąż z nimi mieszka. Stwarza ciepłą atmosferę, stara się im zastąpić nie tylko ojca, ale i przez pewien czas pogrążoną w depresji matkę. Niestety, teść cztery lata po wypadku syna, umiera. Ewa napisze potem, że mama zawsze starała się o nie dbać, sprawdzała czy nie są głodne, czy się wyspały, jak spędzały czas. Przy córkach nie rozmawia na temat tragicznego wypadku ukochanego mężczyzny. Tak, jakby za tym zdarzeniem nieodwracalnie zatrzasnęły się żelazne drzwi. Ewa napisze potem, że mama w ten sposób starała się je ochronić przed nadmiarem uczuciowości, nie pogłębiać poczucia straty. Nawet po wielu latach z trudem będzie jej przychodziło opowiadanie o ukochanym mężu, ciężko jej będzie wymawiać słowa - mój mąż, twój ojciec.

Ewa w biografii matki pisze też: Boję się, że ktoś gotów jest sobie wyobrazić ją jako istotę suchą, postępująca wedle sztywnych, ustalonych metod. Było wręcz przeciwnie. Kobieta, która chciała nas tak bardzo uodpornić, była sama zbyt delikatna i czuła, zbyt skłonna do cierpień.

Jednak przyznaje, że nie miała szczęśliwego dzieciństwa, choć matka kochała je bardzo. Świadczą o tym jej liczne listy do córek, pełne troski i miłości.

Na drugiej stronie czytaj o nietuzinkowym nauczaniu i szkole zdrowego rozsądku, którą zorganizowała Maria Curie i jej przyjaciele


Anna Frankowska

Komentarze

  • 2.12.14, 20:46:58

    ~GościuGość napisał(a):
    Bardzo dobrze napisany artykuł, czytałem z przyjemnością!
    Pozdrawiam
  • 2.12.14, 21:23:40

    ~ggdr napisał(a):
    Świetny artykuł, szkoda jednak, że tyle błędów interpunkcyjnych...
  • 2.12.14, 23:30:51

    ~Agat25 napisał(a):
    Bardzo interesujące.
  • 4.12.14, 00:13:08

    ~m-53 napisał(a):

    ~ggdr napisał(a): napisał(a):



    Świetny artykuł, szkoda jednak, że tyle błędów interpunkcyjnych...


    ~ggdr napisał(a): napisał(a):



    Świetny artykuł, szkoda jednak, że tyle błędów interpunkcyjnych...


    ~ggdr napisał(a): napisał(a):



    Świetny artykuł, szkoda jednak, że tyle błędów interpunkcyjnych...


    ~ggdr napisał(a): napisał(a):



    Świetny artykuł, szkoda jednak, że tyle błędów interpunkcyjnych...


    ~ggdr napisał(a): napisał(a):



    Świetny artykuł, szkoda jednak, że tyle błędów interpunkcyjnych...


    ~ggdr napisał(a): napisał(a):



    Świetny artykuł, szkoda jednak, że tyle błędów interpunkcyjnych...


    ~ggdr napisał(a): napisał(a):



    Świetny artykuł, szkoda jednak, że tyle błędów interpunkcyjnych...

    To fakt. Interesujące, ale marnie i ciężko napisane. Ot, drobiazg. Sztukę się adaptuje a nie adoptuje
  • 4.12.14, 09:56:27

    ~elk.w napisał(a):
    Bardzo ciekawy artykuł, bardzo mi się podoba.