[fot: Photoshot/EASTNEWS]
Firma, która była objawieniem ostatniej dekady i w ciągu kilku zaledwie lat stała się marką kultową, chwieje się na krawędzi bankructwa.
Dov Charney to ekscentryczny modowy potentat, który w krótkim czasie z małej firemki zrobił imperium, uwielbiane przez tzw. subkulturę hipsterów (młodych ludzi lubujących się w kulturze alternatywnej). To właśnie American Apparel przywróciło do łask spodnie rurki i spandex, czyniąc z nich nieodłączne elementy stylu buntowników, czy też lanserów (co kto woli) początku XXI wieku.
Firma, która powstała w 2003 roku w Los Angeles ma swoje sklepy w wielu krajach. Do nas nie zdążyła jeszcze wejść i pewnie nie wejdzie, bo wkrótce może przestać istnieć.
Teraz to imperium jest na skraju upadku a jego założyciel może, według narastających pogłosek, trafić na ławę sądową. Co najmniej trzy kobiety, pracujące w firmie, pozwały go o molestowanie seksualne.
Problemy marki, która w dużym stopniu kreowała modę ostatniej dekady po obu stronach globu, łatwo ocenić patrząc na ceny jej akcji. W 2008 sięgały one 14 dolarów, teraz jednak akcja AA warta jest zaledwie 75 centów, a długi firmy sięgają już 120 milionów dolarów.
I mimo tego, że sprzedaż w 279 sklepach American Apparel ostatnio nagle się poprawiła, firma naruszyła zasady pożyczki udzielonej jej przez brytyjskie Lion Capital z powodu kryzysu na początku ubiegłego roku i zostanie postawiona w stan upadłości. To z kolei grozi utratą pracy 10 tysiącom pracowników w 20 krajach.
41-letni Charney, znany w równym stopniu ze swojej alternatywnej strategii biznesowej (niezglobalizowana struktura firmy) co ekscentrycznych zachowań seksualnych (np. masturbowania się w czasie wywiadów), chyba jednak nie przejmuje się zbytnio widmem bankructwa i, w duchu błyskawicznej reakcji na potrzeby rynku (ta zdolność przyczyniła się w dużym stopniu do sukcesu firmy) chce zwrócić się w kierunku dojrzalszej klienteli. Może być na to jednak już za późno.