[fot: Jarosław Pocztarski/ CC/ Wikipedia]
Przez ostatnie trzy dekady w TOPR pracowali jedynie mężczyźni. Zarząd organizacji w końcu zdecydował się przyjąć kobietę na staż kandydacki.
W szeregi stowarzyszenia wstąpi Ewelina Zwijacz-Kozica, córka wiceprezesa TOPR, która już wcześniej miała kontakt z organizacją, jako pracownik cywilny.
- Każdy kandydat musi zdać trudny egzamin i spełnić wymogi określone w regulaminie. Staż kandydacki, podczas którego kandydat bierze udział w akcjach ratowniczych, trwa dwa lata - wyjaśnił wiceprezes TOPR, Czesław Ślimak dodając, że żaden z kandydujących nie może liczyć na taryfę ulgową - podaje serwis TVP.info.
- Teraz jestem z siebie bardzo zadowolona - mówi Ewelina Zwijacz-Kozica w rozmowie z Agnieszką Rogal i Markiem Podmokłym z Gazety Wyborczej. - Zgłosiłam się na staż do TOPR, ponieważ chciałam wykorzystać swoje doświadczenie i umiejętności, aby po prostu pomagać ludziom w górach. Wiadomo, że w organizacji bardzo długo nie było żadnej kobiety, dlatego panowie muszą się ze mną oswoić, ale liczę, że nasza współpraca będzie się układała przyjemnie.
Decyzja o przyjęciu w szeregi TOPR kobiety wywołała dyskusję, również wśród ratowników, panuje bowiem opinia, że panie mogą mieć trudności ze zbyt ciężkimi zadaniami, jakie na nie czekają w pracy. - To mit - tłumaczy dziennikarzom Gazety Wyborczej naczelnik TOPR, Jan Krzysztof i dodaje, że wnoszenie czy podnoszenie ciężarów to margines w ratownictwie górskim, gdyż wprowadzone zostały rozwiązania ułatwiające pracę.
Przez 102 lata w TOPR służyło dziewięć ratowniczek. Pierwszą z nich była Zofia Radwańska-Paryska, botaniczka, taterniczka i pisarka, która złożyła ślubowanie w 1945 r., ostatnią zaś – Monika Rogozińska.