[fot: mediaphotos/iStockphoto]
Przekłamane ceny, nieistniejące promocje, czy fałszywe opowieści z życia prywatnego, które mają nas skusić do zakupów - to tylko niektóre pułapki, jakie zastawiają sprzedawcy na spragnione sezonowych wyprzedaży kobiety. Na szczęście możemy skutecznie się bronić.
Co jest ulubioną sztuczką sprzedawców? Z kontroli przeprowadzonej przez Inspekcję Handlową wynika, że podawanie na etykiecie ceny, której nigdy nie było. Na takie triki szczególnie musimy uważać szalejąc między lokówkami a prostownicami, czyli w sklepach ze sprzętem AGD, ale też z ubraniami. Inspektorzy trafili na przypadek oferty kupna telewizora LCD za 6 849 zł. Przed wyprzedażą telewizor kosztował 6 999 zł, tymczasem sprzedawca jako cenę obowiązującą przed obniżką podał 10 999 zł!
ZOBACZ TAKŻE

Bez makijażu boimy się nawet zakupów Kolejne na liście najczęstszych pułapek było nieprawidłowe wyliczanie cen towarów z gratisami. Okazało się, że w przypadku 17,3 proc. przebadanych partii były wyższe niż tych, do których upominki nie były dołączane - różnice sięgały nawet 9 zł. Tym samym to klient ponosił koszt prezentu.
Wśród metod mniej finezyjnych Inspekcja Pracy ostrzega przed ślepym poddawaniem się magii metki z hasłem promocja, czy wyprzedaż. Wśród kontrolowanych towarów część miała ceny identyczne jak przed promocją - mimo to produkty reklamowane były jako znacznie tańsze.
Zdarzało się również, że towary, które pojawiły się w danym sklepie po raz pierwszy, sprzedawane były po cenie sugerowanej jako niższa od dotychczas obowiązującej. I jeszcze jeden, bardzo irytujący haczyk: różnice między cenami zakodowanymi w czytnikach a tymi, które wypisane są przy półkach.

M. Cieloch (fot: UOKiK)- Mamy prawo kupić towar po cenie, która widnieje na półce. Dobrym zwyczajem jest również uważne porównywanie ofert przedsiębiorców przed dokonaniem zakupu. Pozwoli to na wybranie tańszego produktu tej samej jakości. Zdarza się, że koszt produktu w gazetce promocyjnej różni się od ceny w sklepie lub reklama sugeruje obniżkę całego asortymentu o 70 proc., a w rzeczywistości promocja dotyczy niewielkiej ilości towaru - radzi Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Sztuczki na billboardach
Uważaj też na kolorowe billboardy i wielkie, apetyczne plakaty nawołujące do szalonych zakupów. Szczególnie markety na billboardach reklamowych kuszą towarami w wyjątkowo niskich cenach. Potem - jak pisze dziennikarz Money.pl Maciej Czujko - sprzedają je za faktycznie tak małe pieniądze, ale rzeczy reklamowanych na plakatach jest tak mało, że wystarcza ich dla promila klientów. Reszta, skoro już do sklepu przyszła, kupuje podobne towary, ale drożej.
Czasami przed zakupową klęską uratuje nas proste odwrócenie wzroku. Bo na półkach, które są na wysokości oczu, sprzedawca wystawia towar niekoniecznie najbardziej atrakcyjny pod względem jakości i ceny. Często eksponuje tam coś, co po prostu się nie sprzedaje. Żeby więc kupić wymarzoną, pomarańczową bluzkę, warto poszukać na tych niej eksponowanych wieszakach.
Na drugiej stronie przeczytasz jak radzić sobie na wyprzedażach zagranicznych.
3.01, 09:45:45
3.01, 11:02:46