[fot: StillPhoto Collection/SUNSHINE/EAST NEWS]
Natalie Wood utonęła w Oceanie Spokojnym w ostatni weekend listopada 1981 roku. Policja w Los Angeles wznowiła śledztwo w tej sprawie. Dlaczego?
- Jesteśmy zawsze otwarci na dodatkowe informacji o starszych przypadkach - tak uzasadnia powrót do sprawy sprzed 30 lat porucznik John Corina cytowany przez BBC News. Policjant dodał, że pojawiły się nowe, istotne informacje na temat śmierci znanej aktorki. Przed laty utonięcie Wood zostało zakwalifikowana jako nieszczęśliwy wypadek, ale pytania dotyczące okoliczności zdarzenia pozostały.
Feralnego wieczoru Natalie świętowała na jachcie wraz z mężem Robertem Wagnerem oraz partnerem filmowym - Christopherem Walkenem. Doszło do sprzeczki, po której gwiazda zniknęła, jak to określił jej małżonek w rozmowie z kapitanem Dennisem Davernem. Nazajutrz martwa Wood, ubrana tylko w nocną koszulę, kurtkę i skarpetki, została odnaleziona półtora kilometra od jachtu. Jej ciało miało ślady obrażeń.
Nowe informacje, o których mówi policja, pochodzą od kapitana jachtu. Dennis Davern wyznał NBC News, że 30 lat temu podczas przesłuchania nie wyjawił, że przed tragedią między Wood a jej mężem doszło do rękoczynów oraz, że Wagner nie wykazywał zainteresowania w związku ze zniknięciem żony. Podobne zarzuty padały z ust kapitana już wcześniej - w 1992 r. w wywiadach dla mediów. O swoich podejrzeniach względem męża aktorki pisał też w książce Goodbye Natalie, Goodbye Splendour.
Rodzina Wagnera poparła wznowienie dochodzenia by ocenić, czy jakiekolwiek nowe informacje dotyczące śmierci Natalie Wood są istotne i czy pochodzą z wiarygodnego źródła, czy też są po prostu wynikiem próby wykorzystania 30-letniej rocznicy jej tragicznej śmierci, informuje BBC News. Jak twierdzi policja Los Angeles, sprawa nadal traktowana jest jako wypadek, a Wagner nie jest w niej podejrzanym.