[fot: Pilgrimego/Dreamstime]
- Przede wszystkim musicie wiedzieć, że nie jestem dziwką - zapewnia autorka kontrowersyjnego bloga Sex At Oxbrigde. Ten pełen erotycznych wynurzeń internetowy pamiętnik istnieje zaledwie kilka tygodni, a już zyskał międzynarodową sławę. I padły na niego podejrzenia.
Personaliów blogerki nie znamy i jak sama zapewnia - nie poznamy nigdy. Twierdzi, że mama by ją zabiła, gdyby wiedziała, co wyczynia. Internautom przedstawiła się jako względnie ładna i bardzo inteligentna studentka uniwersytetu Oxbridge (czyli Oxford lub Cambridge, bo Oxbridge to popularna zbitka słowna określająca obie uczelnie), z obsesją na punkcie higieny intymnej.
Badaczka zachowań łóżkowych
Wbrew temu, co donoszą media, wyuzdanego pamiętnika nie zaczęła prowadzić po zabawnej przygodzie z klientem (jejku... nigdy nie wzięłam i nie wezmę pieniędzy za seks!). I chociaż sama siebie nazwała niekwestionowaną nimfomanką woli, by widzieć w niej badaczkę socjologii i psychologii seksu.
Do łóżkowych spraw podejście ma zdecydowanie empiryczne. Swoje seksualne perypetie opisuje dosadnie, ale próbując nadać im społeczny kontekst. I tłumaczy internautom, dlaczego sprawy mają się tak, a nie inaczej.
- My, w Oxbridge, jesteśmy zbyt zajęci, żeby się z kimkolwiek wiązać. Dlatego większość studentów (ja również) jest zadowolona, że może poudawać przez jedną noc szczęśliwą parę - można przeczytać na blogu.
Erotyczny pamiętnik sprawia wrażenie skrajnie szczerej relacji z najintymniejszych przeżyć autorki. Medioznawca prof. Wiesław Godzic uważa, że tego typu publikacji będzie zdecydowanie przybywać. - Internet to wspaniałe miejsce do spowiedzi, głosów rozpaczy w sieci jest mnóstwo. Tacy jesteśmy – do wielu rzeczy wolimy przyznawać się w mediach niż prywatnie. Mąż śmiało pisze na forum, że ma romans, ale nie umie powiedzieć żonie, że ją zdradza - mówi medioznawca.
Czy to tylko blog
Jednym z opisywanych na blogu kochanków studentki jest Mr Rugby Blue . To on naraził się dziewczynie, proponując seks bez prezerwatywy. A na taki studentka Oxbridge- jak podkreśla - nigdy się nie zgadza. - Nikt się z tobą nie prześpi, jeśli złapiesz kiłę - powtarza.
Wpis, w którym dziewczyna stwierdza, że idzie do sklepu kupić paczkę prezerwatyw, wzbudził podejrzenia internautów. Pojawiły się opinie, że blog to nic więcej, niż błyskotliwa kampania reklamowa jakiegoś producenta, lub prozdrowotna kampania społeczna. Tym bardziej, że podobne przypadki obiegły już media. Jednym z głośniejszych był krótki film krążący w sieci, w którym ponętna kobieta szukała ojca swojego dziecka. Ostatecznie wszystko okazało się reklamą turystyczną Danii.
Prof. Godzic uważa, że całej prawdy o pikantnym blogu możemy wcale nie poznać. - Niepewność, czy coś jest na serio czy tylko dla hecy, jest wpisana w naturę współczesnej kultury. Szczególnie sieć ma to do siebie, że niczego nie można wykluczyć. Pewne jest, że liczba pozornych wpisów będzie rosła. Każdy blog równie dobrze może być autentycznym pamiętnikiem jak chwytem marketingowym - uważa medioznawca.
Ale jednocześnie podkreśla, że nawet jeśli pojawi się informacja o tym, że blog to reklama czy kampania społeczna, nie możemy mieć pewności, że ktoś nas znowu nie okłamał. I wcale nie będzie to przypadek odosobniony ani jednoznacznie naganny.
- Nie ma sensu oskarżać twórców reklam o fałszerstwo. Bo podszywanie się pod kogoś – szczególnie w internecie – jest dzisiaj jedną z form reklamy. Zresztą jeśli ten blog faktycznie jest zabiegiem marketingowym, moim zdaniem nie przekracza on granic przyzwoitości - dodał Godzic.
22.05.10, 22:50:35
23.05.10, 11:30:56
wiele osób coraz częściej czyta, ale i pisze blogi, w dzisiejszych czasach są normą formą pamiętników
24.05.10, 01:26:50
27.05.10, 23:29:43
27.05.10, 23:51:48
27.05.10, 23:56:56
coraz więcej osób decyduje się na pisanie swoich pamiętników w internecie, czy to jest dobre zjawisko to już czas pokaże
29.05.10, 20:53:42
30.05.10, 14:10:09
a Wy Kochane piszecie bloga?ja chyba bym nie potrafila pisac ta dla wszystkich, sama tez raczej nie czytam
9.06.10, 13:21:37
18.06.10, 20:13:31
Po co pisać blogi skoro i tak one nie mają najmniejszego sensu. Osobiście nie lubię pisać blogów.