[fot: Gutek Film/ mat. prom.]
On - utalentowany pianista, a ona - piękna wokalistka. Połączyła ich miłość i latynoska namiętność, a rozdzieliła kariera i burzliwa, kubańska rewolucja. A wszystko to w opartej na prawdziwej historii kreskówce. Ogniste emocje i muzyka rodem z Buena Vista Social Club od dzisiaj w kinach.
Wspólna historia Chico i Rity zaczyna się na Kubie w 1948 roku, ale los rzuca kochanków do Nowego Jorku, Paryża, a nawet Hollywood. Nie zabraknie namiętnych pocałunków, zmysłowej, momentami nawet erotycznej gry na pianinie, a także pościgów czy strzelaniny.
Żeby rysować trzeba zobaczyć
ZOBACZ TAKŻE

Żona Doskonała, czyli Catherine Deneuve nie zwalnia tempa Film został nagrodzony jako najlepszy film animowany w 2011 r hiszpańską nagrodą filmową Goya. Jak szacuje portal Internet Movie Database budżet hiszpańsko - brytyjskiej produkcji to 9 mln 200 tys. euro. Dużo jak na kreskówkę? Bo twórcy filmu: Tono Errando, Javier Mariscal i Fernando Trueba postawili sobie za cel odtworzyć nie tylko klimat starej Hawany czy Nowego Jorku, ale też ich architekturę, modę czy muzykę.
Dlatego mimo, że Chico i Rita to film animowany, pod koniec 2007 roku współreżyserzy spędzili cztery tygodnie na zdjęciach w stolicy Kuby. Zadanie łatwe nie było, bo większość okazałych willi z lat 40. i 50. to dziś tylko ruiny. Mimo wszystko wyprawa okazała się bezcenna z dwóch powodów. - Zdobyliśmy materiał, który posłużył animatorom za optyczny wzorzec ruchu aktorów, pozwolił naturalniej odtworzyć ruchy kamery, wprowadził do filmu ludzki pierwiastek - mówi Trueba.
Filmowcy odkryli też na miejscu prawdziwą żyłę dokumentalnego złota. Okazało się, że władze miasta zgromadziły archiwum fotografii służących jako punkt odniesienia podczas remontów ulic. - Mają zdjęcia każdego skrzyżowania w Hawanie od 1949 roku, który stanowi czas akcji naszego filmu - wyjaśnia Errando.
Ekipa znalazła także zdjęcia zrobione z samolotów wiozących Amerykanów na ową wyspę rozrywki. - Każdego dnia z Nowego Jorku, Waszyngtonu, a przede wszystkim Miami, przylatywały na Kubę samoloty, w których kubańscy muzycy zabawiali pasażerów. Trafiliśmy na fantastyczne fotografie pijanych, palących papierosy Amerykanów - opowiada Mariscal. I dodaje, że zdjęcia stanowiły bogate źródło informacji o Kubańczykach tamtej epoki. - Zobaczyliśmy ich ubrania, twarze, a także ulice Hawany, samochody, bary i styl życia mieszkańców tego niezwykłego miasta - mówi Mariscal.
Klimatyczna muzyka
Film to też nie lada gratka dla melomanów. Dla twórców był okazją do próby uchwycenia charakterystycznego momentu w ewolucji jazzu. - Pojawili się wtedy nowi muzycy, tacy jak Charlie Parker czy Dizzy Gillespie, grający nowy rodzaj muzyki – nieprzeznaczony do tańca, pełen gęstych, szybko granych fraz. Styl, który dziś nazywamy jazzem. A potem dołączyli do nich muzycy kubańscy. Pojawiły się latynoskie i afrykańskie rytmy, które dla muzyków jazzowych były nowinką, a nowy instrument wymuszał inne podejście do rytmu. Perkusista musiał zmienić sposób grania - mówi Errando.
Nie trzeba być znawcą historii Kuby i amerykańskiego jazzu, by dobrze się na tym filmie bawić. A ci, którzy wiedzą więcej o tamtej epoce, odnajdą w obrazie wiele dodatkowych smaczków.