[fot: Monolith Films]
Francuzi podjęli się ciężkiego zadania: przywrócenie dobrego imienia drugorzędnemu gatunkowi filmowemu, jakim jest komedia romantyczna.
Przez lata określenie to było niemalże gwarantem kiczowatej i przesłodzonej fabuły czy, w najlepszym wypadku, przyzwoitego zwieńczenia luźnego babskiego wieczoru. Miało być o miłości i kończyć się dobrze.
Heartbreaker. Licencja na uwodzenie posiada wszystkie sztampowe cechy komedii romantycznej: lubiani przez publiczność aktorzy (Vanessa Paradis, Romain Duris), kiełkujące uczucie pomiędzy bohaterami, happy end.
Jednocześnie nie brakuje inteligentnego, nie zawsze poprawnego politycznie, humoru oraz dobitnego naigrywania się z amerykańskiej skłonności do post - dirtydancingowych filmów. Obraz został nakręcony z jajem.
Fabuła jest także ciekawsza niż zwykle: trójka przyjaciół zajmuje się zawodowo rozbijaniem nieszczęśliwych związków, a celem jest uświadomienie kobietom, że dotychczasowy partner nie był dla nich odpowiedni.
Tym razem zespół dostaje zlecenie od bogatego biznesmena, polegające na odwiedzeniu córki (Paradis) od zamiaru poślubienia narzeczonego. Do akcji wkracza Alex (Duris), który musi rozkochać niedoszłą pannę młodą w sobie, na co ma zaledwie kilka dni.
W tym momencie następuje pomieszanie gagów właściwych komediom slapstickowym z rzewnymi romantycznymi scenami, które tym samym zostają odarte z amerykańskiego mitu i rzucone widzom na pożarcie. Wszystko dzieje się w bajecznej scenerii Monako, pośród hotelowego przepychu, szybkich samochodów oraz pięknych ludzi.
Siłą filmu jest narcystyczna samoświadomość Francuzów, że potrafią wystawić na pośmiewisko, to co publiczność w tego typu filmach kocha najbardziej. A robią to z dużą dawką inteligencji i uroku.
Jednocześnie w zawoalowany sposób, tak by nieuważny anglosaski widz niczego się nie domyślił. Doskonale widać to w zapowiedzi filmów – na potrzeby rynku europejskiego, trailer prezentuje wątek komediowy; jego amerykański odpowiednik podkreśla romantyczny aspekt obrazu.
Heartbreaker to coś więcej niż tylko przyjemny wakacyjny film. To dobry przykład tego, jak zrobić przyzwoitą komedię, dodając do niej trochę cytatów ze starego kina, mieszając różne konwencje i typy bohaterów.
Po raz kolejny mamy dowód, że istnieje alternatywa wobec konsumpcyjnych hollywoodzkich produkcji – przyjemna dla oka i relaksująca, ale nie mdła.
29.08.10, 09:15:13
22.09.10, 13:57:04