[fot: mat.pras.]
Jest jedną z najbardziej utytułowanych, niemieckich tancerek i choreografek. - Na scenie potrafiła pięknie tańczyć nawet z koniem, a improwizowała jak nikt inny - zachwyca się choreograf Maciej Florek. Pina Bausch jest bohaterką najnowszego filmu Wima Wendersa. Dzięki nowoczesnej technologii widzowie znajdą się między tancerzami.
ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z FILMU:
- Dla mnie najważniejsze w jej twórczości było pokazanie prostoty spektaklu. Jej tancerze, bardzo sprawni i świetnie przygotowani techniczne, wcale nie ujawniali swojego kunsztu na zasadzie "noga wysoko w prawo czy w lewo", ale ten ruch był bardziej naturalny, bliższy temu co widzimy na co dzień - mówi w rozmowie z iWoman.pl Maciej Florek, tancerz i choreograf, laureat pierwszej edycji programu You Can Dance. Dlaczego zmarła dwa lata temu tancerka zafascynowała Wima Wendersa?
Taniec z krzesłami
PINA BAUSCH Taniec studiowała od 15. roku życia, najpierw w Niemczech, w znanej szkole baletowej Kurta Joossa, a potem w Nowym Jorku, gdzie występowała m.in. z New American Ballet i wkrótce weszła do zespołu Metropolitan Opera Ballet Company. W 1972 roku objęła kierownictwo artystyczne Teatru Opery i Baletu w Wuppertalu, który wkrótce przemianowała na Tanztheater Wuppertal Pina Bausch.
Teatr Bausch jest charakterystyczny i rozpoznawalny dla tancerzy i aktorów na całym świecie. Łączy gatunki teatralne i nietypowe dla teatru tańca rozwiązania scenograficzne. Podczas jej przedstawień na przykład podłoga była pokryta warstwą ziemi, cała przestrzeń przeznaczona do tańca – zastawiona gęsto krzesłami, albo duża część sceny zajęta była przez kamienne wzgórze. - W teatrze znacznie mniej interesuje mnie to, jak ludzie się poruszają, a bardziej to, co ich porusza – cytuje artystkę Instytut Grotowskiego.
Przedstawienia słynęły z przekazu emocjonalnego i niekonwencjonalnych rozwiązań. - Widziałem kilka jej spektakli i zawsze podziwiałem, jak umiała oddawać relacje między ludźmi. Bliskie są mi szczególnie techniki jej improwizacji. I tak jak Bausch kocham konie. A ona kiedyś nawet na scenie zatańczyła ze swoim koniem - wspomina tancerz.
I dodaje, że miał okazję także zobaczyć samą tancerkę. - Spotkałem ją w Berlinie i pamiętam, że miała taką niewytłumaczalną aurę niezwykłości. Czasami tak jest, że z całego tłumu ludzi wyławiamy jedną osobę. Tak było z nią. Może przez jej twarz, może przez ruch, może to te długie włosy. Tak czy inaczej naprawdę przyciągała uwagę - wspomina Florek.

Pina Bausch, fot: Nowe Horyzonty/ mat. pras.
Postać tancerki przypomina w swoim najnowszym filmie znany reżyser Wim Wenders. Fascynacja twórcy choreografką sięga 1985 roku, kiedy zobaczył w Wenecji jej przedstawienie Café Müller z grupą Tanztheater Wuppertal. Oboje mięli też wtedy okazję się poznać, co dało początek długotrwałej przyjaźni.
Trudne losy filmu
Wenders wiele lat planował wspólne nakręcenie filmu, ale uważał to za niemożliwe ze względu na techniczne ograniczenia przekazu. Za odpowiednią uznał dopiero technikę 3D, po tym jak w Cannes obejrzał zapis koncertu zespołu U2 – U2-3D.
- Z techniką 3D nasz projekt byłby możliwy! Tylko tym sposobem, przez pokazanie wymiaru przestrzeni, mógłbym odważyć się przenieść teatr Piny w odpowiedniej formie na ekran - cytuje Wendersa oficjalna strona internetowa filmu. Bausch pomogła mu wybrać do sfilmowania przedstawienia: Café Müller, Le Sacre du printemps, Vollmond i Kontakthof.
21.10.11, 07:53:10
21.10.11, 10:04:35