Kultura Książki Krwawe baśnie braci Grimm, wiersze klasyków czy rymowanki z morałem? Poetki i pisarki wspominają swo...
Kultura

Krwawe baśnie braci Grimm, wiersze klasyków czy rymowanki z morałem? Poetki i pisarki wspominają swoje ulubione lektury i polecają najlepsze książki na Dzień Dziecka

Najważniejsza w książkach dla dzieci jest świadomie zbudowana historia, kręcąca się wokół doniosłego, nierzadko tajemniczego lub strasznego wydarzenia [fot: _Ella_/iStockphoto]

Kilkuletniej Alinie rodzice organizowali domowy fotoplastykon i przy wyświetlanych, kolorowych obrazkach czytali Andersena. Justyna drżącymi rękami kartkowała makabryczne baśnie braci Grimm. Urszula tyle razy wpatrywała się w kolorową okładkę ulubionych Baśni, że przez lata niemal żaden szczegół nie wywietrzał jej z głowy. Choć dziś każda z nich tworzy literaturę dla współczesnych kilkulatków, to przekonują, że pamiętają z dzieciństwa opowieści, które są ponadczasowe i podpowiadają, co jest atrakcyjne na rynku księgarskim.

Kiedy poetka Alina Orlicka była dzieckiem, dziadkowie, którzy pochodzili ze wschodu, najchętniej czytali jej wiersze Mickiewicza. Czasami mieszali je z poezją wuja, tę jednak musieli wnuczce opowiadać własnymi słowami i tłumaczyć. – Wszystko, co pisał, przesiąknięte było goryczą wojny. Był inwalidą, stracił w walkach nogę, a swoje przemyślenia zawierał w naprawdę pięknej, choć trudnej poezji. Małe dziecko nie byłoby w stanie zmierzyć się z tymi tekstami wprost, przesianie ich przez wrażliwość dziadków, było więc niezbędne – wspomina Orlicka.

Małej Alinie, jak to tylko możliwe, oszczędzano stykania się z tekstami ponurymi i epatującymi nieszczęściem. Na baśnie braci Grimm, które z niesmakiem nazywa straszydłami, trafiła dopiero jako nastolatka. Zamiast nich, matka przynosiła jej z biblioteki bajki Andersena, a ojciec rozkładał rzutnik do wyświetlania slajdów i dziewczynka mogła słuchać cudownych opowieści, patrząc na zmieniające się na ścianie, kolorowe obrazki. Taki domowy fotoplastykon z komentarzem czytanym niemal wprost do ucha.

Ciotka też chciała wzbudzić w dziewczynce zainteresowanie sztuką. Kupowała niewielkie książeczki z wycinanymi obrazkami, które, gdy je szerzej otworzyć, układały się w przestrzenne konstrukcje. – Tekstu w nich może było niewiele, ale te proste historyjki, wzmocnione przez tak atrakcyjne rozwiązania, zapadły mi w pamięć na lata – wspomina Alina.


Alina Orlicka, fot. T.Sliwak
Sama pisze wierszowane bajeczki dla dzieci, zawsze zakończone czytelnym, lecz nie narzucającym się po mentorsku morałem. Są rytmiczne, przepełnione bohaterami takimi jak: wróżki, zwierzęta lub uczestnicy balów maskowych. Rodzina nazywa ją z sympatią Brzechwą w spódnicy - wszystko przez te jej ciągoty do krótkich, działających na wyobraźnię historyjek.

Ponieważ jest aktorką po krakowskiej Wyższej Szkole Teatralnej, wiele ze swych wierszy samodzielnie interpretuje i nagrywa na płyty dołączane do drukowanych książeczek.


Ballada o rycerzu i jego pani
Aliny Orlińskiej,
zasoby prywatne
W dzieciństwie rodzina wzbudziła we mnie niemalże kult do języka polskiego, tak mówionego, jak pisanego. Bawię się nim, nieustannie badam jego możliwości. A te są przebogate. Można nim zachwycić malucha, wzbudzić jego zainteresowanie i zaskarbić przychylność, a następnie przemycić w pozornie prostych, krótkich tekstach, ważne życiowe prawdy – przekonuje.

Kilka miesięcy temu wydała Różę – inspirowaną Małym księciem Antoine de Saint-Exupery'ego opowieść o losach osamotnionej rośliny, czekającej na miłość.

Kierowana własnym doświadczeniem, dzieciakom poleca rytmiczne, wierszowane rymowanki Brzechwy. – Nie ma nic lepszego dla dziecka, niż świat kolorów, piękna i fantazji. Zło, smutek i makabreska są częścią rzeczywistości i wcześniej czy później, uderzą w każdego. Nie ma sensu tego jednak przyspieszać – przekonuje.

Dziecko się boi? Nie ma w tym nic złegoDziecku można czytać opowieści straszne i pesymistyczne, nawet nieco krwawe – przekonuje autorka przewodników dla najmłodszych Justyna Rapacz, która w dzieciństwie zaczytywała się we wzgardzonych przez Alinę Orlicką baśniach braci Grimm.


Justyna Rapacz, fot. Krzysztof Głuch
Żeby nie było nieporozumień – nie popieram książek nadmiernie epatujących nieuzasadnianą przemocą – zastrzega stanowczo. – Uważam jednak, że takie kontrolowane przez rodzica uświadamianie maluchowi, że świat nie jest cukierkowy, a sytuacje nieprzyjemne mogą dotknąć każdego, tylko wychodzi mu na dobre. Nie uniknie tej wiedzy, a skoro może ją poznać w towarzystwie rodzica i przyjaciela, to dlaczego mu tego zabraniać?

Gdy spytać ją o lektury z dzieciństwa, jednym tchem wymienia wiersze Marii Konopnickiej, Akademię pana Kleksa Jana Brzechwy, powieści Hanny Ożogowskiej i Pinokia Carla Collodiego. Tę ostatnią matka czytała jej wielokrotnie, a czasami własnymi słowami opowiadała wybrane epizody. – To historia trochę smutna, trochę straszna, ale jaka ponadczasowa! – zauważa Rapacz i wspomina, że to właśnie między innymi dzieło włoskiego pisarza zaraziło ją miłością do przygód i podróży.


Szlakiem wrocławskich legend
Justyny Rapacz, Wydawnictwo eMKa
Dziś sama pisze przewodniki dla dzieci. – Kiedy pracowałam nad Szlakiem wrocławskich legend pomyślałam sobie, że chcę pozwolić wszystkim maluchom, nawet tym ledwie wyrosłym nad ziemię, mieszkającym gdzieś w wioskach i miasteczkach, zobaczyć kawałek świata – wspomina. Zżyma się, gdy ktoś wytyka jej, że przecież kilkulatek niewiele wyniesie czy zrozumie z tych turystycznych eskapad. Że lepiej zabierać dziecko w podróż, gdy jest starsze, może samodzielnie pokonać kilka kilometrów i przeczytać tablice informacyjne przy zabytkach.

Tajemnicze opowieści o ciekawych miejscach miasta spisała wierszem i okrasiła quizami i zagadkami. Pierwszym recenzentem takiego zestawu była dziesięcioletnia córka. – Jeśli tylko jakaś opowieść ją znudziła, wykreślałam ją. To bardzo ważne, żeby tak skonstruować książkę, by jej mały czytelnik nie odrzucił jej po przerzuceniu kilku kartek – zaznacza. A ona wie, jak przyciągnąć uwagę kilkulatków, ponieważ od kilku lat jest dziecięcym przewodnikiem po Wrocławiu.

- Najważniejsza w książkach dla dzieci jest świadomie zbudowana historia, kręcąca się wokół doniosłego, nierzadko tajemniczego lub strasznego wydarzenia – zauważa Justyna Rapacz. Dlatego tak dobre, jej zdaniem, są serie opowieści o małym czarodzieju Harrym Potterze J.K. Rowling oraz o ciekawskiej dziesięciolatce Heli, pióra Barbary Stenki. – To są książki napisane naprawdę ujmującym, plastycznym językiem. Co więcej, pełne przygód i anegdot, które dziecko nie przeleci wzrokiem w ciągu minuty – dodaje.

Kłótnie wierszem uczą tolerancjiUrszula Kozłowska, poetka i pisarka, wychowała się na rosyjskich baśniach ludowych i klasykach literatury dziecięcej, takich jak: Tuwim, Brzechwa czy Andersen. Do dziś wspomina pierwsze wydanie książki duńskiego autora, z barwną ilustracją Królowej Śniegu na okładce. – Ten obrazek na dziesiątki lat wyrył mi się w pamięci, jak i cała historia – wspomina. Gdy kilka kat temu zauważyła, że książka zginęła, zapewne komuś pożyczona, natychmiast pobiegła do antykwariatu, by kupić identyczną.


Urszula Kozłowska,
fot. Antoni Kozłowski
Choć proza Andersena wywarła na niej największe wrażenie, sama daleko bardziej woli pisać wiersze. – Bo też rymowanki mają w sobie niewiarygodny wręcz potencjał edukacyjny dla dziecka – przekonuje. – Wierszyki łatwo zapadają maluchom w pamięć. Czasami wystarczy, że przeczytają one jeden tekst dwa razy, a już kojarzą pewne zwroty i słowa – tłumaczy. Pisze książeczki edukacyjne uczące prawidłowej wymowy głosek, rozpoznawania kolorów, części ciała i przedmiotów.

W 2007 roku, namówiona przez inne poetki, Agnieszkę Frączek i Agatę Widzowską-Pasiak, stworzyła z nimi zabawny cykl wierszyków Pokłóciły się poetki o pietruszkę i skarpetki. W nim trzy artystki rymując spierały się o błahostki: czy zebra jest biała w czarne paski, czy odwrotnie lub jaki pies jest najlepszym przyjacielem człowieka – rasowy czy kundel?

Takie zabawne awanturki uświadamiają dziecku, że dyskusje i spory wielokrotnie toczone są nie po to, by przeforsować swoje racje, ale raczej, by poznać poglądy innych ludzi. Obalamy mit, że każda kłótnia musi wzbudzać złe emocje. Gdy jest prowadzona żartem i w dodatku do rymu, prowadzi do dobrej zabawy – tłumaczy Kozłowska.


Pokłóciły się poetki o pietruszkę
i skarpetki
, fot. Antoni Kozłowski
Pytana o interesującą literaturę dziecięcą, zdecydowanie wskazuje na edukacyjne książeczki dla najmłodszych, na przykład opowiastki Agnieszki Frączek (Kanapka i innych wierszy kapka, Byk jak byk).

To ważny odłam literatury dziecięcej, którym warto się zainteresować. Bo choć istnieją ponadczasowe wartości, takie jak: przyjaźń, miłość, tolerancja lub uczciwość, ewoluuje nasze podejście do wielu spraw dotyczących edukacji małego człowieka – przekonuje. Jej zdaniem, jak żadne inne, korespondują one z mentalnością współczesnego dziecka i odwołują do rzeczywistości, w której żyje. A ona zmieniła się znacznie od czasów rosyjskich baśni ludowych, czytanych przez Urszulę w dzieciństwie.

Dorota Ziemkowska

2013-05-31 06:32

Tagi:

książki

,

literatura

,

dzieci

,

dzień dziecka

,

poetka

,

kozłowska

,

pisarka

,

orlińska

,

rapacz

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Masz szansę rozpocząć ciekawą dyskusję.
  • 1 Renovatio
  • 2 Best Of Cesaria Evora
  • 3 The Last Ship [Polska cena]
  • 4 Jestem
  • 5 Comfort And Happiness
  • 6 Lightning Bolt [Digipack]
  • 7 The Singles
  • 8 82-85
  • 9 Vena Amoris
  • 10 The Best Of Simon & Garfunkel
Ranking powstaje przy współpracy: Merlin
  • 1 Układ zamknięty
  • 2 BBC. Planeta ziemia (Box)
  • 3 Imagine
  • 4 Sugar man
  • 5 Ranczo - sezon 7
  • 6 Syberiada Polska
  • 7 Kurosawa 1957-1961
  • 8 Kurosawa 1948-1954
  • 9 Kolekcja Luis Bunuel
  • 10 Kurosawa 1962-1970
Ranking powstaje przy współpracy: Merlin
  • 1 Inferno
  • 2 Ciemno, prawie noc
  • 3 Przyjaciółka z młodości
  • 4 Skąd się biorą dziury w serze?...
  • 5 Drogie życie
  • 6 Policja
  • 7 Taniec szczęśliwych cieni
  • 8 Dzienniki 1945-1950
  • 9 Ostatnie rozdanie
  • 10 Eli, Eli
Ranking powstaje przy współpracy: Merlin