[fot: Warren Allott / eyevine/EAST NEWS]
Amy Winehouse zostanie pochowana dzisiaj w Londynie. Pogrzeb ma być zarezerwowany dla rodziny i przyjaciół artystki. W wieku 24 lat miała na koncie sześć nominacji do Grammy, współuzależnionego od narkotyków męża, rodziców, którzy nie wahali się opowiadać mediom o jej intymnych sprawach, oraz paparazzich, którzy z lubością dokumentowali każde jej potknięcie i załamanie. Ale świat show biznesu zdawał się nie dostrzegać jej dramatu. Wychudzona i z twarzą heroine chic została okrzyknięta nową Brigitte Bardot, a jej zaburzenia odżywiania i anorektyczna figura stały się inspiracją dla twórcy mody, Karla Lagerfelda.
O tym, jak radziła sobie w show biznesie i dlaczego jej wpływ na popkulturę jest dużo bardziej doniosły niż Beyonce, czy Lady Gagi, iWoman.pl rozmawia z Karoliną Korwin-Piotrowską, krytykiem popkultury.
iWoman.pl: Amy Winehouse jest ofiarą show biznesu?

Reporter Poland/EastNewsKarolina Korwin-Piotrowska, dziennikarka i krytyk kultury: Każdy, kto wchodzi do show biznesu, staje się w którymś momencie zwierzyną, którą się goni - nie udawajmy, że jest inaczej. Czy Amy Winehouse była jakoś szczególnie wrażliwa i przez to wpadła w nałóg? W show biznesie używki, takie jak alkohol, narkotyki, a nawet leki, są obecne cały czas i ona po prostu z tego korzystała, tak jak inni.
Ale nie każdy z tego powodu umiera w wieku 27 lat.
Amy należała do tego typu artystów niezwykle wrażliwych, trochę pokręconych. Wielu z nich to ludzie z osobowością border line, którzy potrzebują specyficznych warunków, żeby tworzyć. Nie są ludzie o umysłowości księgowego, który pracuje od 6 do 17, ale ludzie, którzy potrzebują żyć na krawędzi, bo właśnie to balansowanie między skrajnościami, pobudza ich kreatywność. Myślę, że ona sobie te warunki zapewniała właśnie tego typu dopalaczami.
A że wpadła w nałóg? Tak kończą ci, co przesadzają i ci, o których się nikt tak naprawdę nie troszczy. Z tego co wiadomo, Amy była dość głucha na opinie ludzi, którzy radzili jej żeby poszła na detoks. Była parę razy, ale to niewiele dawało. Ostatnio, po tej aferze z odwołanymi koncertami w Europie, próbowała wziąć się za siebie, była na detoksie, ale jak widać, to nie wiele dało.
Jej śmierć była zaskoczeniem?
Nie, absolutnie nie. Ona nas przyzwyczaiła do swoich autodestrukcyjnych skłonności. Już za życia stawiana była w jednym szeregu z Janis Joplin, Kurtem Cobainem, Jimem Morrisonem - z jednej strony z powodu ogromnego talentu, a z drugiej z powodu wyniszczającego stylu życiu.
Przez to, że zmarła w wieku 27 lat, na dobre dołączyła do tego grona.
Bardzo elitarnego grona. To co połączyło Jimi'ego Hendriksa, Janis Joplin, Jima Morrisona, Kurta Cobaina i Amy Winehosue to - poza wczesną śmiercią - niezwykły talent oraz fakt bycia osobowością, która elektryzowała miliony. Kiedy odchodzą ludzie z tak wielkim talentem, zawsze przychodzi do głowy pytanie, ilu płyt nie nagrają, ilu utworów nie usłyszymy, przez to, że zmarli tak młodo.
Co takiego się działo w ich życiu w wieku 27 lat, że nie wytrzymali?
Oni wszyscy zaczęli kariery w wieku nieco ponad 20 lat. Po sześciu, siedmiu latach w show biznesie i przy takim stylu życia jaki wiedli, człowiek chyba jest po prostu wykończony. To nie jest łatwe życie, jakby się niektórym wydawało.
Jak dużą rolę w karierze Amy Winehouse odegrał jej destrukcyjny tryb życia? Czy jako miłośniczka zdrowej żywności i sportsmenka odniosłaby sukces?
Amy Winehouse zaczęła karierę zanim się to wszystko zaczęło. Śpiewać zaczęła w wieku 14 lat i gdy pierwszy raz wyszła na scenę to wszystkich zatkało. Chodziła do szkoły estradowej, nie piła i nie ćpała. Już wtedy było wiadomo, że to jest ogromny talent, że z takim głosem i muzykalnością, to musi być sukces.
26.07.11, 09:22:33
26.07.11, 09:42:03
26.07.11, 12:43:04
26.07.11, 14:11:40
28.07.11, 07:09:40
6.10.11, 12:13:36