[fot: da-kuk/iStockphoto]
To wciąż jeden z trzech najpopularniejszych zabiegów medycyny estetycznej. Szacuje się, że obecnie na świecie wykonuje się rocznie 10 milionów wstrzyknięć toksyny botulinowej.
Jak podaje American Society of Plastic Surgeons, w 2009 roku w Stanach Zjednoczonych na taki zabieg zdecydowało się 2,5 miliona osób.
W Wielkiej Brytanii ta liczba sięga 100 tysięcy. W Polsce podobnych badań się nie prowadzi, ale nie wydaje się, żebyśmy zbytnio odstawali od europejskiej średniej.
Coraz łatwiej znaleźć gabinety dentystyczne czy internistyczne, które oferują klientom zabiegi podania toksyny botulinowej. – Zabieg podania Botoxu wydaje się prosty. Tymczasem, trzeba doskonale znać specyfikę pracy mięśni twarzy, wiedzieć, który z nich należy zrelaksować, gdzie i na jaką głębokość podać preparat. W przypadku lekarzy medycyny estetycznej ta wiedza medyczna idzie w parze z doświadczeniem i - często - wieloletnia praktyką - mówi dr Agnieszka Bliżanowska z Centrum Dermatologii i Medycyny Estetycznej WellDerm.
W świetle przepisów, każdy lekarz, nawet po jednodniowym kursie z zakresu stosowania toksyny botulinowej, może takie zabiegi praktykować we własnym gabinecie.
Nie inaczej wygląda sytuacja w przypadku tzw. ,,Botox party”. Tu nie ma miejsca na indywidualne podejście do pacjenta, czy zdiagnozowanie stanu zdrowia i to nie tylko jego skóry. Warunki, w których wykonuje się iniekcję, nie mają nic wspólnego ze sterylnymi wnętrzami gabinetów medycznych.
W takich przypadkach trzeba liczyć się z tym, że Botox zastosowany w niewłaściwym miejscu i to przez niedoświadczoną osobę, zamiast upiększyć, może po prostu oszpecić nam twarz.
Jak poznać dobrego lekarza?
18.07.11, 12:18:50