Wywiady i reportaże Dlaczego Kolumbijki poją dzieci kawą, a Norweżki wypuszczają na podwórko, gdy pada? Polska dziennika...

Dlaczego Kolumbijki poją dzieci kawą, a Norweżki wypuszczają na podwórko, gdy pada? Polska dziennikarka i podróżniczka opowiada o zwyczajach mam z całego świata

Ofelia Grzelińska z Jeną [fot: Michał Szwejkowski]

Ofelia Grzelińska, mama 4-letniej Jeny, zwiedziła już pół świata. Była między innymi: w Indiach i Nepalu, w większości krajów byłego ZSRR, w krajach bałtyckich i skandynawskich oraz Stanach Zjednoczonych. Mieszkała w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Nowej Zelandii gdzie urodziła swoją córkę. Ale książkę o mamach z różnych kręgów kulturowych oparła na historiach cudzoziemek mieszkających w Polsce. Dlaczego? - Gdybym pojechała gdzieś daleko, na przykład na Grenlandię i opisała, jak to innuickie matki smarują dzieciom twarze rybim tłuszczem, żeby chronić je przed mrozem, to można by pomyśleć „no tak, smarują, bo nie mają nivea" - opowiada autorka Mamy dookoła świata w rozmowie z iWoman.pl.

iWoman.pl: Przed porodem piła Pani zabołtankę i poddała się akupunkturze, żeby ułatwić poród i zmniejszyć towarzyszący mu ból?

Ofelia Grzelińska: Nie, litewskiej zabołtanki nie piłam (śmiech), nie znałam jeszcze tej metody. Ale z akupunktury faktycznie skorzystałam. W Nowej Zelandii, gdzie rodziłam, podobnie jak w Chinach i Norwegii, była ona dostępna jako forma znieczulenia oraz metoda przyspieszenia porodu, choć musiałam za nią dodatkowo zapłacić. Ale warto było, bo to świetna metoda.

Uzasadniona naukowo?

Tak. Kilka lat temu przeprowadzono badania nad zastosowaniem akupunktury u kobiet w ciąży. Były one powtórzeniem niemieckich badań z lat 70. Sprawdzano, czy akupunktura może wpłynąć pozytywnie na przebieg porodu. W jednej grupie kobiet zastosowano akupunkturę, w drugiej placebo, czyli igły wkłute nie w te miejsca, co trzeba. Okazało się, że u kobiet, u których zastosowano akupunkturę, przebieg porodu był dużo łagodniejszy, szybszy, mniej było cesarskich cięć i rekonwalescencja dużo krótsza. Po prostu ciało było lepiej przygotowane do narodzin dziecka.

Jak to się stało, że rodziła Pani w Nowej Zelandii?

Nie planowaliśmy dziecka, mieliśmy z moim partnerem, obecnie mężem, inne plany (śmiech), z których nie chcieliśmy rezygnować. Wyjazd planowaliśmy już wcześniej, więc pomimo ciąży przeprowadziliśmy się do Nowej Zelandii. Właśnie tam urodziła się Jena. Tam też mieszkaliśmy przez siedem miesięcy jej życia.

Jak Pani wpadła na pomysł zgłębiania różnic kulturowych dotyczących macierzyństwa?

Moje poszukiwania, które pośrednio doprowadziły do powstania książki Mama dookoła świata, były powodowane tym, że jako młoda mama, chciałam dowiedzieć się, co jest najlepsze dla mojego dziecka. W Nowej Zelandii zetknęłam się z kobietami o bardzo różnym tle kulturowym. Moimi położnymi były Angielka i Węgierka, lekarką - Chinka. Po porodzie poznałam mieszkające po sąsiedzku młode matki: Maoryski, Rosjanki i Azjatki, bo w Nowej Zelandii naturalne jest to, że sąsiadki z małymi dziećmi utrzymują dość bliskie relacje. Od początku więc zetknęłam się z bardzo różnymi sposobami myślenia. To mnie zafascynowało.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w zwyczajach, z którymi się Pani tam zetknęła?

Pamiętam taką zabawną historię ze szpitala: tuż po porodzie położna zapytała mnie, czy chcę zabrać łożysko do domu. Było to związane ze zwyczajami Maorysów, którzy zabierają łożyska i urządzają im pochówki. Miałam problemy z karmieniem piersią, więc któraś z chińskich mam przyniosła mi długo gotowany rosół ze świńskich nóżek, bo według Chińczyków, taki rosół jest najlepszym środkiem wzmagającym laktację. Ciekawe było to, że na baby shower dostałam w prezencie owczą skórę. Rzeczywiście kobiety w Nowej Zelandii używały jej do wykładania wózka czy łóżeczka, ponieważ uważa się, że kontakt owczej skóry ze skórą dziecka stymuluje jego rozwój sensoryczny, co potwierdzają badania.

Ale na tamtym etapie nie miałam jeszcze wyklarowanego pomysłu na książkę. Wróciłam do Polski, w autobusie zobaczyłam młodą Azjatkę z dzieckiem na ręku. I zaczęłam się zastanawiać, czy opiekuje się swoją córką według metod z jej kraju, czy miesza to wszystko z tym, co widzi w Polsce? Tak wpadłam na pomysł cyklu spotkań z matkami z innych kultur.

A nie byłoby ciekawsze, gdyby materiał został zrealizowany w tych dalekich krajach? Gdyby sięgnąć do źródeł?

Gdybym pojechała gdzieś daleko, na przykład na Grenlandię i opisała, jak to innuickie matki smarują dzieciom twarze rybim tłuszczem, żeby chronić je przed mrozem, to można by pomyśleć „no tak, smarują, bo nie mają nivea". Jednak gdy nasza sąsiadka pochodząca z Grenlandii pielęgnuje skórę dziecka rybim tłuszczem przed posłaniem go do przedszkola, wówczas widzimy tę sytuację inaczej.

Gdy rozmawiam z kobietami z innych krajów, które żyją w Polsce, to poznaję różne sposoby pielęgnowania i wychowywania dzieci, niektóre z nich są zaskakujące, inne znajdują zastosowanie także w naszej sferze klimatycznej i w naszych warunkach kulturowych. Myślę, że taka wiedza może być dla nas bardziej inspirująca. A właśnie po to napisałam tę książkę - by zainspirować mamy do poszerzania swoich horyzontów.

I spotkała się Pani z mieszkającymi w Polsce Japonkami, Chinkami, Kubankami, Ormiankami...

Tak i okazało się, że każda z nich ma inny pomysł na to, co jest najlepsze dla ich dziecka. Nagle okazało się, że jest tyle, czasem wręcz wykluczających się zasad! W Polsce nikt nie zgodziłby się z twierdzeniem, że kawa jest zdrowa dla dziecka. A w niektórych rejonach Kolumbii, kobiety piją ją przez całą ciążę, a ponadto kawę podaje się dzieciom już od trzeciego miesiąca życia! Co prawda jest to kawa z dużą ilością mleka, ale kawa to kawa: używka.

W Indonezji i na Jamajce niemowlęta się gimnastykuje: raz dziennie trzyma za nogi głową w dół, by ich ciało się rozciągnęło. W Armenii, pod materac dziecka kładzie się ostry nóż by uchronić je przed złymi mocami i zapewnić mu spokojny sen.

ZOBACZ BOHATERKI KSIĄŻKI OFELII GRZELIŃSKIEJ:

Dziewięć krajów, dziewięć rodzin, tysiące zwyczajów. Mama dookoła świata
fot. Ofelia Grzelińska
zobacz całą galerię
Dziewięć krajów, dziewięć rodzin, tysiące zwyczajów. Mama dookoła świata
fot. Ofelia Grzelińska
zobacz całą galerię
Dziewięć krajów, dziewięć rodzin, tysiące zwyczajów. Mama dookoła świata
fot. Ofelia Grzelińska
zobacz całą galerię

 

A jakieś z tych metod postanowiła Pani wprowadzić do swojego domu?

Tak, wiele rzeczy mnie zainspirowało. Bardzo spodobał mi się zdrowy styl życia Skandynawów. Opowiadała mi o tym Siren, mama z Norwegii. Oni tam spędzają mnóstwo czasu na dworze. Nie ważne czy pada śnieg, deszcz, czy jest mróz. Wyznają zasadę, że nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Spędziłyśmy z Jeną sporo czasu w bardzo deszczowym Londynie, ubierałyśmy się w nieprzemakalne rzeczy i byłyśmy jedynymi osobami, bawiącymi się na placu zabaw i zjeżdżającymi ze zjeżdżalni prosto w kałużę (śmiech). Skandynawowie mają także zupełnie inne niż my podejście do chorób, zwłaszcza drobnych infekcji, które dziecko łapie bardzo szybko. Siren powiedziała mi, że pierwszy antybiotyk zażyła, gdy miała 20 lat! Ja pierwszy antybiotyk niestety musiałam podać mojemu dziecku, gdy miało 7 miesięcy.

Bardzo podobało mi się także to, że w krajach Ameryki Łacińskiej ludzie żyją bliżej z rodziną i sąsiadami. U nas też tak kiedyś było, pamiętam to jeszcze z lat 80. Dzieci wychowywały się razem, raz w jednym domu, raz w innym. Mam to szczęście, że żyję w podobny sposób z moim przyjaciółmi. Staram się, by Jena miała jak najwięcej kontaktów z rówieśnikami i doświadczała świata. Zabierałam ją na nagrania programów, na wywiady z moimi bohaterkami, bo tam może pobawić się z innymi dziećmi. Bardzo jej się to podoba, dzięki temu jest otwartym dzieckiem.


Mała Jena na spacerze w parku, fot.Ofelia Grzelińska

Polki mają tendencje do narzekania. Mówi się wręcz, że Polska to nie jest kraj dla matek. Że krótki urlop macierzyński, że pracodawcy źle reagują na ciążę, że problemy ze żłobkami i przedszkolami. A z Pani spotkań wynika, że są kraje w Europie, w których pod tymi względami jest gorzej niż u nas.

Tak. Może trudno w to uwierzyć, bo oczywiście, że w Polsce mogłoby być lepiej, bo trudno porównywać polskie standardy opieki okołoporodowej do standardów skandynawskich, ale nawet w Europie są kraje, gdzie matkom jest trudniej np. wygospodarować czas dla dziecka. Takim przykładem jest Francja. We Francji matka po porodzie jak najszybciej wraca do pracy, a dziecko oddaje do żłobka albo zatrudnia opiekunkę. Cecile, Francuzka mieszkająca w Polsce, cieszy się, że wychowuje dzieci u nas, bo w Polsce to, że matka poświęca czas dziecku, jest dobrze widziane. Powiedziała mi, że w Paryżu kobieta która rezygnuje z kariery i zajmuje się dzieckiem jest lekceważona w towarzystwie, jako ta, która niczego nie osiągnęła.

Pokazując historie pojedynczych rodzin sprowadziła je Pani niejako do takich historii modelowych: jakby na ich przykładzie mówiła Pani: oto jak wygląda macierzyństwo w innych krajach. Moim zdaniem to nieuprawniony zabieg.

Ależ ja właśnie takiego wniosku starałam się uniknąć. Stąd podtytuł: Opowieści o macierzyństwie w różnych kulturach. To, co pokazuję w mojej książce, to osobiste historie kobiet, które pochodzą z różnych krajów, ale ostatecznie mieszkają i wychowują dzieci w Polsce. Jestem daleka od generalizowania, bo gdybym chciała pokazać, jak wygląda macierzyństwo w innych krajach, musiałabym przeprowadzić badania socjologiczne czy antropologiczne, a ja tego nie robię. Te kobiety po prostu opowiadają mi o swoich doświadczeniach. I właśnie te opowieści, pełne ciekawostek z innych kultur, są największą wartością tej książki.

A gdyby miała Pani opowiedzieć taką historię o polskiej matce - jaka byłaby to historia? Jakie jest to macierzyństwo po polsku?

Mam wrażenie, że jesteśmy trochę nadopiekuńcze i przewrażliwione na punkcie zdrowia i bezpieczeństwa naszych dzieci. Ale za to jesteśmy bardzo czułymi matkami. Myślę, że brakuje nam trochę tego skandynawskiego luzu. Próbuję się tego nauczyć, z lepszym lub gorszym skutkiem (śmiech).


Ofelia z córką, fot. Michał Szwejkowski

A da się tego nauczyć?

Pewnie, trzeba tylko chcieć. Dziecko nie przychodzi na świat z instrukcją obsługi. Metody wychowawcze czy pielęgnacyjne zmieniają się, bo zmienia się świat i nasza wiedza. Ja podkreślam zawsze jedną rzecz: nie czytam książek o wychowaniu po to, żeby wychować swoje dziecko, tylko po to, żeby siebie wychować na lepszą matkę.

Bardzo inspiruje mnie duński pedagog i terapeuta rodzinny Jesper Juul. Kieruje on siecią poradni wychowawczych w ponad piętnastu krajach. Obserwując zwyczaje związane z wychowaniem dzieci w różnych krajach, odnalazł jeden wspólny element, który jest najlepszym środkiem wychowawczym: szacunek. Chodzi zarówno o szacunek wobec dziecka, jak i szacunek okazywany przez rodziców sobie nawzajem, innym ludziom, światu. Z moich obserwacji wynika, że wszyscy popełniamy jeden błąd: nie traktujemy dzieci poważnie. A dziecko uczy się, obserwując. Ono w bardzo inteligentny i emocjonalny sposób reaguje na relacje między rodzicami. Bardzo polecam wszystkim książki Adele Faber i Elaine Mazlish Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci oraz Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Już same tytuły wiele mówią o zawartej w nich wizji świadomego rodzicielstwa.

Tyle sposobów wychowania i pielęgnacji, ile matek. A jaki jest najlepszy sposób? Bo przecież matki chcą znać właśnie ten najlepszy.

Nie ma najlepszego sposobu. Jako matki często jesteśmy spięte, bo myślimy, że musimy znaleźć, poznać, odkryć właściwy sposób. A nie ma czegoś takiego. Te spotkania uświadomiły mi, że metod jest naprawdę wiele i właśnie w tym wyraża się nasza indywidualność i niepowtarzalność, że wychowujemy dzieci posługując się własnym sercem i intuicją. I ja pod wpływem tych doświadczeń, przestałam się bać swoich wyborów. Przestałam się zastanawiać, czy to dobrze, że do trzeciego roku życia nasza córka spała z nami. W Japonii i na Filipinach to normalne, w Kolumbii natomiast na noworodka czeka osobny pokój. Nie ma idealnych sposobów. Są nasze sposoby.


Mama dookoła świata - Ofelia Grzelińska
Dlaczego ciąża w Japonii trwa dziesięć miesięcy? Jak smakuje i na co wpływa napój zrobiony z gniazd jaskółek, który piją chińskie mamy? Po co w Armenii niespokojnym małym dzieciom wkłada się pod poduszkę ostry nóż? Czemu Litwinki nie kąpią noworodków w niedzielę?

W książce Ofelii Grzelińskiej matki z całego świata, które żyją i wychowują swoje dzieci w Polsce, opowiadają o tym, jak kobiety w ich stronach rodzinnych dbają o siebie w czasie ciąży, jak przygotowują się do porodu i połogu, jak pielęgnują i karmią dzieci. Stosunek do macierzyństwa w innych krajach niejednokrotnie może zaskakiwać, budzić wątpliwości, a nawet niepokój. Niektóre tradycje czy praktyki są całkowicie odmienne od tego, co uznajemy za oczywiste lub zupełnie naturalne. Choć każdej kobiecie zależy na tym, by mieć zdrowe i szczęśliwe dziecko, to przepisy na bycie dobrą mamą diametralnie różnią się w poszczególnych krajach.

Mama dookoła świata to także podróż po wewnętrznym świecie kobiet doświadczających macierzyństwa z daleka od miejsc, w których się wychowały, o spotkaniu innych kultur i odmiennych sposobach postrzegania rzeczywistości.

 

Paulina Pacuła

2013-03-01 06:19:00

Tagi:

książki,

dziecko,

macierzyństwo,

ciąża,

wychowanie

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Masz szansę rozpocząć ciekawą dyskusję.