Wywiady i reportaże Kamuflaż to codzienność w zawodzie kobiety detektywa. Chociaż Alicja lubi swoje szpilki, kiedy trzeb...

Kamuflaż to codzienność w zawodzie kobiety detektywa. Chociaż Alicja lubi swoje szpilki, kiedy trzeba, ubierze ciężkie oficerki i wsiądzie na motor

Alicja twierdzi, że zwracanie uwagi na siebie może być elementem strategii, bo może czynić kobietę niewidzialną [fot: arch.pryw.]

 

Córka Alicji studiuje prawo, jednak w wolnych chwilach bardzo często pomaga matce w pracy. Odwiedza akademiki, kluby, imprezy dla nastolatków. Nieraz już zdobywała takie informacje o obserwowanym, jakich nie udałoby się zdobyć niejednemu detektywowi. To, że jest młodą, atrakcyjną kobietą, w niczym jej nie przeszkadza. Wręcz pomaga.

- Urodziwa kobieta może być detektywem – przekonuje Alicja Słowińska, szefowa wrocławskiego Biura Detektywistycznego. Przyznaje, że inne przedstawicielki tej profesji również wykorzystują swój wygląd, by zyskać sympatię otoczenia.

Czy to uwłaczające? Nie, w tej pracy to bardzo przydatne. Znajomy obserwowanego obiektu łatwiej wda się w pogawędkę z kobietą, której towarzystwo sprawia mu przyjemność. Sąsiad będzie starał się jej zaimponować, więc i więcej sobie przypomni, mniej ukryje.

Kobiety mają predyspozycje

Czy jednak detektyw nie powinien unikać rzucania się w oczy? Jak najbardziej, ale i ten efekt łatwo można osiągnąć. Alicja wozi ze sobą zawsze w aucie ciemniejsze, szare, obszerne kurtki i dwie pary butów, żeby w każdej chwili móc zdjąć szpilki, które tak lubi. Nie zawsze jednak jest to konieczne. Przesadne zwracanie uwagi na siebie może być elementem strategii, może paradoksalnie, czynić kobietę niewidzialną.


Alicja Słowińska, arch.pryw.
To zupełnie jak z obcym, siedzącym dłuższy czas w aucie w pobliżu naszego domu. Kiedy jest spokojny, nic nie robi, wzbudza nasze zainteresowanie. Gdyby jednak zaczął się ruszać, przepakowywać coś, remontować wóz, szybko przestanie nas zajmować – tłumaczy Słowińska. Dlatego też zdarza się, że detektywi celowo aranżują scenki, zamiast chować się po kątach, bo tak łatwiej mogą uśpić czujność obserwowanego.

Nieprzeciętna uroda to nie jedyna z pozornych wad, którą kobiety potrafią przekuć w zaletę w zawodzie detektywa. Opiekuńcze, łagodne, łatwiej stają się powierniczkami potencjalnych klientów. – Mężczyzna szybciej wygada się przed przedstawicielką płci pięknej niż przed drugim mężczyzną, bo nie będzie się czuł oceniany. Nie jesteśmy w jego oczach rywalką, raczej wyrozumiałym słuchaczem. Kobiety też chętniej otwierają się przed nami – tłumaczy Alicja.

Ona sama matczyną troskę zamieniła w dodatkowy atut Biura Detektywistycznego. Kiedy przychodzi do niej osoba pokrzywdzona, skrzywiona psychicznie, rozmawia z nią, namawia do pójścia do psychologa, w nawet sama kontaktuje z zaprzyjaźnionymi specjalistami z Niebieskiej Linii - Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie.

Niedawno do Słowińskiej przyszła młoda kobieta. Mąż ją zdradzał i maltretował. Dziewczyna siedziała w biurze Alicji na brzegu krzesła, jakby chciała zaraz uciec, wyprzeć się wszystkiego co powiedziała i wrócić do oprawcy. Wciąż miała wyrzuty sumienia, że zatrudnia detektywa, by ten zdobył dowody na liczne zdrady męża. Wytrwała jednak do końca i po kilku miesiącach przyszła odmieniona. Już po rozwodzie, z nowym planem na życie. – Co święta dostaję od niej kartkę z życzeniami – uśmiecha się Alicja.

Wbrew obiegowym opiniom, klienci wcale więc nie dyskwalifikują kobiet detektywów. Dlatego też coraz częściej panie zakładają swoje własne biura. Katarzyna Ryzner-Grudzień uruchomiła kobiecą agencję detektywistyczną Lejdis, w której pracuje z koleżankami. Jej pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Postawiła na specjalizację w branży i wygrała – na zainteresowanie nie narzeka.

Jej biuro zajmuje się głównie szukaniem dowodów zdrady oraz sprawdzaniem czy opiekunka zajmuje się prawidłowo dzieckiem. Śledzenie niewiernych małżonków może być jednak niebezpieczne. Kiedy pojawia się duże ryzyko, Katarzyna korzysta więc z pomocy kolegów po fachu. – Czasami dobrze jest, żeby podczas obserwacji towarzyszyli nam wielcy, kwadratowi faceci – przyznaje. Zdarza się też tak, że z obawy o współpracownice zupełnie rezygnuje ze sprawy. Takie sytuacje należą jednak do rzadkości.

Przez Malanowskiego prawie straciła telewizor

Częściej dochodzi do sytuacji, że klient sam rezygnuje z usługi. Co ciekawe, wcale nie dlatego, że kobiecy styl pracy wydaje mu się nieodpowiedni. Ludzie po prostu nie zdają sobie często sprawy, że detektyw to nie James Bond, który ma dostęp do technologicznych zasobów MI5. Do Alicji przyszła kiedyś kobieta i uporczywie dopytywała się o malutkie urządzenie, które mogłaby nosić na opuszku palca, a w razie potrzeby przyklejać do płaszcza męża i w ten sposób śledzić, którędy ten się przemieszcza. Inny klient wyraził szczere oburzenie, że detektyw nie może wtargnąć do sąsiada, założyć u niego podsłuchu i za jego pomocą już na drugi dzień zyskać dowody zdrady małżonki.

ZOBACZ TAKŻE


Suchocka, Bieńkowska, Mucha czy Grodzka? Prawa wyborcze Polki wywalczyły 100 lat temu, a ciągle szukają recepty na sejmową kobiecość
Bo w pracy detektyw musi pilnować się prawa i czasem rutyny. Prosta sprawa zajmuje Alicji tydzień. Telewizyjni spece, na których powołuje się gro odwiedzających jej biuro, daleko bardziej skomplikowane problemy rozwiązują w 45 minut. Nic dziwnego, że jej usługi zawodzą oczekiwania klientów.

Seriale detektywistyczne to zmora naszego zawodu – skarży się Słowińska. - Raz z ciekawości włączyłam tego "Malanowskiego". Ale jakież to są bzdury! Wytrzymałam dwadzieścia minut i dłużej nie mogłam. Wyłączyłam go. Pewnie i zrobiłabym coś bardziej spektakularnego, ale żal wyrzucić przez okno pięćdziesięciocalowy telewizor.

O ile jednak cudowne gadżety i natychmiastowe efekty pracy można między bajki włożyć, o tyle panie detektyw upierają się, że kobieca intuicja, tak przydatna w zawodzie, istnieje. Łatwo wykrywają kłamstwo, zdarza się, że idealnie przeczuwają moment, kiedy i w jakim miejscu pojawi się obiekt, którego szukają. – Nie róbmy z tego jakiś czarów – zastrzega Alicja. – Ale to prawda, że kobiety posiadają to przeczucie, które podpowiada im, co robić.

Nie tylko intuicja zapewnia sukces w zawodzie. Zarówno Katarzyna jak i Alicja zapewniają, że bardzo ważne są predyspozycje psychologiczne – umiejętność słuchania, wczuwania się w drugą osobę, kreatywność, również łatwość kojarzenia faktów i naturalna ciekawość świata.

Szkoły, praktyki, owszem, ale najważniejszy egzamin

Jednak chęci i predyspozycje to nie wszystko. Żeby mieć uprawnienia do pracy w zawodzie detektywa, trzeba uzyskać licencję. A tą otrzymać można jedynie po zdaniu egzaminu, który przeprowadza Komendant Główny Policji. Terminy znajdują się za każdym razem na stronie Biuletynu Informacji Publicznej Komendanta Głównego Policji oraz na stronach podmiotowych komend wojewódzkich Policji. Test taki odbywa się kilka razy w roku, nie rzadziej niż raz na kwartał.

 

Kto może zostać detektywem?
Zasady określa ustawa o usługach detektywistycznych z dnia 6 lipca 2001 roku. Według niej licencję, uprawomocniającą do wykonywania tego zawodu mogą otrzymać wyłącznie osoby, które:

  1. posiadają obywatelstwo polskie lub obywatelstwo innego państwa członkowskiego Unii Europejskiej, Konfederacji Szwajcarskiej lub państwa członkowskiego Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA)
  2. ukończyły 21 lat,
  3. posiadają wykształcenie co najmniej średnie,
  4. mają pełną zdolność do czynności prawnych,
  5. nie toczy się przeciwko nim postępowanie o umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe,
  6. nie były skazane prawomocnym wyrokiem za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe,
  7. nie zostały zwolnione dyscyplinarnie z Policji, Straży Granicznej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Biura Ochrony Rządu, wojska, prokuratury, sądu lub z innego urzędu administracji publicznej
  8. posiadają pozytywną opinię komendanta powiatowego, rejonowego lub miejskiego Policji, właściwego ze względu na miejsce zamieszkania, sporządzoną na podstawie aktualnie posiadanych informacji przez Policję
  9. posiadają zdolność psychiczną do wykonywania czynności detektywistycznych, stwierdzoną orzeczeniem lekarskim,
  10. zdały egzamin na licencję detektywa

Egzamin jest konieczny. Owszem, istnieją szkoły policealne, które w swoich ofertach mają kursy dla przyszłych detektywów, jednak samo ich ukończenie nie daje pełni praw do wykonywania tego zawodu. Szkolenia pomagają jedynie opanować wiedzę konieczną do zdania testu. A ten nie jest łatwy. – Żeby zostać detektywem, trzeba najpierw zdać część pisemną, potem ustną – tłumaczy Katarzyna Ryzner-Grudzień. – Test składa się z blisko czterdziestu pytań, dotyczących między innymi Konstytucji, prawa karnego i cywilnego, ochrony danych osobowych, kryminalistyki, kryminologii.

Jak sama przyznaje, wiele osób szykuje się pod okiem specjalistów na kursach, nie jest to jednak gwarancją sukcesu. Ona uczyła się do egzaminu sama, choć nie ukrywa, że dużym ułatwieniem było, że wcześniej przez kilka lat pracowała w agencji Detektywi 24, gdzie nawiązywała kontakty z klientami i przygotowywała umowy. Dzięki temu poznała środowisko od środka i wiedziała, z jakimi problemami będzie się stykała w przyszłości.

To również przydało się podczas egzaminu ustnego, który bywa niezwykle stresujący. W komisji siedzi dwanaście osób – sami specjaliści od zagadnień poruszanych na teście, między innymi przedstawiciele prokuratury, sądu, Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Każda z osób w komisji może zadać dwa, a nawet trzy pytania.

ZOBACZ TAKŻE


Będziesz szefem? Naukowcy znają odpowiedź
- Wśród tak wielu zadań, łatwo trafić na coś, co będzie zaskoczeniem. I mnie to spotkało – wspomina Katarzyna. - Przyznałam, że owszem, nie wiem jak odpowiedzieć, jednak wynika to tylko z tego, że dotąd nie spotkałam się z podobnym problemem. W innym przypadku przypominałam sobie sprawy, z którymi zetknęłam się w agencji i przy których korzystałam z pomoc prawników.

Zdanie egzaminu to jedno, jednak stawianie pierwszych kroków z zawodzie zdominowanym przez mężczyzn to kolejne wyzwanie. Wiele adeptek szuka kogoś doświadczonego, kto pokazałby im, jak zmierzać się z konkretnymi problemami. Alicja Słowińska korzystała z pomocy między innymi detektywa Marcina Popowskiego. Wybór nie był przypadkowy. Wcześniej przez dłuższy czas podglądała jego dokonania, podpatrywała techniki. Mistrz czy mentor? Raczej by go tak nie nazwała. Popowski był jak nauczyciel, z którym godzinami rozmawiała i dopytywała o wyjaśnienie wszystkich niejasności.

Dziś sama dostaje dziennie jeden, dwa e-maile z prośbą o to, by pomogła komuś stawiać pierwsze kroki w zawodzie. Bywa, że się na to decyduje. Jednak nie za często. – Zazwyczaj piszą osoby bardzo młode, bez doświadczenia, nawet bez podstawowej wiedzy. Gdy kogoś biorę, to oczekuję, że sam choć trochę zorientuje się, na czym polega ta praca – tłumaczy Słowińska.

Nerwowe spojrzenia w lusterka to już odruch

Bo praca detektywa nie zamyka się w ośmiu godzinach na dobę. Alicja jest pod telefonem niemal bez przerwy. Zdarza się, że wychodzi na kilka godzin, by wrócić po trzech dniach. Jak jej rodzina podchodzi do takiego trybu życia? Zaskakująco dobrze. Przez lata przyzwyczaili się do wakacji last minute i samotnych wieczorów. Córka wie, że nie zaplanują sobie wspólnego wyjścia na zakupy tydzień wcześniej. Sama kończy studia prawnicze i planuje zostać detektywem.

Katarzyna stara się dopasować czas pracy do rodziny. Nie przyjmuje zlecenia, jeśli przeszkodzi jej ono w udziale w urodzinach męża, w święta zdarza jej się wyłączyć telefon.

Obie jednak przyznają, że praca detektywa miała na nie niemały wpływ. Kiedy Alicja jedzie samochodem do innego miasta, niejednokrotnie łapie się na tym, że sprawdza w lusterku czy ktoś jej nie śledzi. Katarzyna patrząc na wysoki budynek na blokowisku liczy: jedenaście pięter, na każdym dwa mieszkania, w każdym po jednej rodzinie... A każda z nich ma swoją historię. Nieraz tragiczną.

Z biegiem lat stały się jednak bardziej odporne na szokujące zdarzenia i obrazy. Katarzyna nie raz musiała oglądać z klientką seks taśmy jej męża czy zużyte prezerwatywy, które kobieta przyniosła do biura. Alicja nieraz przekazywała policji dowody obciążające handlarzy narkotykami i godzinami ślęczała nad dokumentami lewych firm. Tylko czasem jest ciężej, gdy do biura przychodzi trzeci raz ta sama, prześliczna trzydziestolatka i znów trzeba jej powiedzieć, że kolejny mężczyzna, z którym się związała, podaje się za kogoś, kim nie jest w rzeczywistości.

 

Dorota Ziemkowska

2013-02-20 06:02:45

Tagi:

praca,

detektyw,

rozwody

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Masz szansę rozpocząć ciekawą dyskusję.