Nigdy nie przegrałam sprawy w sądzie. Jak na tyle lat, ile żyję, to uważam jest niezły wynik. Ignorantów z @pomponik.pl proszę, żeby się dokształcili: ugoda sądowa nie jest przegraną, zważywszy że jej brak może doprowadzić do oddalenia powództwa w całości. O pozwie „medialnym” nie wspominam, ten wydarzył się najwyraźniej tylko na fejsbuku…
Ale tak, nigdy nie wyszłam z sądu z podkulonym ogonem. Powiem więcej, lubię salę sądową. Lubię nieuchronność i przejrzystość prawa: tak-tak, nie-nie.
„Prawo to to osnowa wiecznego porządku świata oraz doskonałej sprawiedliwości, niezależnej od ludzi i ich interesów oraz ograniczonych umysłów”.
Źródło: https://poezja.org/wz/a/Temida
Jeśli to skomplikowane, sprawę trzeba rozebrać na czynniki pierwsze, jeśli na drodze do wyroku stoją emocje, trzeba je wyciszyć i sięgnąć głębiej. Powiecie, prawnicy to manipulatorzy, wszystko da się udowodnić, jeśli tylko ma się wystarczająco dużo kasy. Otóż nie, nie jest tak. Wśród ludzi trudniących się prawem są oczywiście także oszuści, przekupni sędziowie, nieuczciwi adwokaci, mściwi prokuratorzy. Mniej więcej tak samo, jak wśród kleru, a przecież to także zawód zaufania publicznego. Jeśli jednak ktoś wierzy, tak jak ja, że dobrze skonstruowane prawo porządkuje świat, to te smutne przypadki niczego nie zmieniają.
Nad prawnikami czuwa Temida, tak jak nad lekarzami czuwa Hipokrates. Ten ostatni kazał przede wszystkim nie szkodzić, Temida to bogini z zasłoniętymi oczami: bezstronność to obowiązek każdego prawnika. A misją jest dążenie do prawdy. Oczywiście, że to nie zawsze się udaje. W końcu O.J. Simpson został uniewinniony, a Polsce Tomasz Komenda spędził 18 lat za kratami. Niemniej na szczęście, w życiu zwykłego celebryty, takiego jak ja, kwestie prawne najczęściej nie dotyczą życia i śmierci.
Dwukrotnie pozywałam, bo byłam pod ścianą. Kredyty frankowe zniszczyły mi wiele lat życia, a proces w jednym przypadku trwał osiem lat. Zakończył się ugodą i myślę, że była ona sprawiedliwa. Dlaczego tak się stało? Co sprawiło, że po 10 latach uczciwego spłacania kapitału i odsetek, dług wzrósł o 20%? Czy ja, ani mój były mąż nie umieliśmy czytać? Czy byliśmy zwykłymi idiotami, którzy podpisali coś, co nie miało racji bytu? Nie. Zostaliśmy oszukani, tak jak kilkaset tysięcy innych polskich frankowiczów. Kredyty frankowe pogrążyły rodzącą się dopiero w Polsce klasę średnią i wyjaśnienie oraz zamknięcie kwestii kredytów frankowych (korzystne dla kredytobiorców, nie dla banków) nareszcie stało się polską racją stanu, ponad podziałami politycznymi. To cieszy.
Inna „pula” moich pozwów to pozwy o naruszenie dóbr osobistych z mojego powództwa. Pozywałam tabloidy, za wielokrotne szczucie na mnie i moją rodzinę. Mniej więcej od
czasu mojego udziału w „Tańcu z gwiazdami” stałam się celebrytką właśnie. Tabloidowi adwokaci argumentowali na sali sądowej, że moje pojawianie się na tzw. „ściankach”, pokazanie zdjęcia w sytuacji prywatnej, opowieść o jakimś aspekcie bycia mamą, czy w ogóle jakakolwiek historia z mojego życia prywatnego, jaka pojawia się mediach, legitymizuje włażenie z brudnymi buciorami do całego mojego życia, spekulacje na temat tego, co się w nim dzieje i bezlitosne oceny mnie, mojego charakteru i wszystkich moich wyborów.
Sądy rozstrzygały zawsze tak samo: to ja decyduję, ile prywatności chcę pokazać w moich mediach. Dopóki nie pełnię ważnych funkcji państwowych, nikt nie ma prawa żądać dostępu do mojego życia prywatnego, prześwietlać mnie. Nawet gdybym była chroniczną ekshibicjonistką i czerpała satysfakcję z publicznego obnażania wszystkiego tego, co prywatne, to jest i zawsze będzie wyłącznie moja decyzja. To, co sama zdecyduję się zakryć, ma pozostać zakryte. Myślę że moje doświadczenie może przydać się dzisiaj osobom, którym zależy na tego typu sławie, od której ja od 15 lat uciekam (i już mi się udało). Możecie się bogacić w serwisie Only Fans, możecie brać udział w cyrkowych walkach Fame MMA, możecie pokazywać światu tatuaże w miejscach intymnych. Ale jeśli zdecydujecie się nie mówić, nie pisać, nie pokazywać czegoś/kogoś w mediach, to nikt nie może zmusić was do zmiany tej decyzji.
W tych rozważaniach o pojawianiu się na sali sądowej muszę wspomnieć również o sytuacjach, w których stawiałam się w sądzie jako pozwana, a nawet oskarżona (w sprawach kodeksu karnego). Zdarzało się to wielokrotnie, raz pewien pan pozwał mnie o zniesławienie i pozbawienie dochodów na przykład. I wiecie co: niczego to nie zmieniło w moim stosunku do prawa i jego instytucji. Nie będę udawać, że były to przyjemne chwile, bez przesady. Ale stałam na tej sali z podniesioną głową, wiedziałam, że nigdy świadomie nie chciałam nikomu zrobić krzywdy, nigdy nie potrzebowałam się na nikim zemścić, nigdy nie musiałam nikomu udowadniać, że jest lepsza, mądrzejsza, bogatsza. Po prostu zeznawałam prawdę i nic poza tym. I za każdym razem okazywało się, że to wystarczy.
Dzisiaj mam 53 lata i niebawem znowu będę musiała pojawić się w sądzie. To jedna z tych nieprzyjemnych spraw, więc proszę, trzymajcie kciuki. Zrobię to, co zawsze, powiem prawdę, z nadzieją spojrzę na Temidę i… zaufam jej.











