O poranku, a wstaję dość wcześnie, zawsze słucham jazzu. Poranna synkopa, z jakiejś przyczyny, daje mi poczucie, że wszystko będzie dobrze. A przynajmniej tak, jak ma być.
Myślę o kobietach mojego pokolenia, matkach i nie matkach, czasami żonach, czasami szczęśliwie niezwiązanych. Od dłuższego czasu czuję, że rozumiemy się bez słów. Tak, ciągle z niektórymi się nie lubię, ale to właściwie nie ma znaczenia. Mam wrażenie, że każdy, kto przeżył w tym kraju ponad pięćdziesiąt lat, jest albo gotowy/gotowa na wszystko, albo przebywa na trwałej emigracji wewnętrznej. Jeśli to drugie, to interakcje społeczne nie są już mu/jej potrzebne. A jeśli to pierwsze, to miło jeśli jeszcze lubi to dziwne, niezrozumiałe, ale piękne zjawisko, zwane życiem. Mam wrażenie, że my, pokolenie X, cały czas życie lubimy i umiemy się nim cieszyć.
Nigdy nie zapomnę wywiadu Piotra Najsztuba z Beatą Tyszkiewicz sprzed lat. Pierwsze pytanie tego wywiadu na łamach magazynu „Viva” brzmiało: – Pani Beato, życie jest długie czy krótkie? – Beata odpowiedziała oczywiście, że to zależy, etc. ale dla mnie najważniejsze było samo pytanie. Czy moje życie jest długie? Spędziłam 17 lat na edukacji, którą traktowałam śmiertelnie poważnie. Następnie 25 lat w mediach tradycyjnych. Teraz, od ponad pięciu lat, uczę się nowych mediów. Tymczasem trzykrotnie wychodziłam za mąż i rozwodziłam się. Urodziłam i wychowałam, oraz wypuściłam w świat, zapewniając dobry start, dwójkę dzieci. Mam wciąż na to życie ogromny apetyt, ale smakuje je już zupełnie inaczej. Już nic nie muszę, niczego nie chcę udowadniać, ani innym, ani sobie. Czy to wszystko, co mi się udało i to, w czym poniosłam porażkę, powinno mnie zmęczyć? Czy powinnam mieć świadomość, że długo już trwa to moje życie? A może odwrotnie, może naturalniejsze byłoby poczucie, że dopiero się rozkręcam, oraz że nareszcie czuję, o co w tym wszystkim chodzi? Właściwie nie mam odpowiedzi na te pytania, może w ogóle jej nie ma. Niemniej głęboko wierzę, że warto je sobie zadawać, by żyć bardziej świadomie, uważnie i tak, by samemu nadawać naszemu życiu sens.
Ogromna większość z nas, jeśli ma dzieci, to są one dorosłe, lub prawie dorosłe. To już są trochę stworzenia z innej planety – tzw. Zetki. Krytyczne, świadome, wewnątrzsterowne, niekonfrontacyjne, ale często zaangażowane społecznie, pogubione i jednocześnie w pełni skupione na swojej misji. Nie do końca je rozumiem, staram się dostrzegać i szanować, ale zdecydowanie mówię innym językiem.
Ten projekt, który nazwaliśmy I-Woman, kieruję jednak przede wszystkim do kobiet z pokolenia „pomiędzy”. Dzisiejszych trzydziesto-czterdziestolatek, zwanych pokoleniem Y. Mam wrażenie, moje drogie, że coś Was ominęło. To prawda, że nie jesteście skażone PRL-em, nie pamiętacie stanu wojennego, ani kartek żywnościowych. Ale gdy dorosłyście, dzikie lata 90-te już się skończyły, pomysły były wymyślone, kariery zrobione, pieniądze i stołki rozdane. Polska wchodziła w niepewny dwudziesty pierwszy wiek, a Wy razem z nią. Kultura w zasadzie się nie liczyła, edukacja coraz bardziej dewaluowała, rodzina została obnażona, jako miejsce przemocy i patologicznych zachowań, a alternatywa wobec niej nie majaczyła nawet na horyzoncie, zresztą nie ma jej przecież do dziś. Nie jesteście już, tak jak ja, „pokoleniem McGyvera”, słowo „załatwiać” ma dla Was dziwny, korupcyjny posmak, trudno więc zapewne było naprawić ten rachityczny nowy świat, odarty z tradycji, po polsku nieufny. I to tak w mikro-, jak i w makroskali.
Dlatego chylę czoła przed tymi Was, którym udało się stworzyć coś dla siebie. Czasem nieduży biznes, czasem szczęśliwą niestandardową rodzinę, czasem po prostu spójną wizję siebie, z którą da się żyć i odczuwać przyjemność, radość i satysfakcję. Chciałabym z Wami porozmawiać, posłuchać Waszych opowieści. Każdy z nas żyje trochę w swojej bańce, moje przemyślenia, moja wizja, jest tak naprawdę tylko moja i być może nie ma w niej nic z prawdy uniwersalnej. Niemniej byłabym naprawdę szczęśliwa, gdyby taką uniwersalną prawdę dało się odkryć tutaj, dzięki Wam. Jakie jesteście? Co Wam w duszy gra? Czego się boicie? O czym marzycie? Co lubicie, a czego nie możecie znieść? Co chciałybyście w swoim życiu zmienić, a z czego jesteście szczególnie dumne?
Wierzę, że warto rozmawiać. Czekam na Wasze głosy. Możecie zawsze do mnie napisać tutaj, możecie komentować moje rozmowy w Po prostu pytam i Bez kagańca. Cieszę się, że będziemy mogły się spotykać na I-Woman i dużo sobie po tych spotkaniach obiecuję.










