Tam, gdzie kończy się konkurs, a zaczyna muzyka

Tam, gdzie kończy się konkurs, a zaczyna muzyka

Międzynarodowy Konkurs Chopinowski to pozycja obowiązkowa dla każdego uczestnika kultury, nie tylko w Polsce. Ten poprzedni, po-pandemiczny, mi uciekł, byłam bowiem odrobinę zajęta załamaniem nerwowym po rozpadzie mojego trzeciego małżeństwa, oraz budowaniem nowego związku (no wiem, absurd…). Podobno Bruce Liu był wtedy, w 2021 roku, zwycięzcą bezapelacyjnym i było to widać dość wcześnie.

W tym roku słuchałam Konkursu od początku. Zachwycił mnie Włoch, Gabriele Strata, który nie tylko wykonał chopinowskie bolero tak, że Maurice Ravel prawdopodobnie powstał z grobu w zachwycie, ale także prezentował godny podziwu spokój, nie krzywił się, nie wykręcał i nie robił kół rękami, jakby zarzucał wędkę. To było odświeżające. No ale nie dostał się nawet do nawet trzeciego etapu.

Skupiłam się więc na występach młodego Polaka, Yehudy Prokopowicza, OMG, tak, imię jest żydowskie, może dlatego że wychowywał się Yehuda niedaleko Jerozolimy. Mamy w naszym smutnym kraju ten niezwykły przywilej, że najwybitniejsze jednostki w historii świata, potomkowie narodu wybranego, krajanie Jezusa i Maryi, czasami czynią nam ten zaszczyt i mówią o sobie, że są Polakami. Bądźmy dumni. Otóż młody Yehuda grał mazurki tak, jakby wczoraj wypełzł z bronowickiej chaty po trzech dniach chłopskiego wesela, na którym był klezmerem. Nie wiem, jak on to zrobił. Ale do finału nie przeszedł.

Pomyślałam – nigdy Japończycy, ci piewcy geniuszu Chopina, wrażliwcy o niezwykłym talencie ukazywania śpiewności tej muzyki, nie zwyciężyli w konkursie. A tak się składa, że mamy w finale dwie wspaniałe pianistki z kraju kwitnącej wiśni: doświadczoną, najstarszą wśród uczestników Shiori Kuwahara, która chce muzyką zmieniać świat i czynić ludzi dobrymi (bardzo się wzruszyłam, gdy to powiedziała) i 23-letnią Miyu Shindo, która w finale zagrała mój ukochany koncert fortepianowy e-moll w taki sposób, że nie mogłam wyjść z samochodu i siedziałam przez wiele minut pod domem rodziców w zimnym aucie, słuchając tej nieprawdopodobnej synergii z orkiestrą Filharmonii Narodowej. Obie wspaniałe. Obie przegrały.

Przez chwilę poczułam też jakąś wielką czułość do młodziutkiej Chinki, Tianyao Lyu, wychowanki Katarzyny Popowej-Zydroń, która parę razy pełniła funkcję przewodniczącej jury konkursu. Tianyao nie skończyła jeszcze 17 lat, gdy po raz pierwszy weszła na scenę Filharmonii przy Jasnej. Nie wyglądała nawet na stremowaną, raczej zniecierpliwioną, żeby jak najszybciej stać się muzyką. Tak ją widziałam, jak mały kłębek emocji, który czyni muzykę. Jej występy były w związku z tym zapewne trudne do oceny – jak punktować energię?

Muszę powiedzieć, że byłam też pod wrażeniem prowadzenia przesłuchań na scenie w wykonaniu Moniki Podolak. Nienaganna angielszczyzna, precyzyjna dykcja i wymowa trudnych dla nas, azjatyckich nazwisk, prezencja i szyk, to było budujące. No i transmisje na YouTube i TikToku – brawo Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Dobry moment, żeby poczuć się dumną z Polski, pomyślałam.

Niestety to uczucie minęło dziś rano, gdy usłyszałam werdykt. Powiem wam zupełnie szczerze, nie zapamiętałam ani jednej nuty z występów Erica Lu, a naprawdę grzecznie słuchałam wszystkich. W jednej z dyskusji w mediach społecznościowych przeczytałam, że taki właśnie werdykt przewidziała sztuczna inteligencja i przyznam, że to ma sens.

Ja rozumiem, że nie można przecież dać nagrody jakiemuś Gruzinowi (David Khrikuli), który w dodatku – o zgrozo! – pomylił się w koncercie. Tego, że udało mu się niemal błyskawicznie wkleić z powrotem w harmonię z orkiestrą, nikt już nie docenił. David pokazał, że nie jest robotem, a to w konkursie karane jest śmiercią. Chinka też nie mogła wygrać – Chin nie lubimy. Zresztą żadna kobieta nie mogła wygrać, nie gdy w jury rządzą mentalne i psychiczne dziady. Słuchałam przez chwilę wywiadu z Krzysztofem Jabłońskim, skądinąd świetnym pianistą: poloneza na konkursie – nie słyszałem, mazurków? – ani jednego, walca nie umieją zagrać młodzi, nie wiedzą, co to jest taniec, nie mają poczucia rytmu, etc. No wiadomo. Pięknie to skontrował Piotr Pawlak, gdy mówił o swoich przygotowaniach do występu w konkursie, a konkretnie o rozliczaniu kroków, akcentów tanecznych w mazurkach, wyobrażaniu sobie siebie w tym tańcu…

No cóż, pan przewodniczący Ohlsson wielokrotnie narzekał na złe samopoczucie, nie tylko on zresztą biadolił, jakie ciężkie jest życie jurora, ile trzeba się napracować… Proponuję więc uwolnić tych zmęczonych starszych panów od owego nieludzkiego brzemienia i oddać sprawy w ręce ludzi, dla których muzyka Chopina nie jest gorsetem, który trzeba sznurować aż wyprze się z kobiety resztki tlenu.

Jak wielokrotnie podkreślałam, łzawe i naskórkowe poczucie patriotyzmu jest mi obce. Sam Chopin też nie wydaje mi się, wbrew powszechnemu mniemaniu, jakoś szczególnie bogoojczyźniany. Potrzeby umieszczenia polskiej flagi na scenie FN, ani obecności biało-czerwonych kwiatków tamże nie odczuwałam. Nie uważam, że jury powinno być tylko polskie.

Jedyne, co postuluję, to wpuszczenie odrobiny powietrza do tego dusznego salonu. Pewnie niedługo się okaże, że po raz kolejny szargam narodowe świętości, ale na szczęście jestem już wystarczająco stara, żeby funkcjonować bez lęku. I bez kagańca.

Na koniec polecam Wam występ Tianyao Lyu w drugim etapie konkursu: preludia od nr 19 i Wariacje B-dur, op.2. Tak będzie się grało w przyszłości, gdy do muzyki Chopina wróci dusza.

Avatar photo
Witajcie Drodzy Czytelnicy! Jeśli, tak jak ja, wierzycie w słowo pisane, to warto czasem tu zajrzeć. W iWoman znajdziecie wszystko, co może interesować nowoczesną kobietę. Przede wszystkim wartościowe rozmowy w dwóch formatach telewizyjnych „Po prostu pytam” i „Bez kagańca”. Będzie o życiu i próbach, które życie nam serwuje, o miłości i ambicji, o budowaniu charakteru i o pokorze w czasie życiowych zmian. Ale chciałabym też pisać do Was o tym, co spotyka mnie na co dzień, radzić się Was i rozmawiać z Wami, tak jak udaje mi się od to od wielu lat w moich mediach społecznościowych. Wierzę, że wspólnie możemy zbudować interesującą społeczność odważnych i świadomych kobiet w każdym wieku,  które będą umiały się wspierać i inspirować wzajemnie. Do zobaczenia na łamach! A kontakt ze mną w każdej sprawie: monika@iwoman.pl