Wydaje Ci się, że promienna, świeża cera to efekt czasochłonnych rytuałów i warstwowego makijażu? Niekoniecznie! Da się to zrobić szybciej, prościej i… o wiele lżej. Makijaż typu „fresh face” to kierunek, który pokochały kobiety na całym świecie, gdyż łączy naturalność, delikatny glow i komfort noszenia.
Dlaczego pokochaliśmy efekt „fresh face”?
W pełnym obowiązków zabieganym dniu chcemy wyglądać świeżo, jak po dobrym śnie, nawet jeśli realnie spaliśmy… no, powiedzmy, umiarkowanie dobrze. „Fresh face” to delikatny, pełen subtelnych akcentów makijaż, który dyskretnie podbija to, co w nas już jest piękne, a zatem naturalną fakturę skóry, zdrowy blask i lekkość rysów.
Krok pierwszy: obudź cerę, zanim obudzisz resztę świata
Zacznij od szybkiego masażu twarzy – dosłownie minutka, żeby pobudzić krążenie. Jeśli masz w lodówce roller, to schłodzony jadeit lub kwarc kamień potrafi zdziałać cuda. A jeśli nie? Kostka lodu owinięta w chusteczkę sprawdzi się równie dobrze. To taki mały sekret pielęgnacji, który sprawia, że skóra staje się bardziej promienna, a opuchlizna znika.
Krok drugi: lekka baza, która robi robotę
Podstawą efektu świeżej twarzy jest podkład, który nie tworzy maski. Szukaj formuł dających świetliste, naturalne wykończenie – takich, które wyglądają jak druga skóra, czyli lekko, promieni i nie tworzą na buzi zasychającej, grubej skorupy, upodabniając makijaż bardziej do scenicznego, niż codziennego.
Idealnym przykładem jest podkład rozświetlający, który łączy lekkość z subtelnym blaskiem. Daje efekt świeżości bez nachalnego błysku i świetnie wpisuje się w trend „no-makeup makeup”. Wystarczą dosłownie dwie pompki, wklepane gąbeczką lub palcami – tak, palcami też można, nikt nie zabroni! Podobno nasze dłonie to najlepsze narzędzie do makijażu.
Krok trzeci: korektor tylko tam, gdzie trzeba
W makijażu „fresh face” nie gonimy za perfekcją. Trochę cieni pod oczami? Luz. Lekki rumieniec? Bardzo proszę. Chodzi o to, żeby zachować naturalną fakturę skóry. Korektor nakładamy wyłącznie tam, gdzie sytuacja tego wymaga: skrzydełka nosa, niewielkie zaczerwienienia, ewentualnie linia wodna, jeśli noc była zbyt krótka.
Krok czwarty: róż i rozświetlacz – duet, który robi efekt „wow”
Jeśli jest jakiś produkt, który natychmiast odmładza, to właśnie kremowy róż. Daje efekt tej naturalnej, zdrowo wyglądającej, rumianej cery, której nic nie uzyskamy żadnym matującym lub kryjącym podkładem. Nałóż odrobinę na policzki, przeciągnij delikatnie ku górze i gotowe. Zaaplikuj też rozświetlacz, ale pamiętaj, że tu należy zachować umiar. Jedno muśnięcie na szczytach kości policzkowych wystarczy, żeby złapać światło i dodać skórze subtelności i pięknego efektu glow. Ten kosmetyk robi ogromną różnicę w wyglądzie cery!
Krok piąty: rzęsy, brwi i… stop
W takim makijażu brwi nie powinny wyglądać jak narysowane ekierką. Wystarczy żel, który ujarzmi włoski i doda im lekkiego kierunku. Co z rzęsami? Tu też dążymy do naturalności dlatego zastosuj tusz wydłużający, najlepiej taki, który nie skleja i nie tworzy teatralnego efektu.Zapewniamy, że to wystarczy. Zero konturów, zero bakingu, zero walki o perfekcję. „Fresh face” kieruje się prostymi ale jakże doskonałymi zasadami – i o to chodzi.
Sekretny trik, który skraca czas o połowę
Jeśli chcesz mieć kontrolę nad kosmetykami, które nakładasz na swoją buzię, nakładaj produkty kremowe palcami. Ciepło skóry pomaga im lepiej się wtopić, a efekt wygląda po prostu bardziej naturalnie. W dodatku odpada konieczność szukania czystego pędzla (który, bądźmy szczerzy, bywa gatunkiem zagrożonym wyginięciem w niejednej kosmetyczce).
Makijaż typu „fresh face” to coś więcej niż trend. To sposób na codzienny komfort, lekkość i pewność siebie – bez ciężaru, który odbiera skórze blask. Jest szybki, pełen lekkości i podkreśla atuty urody. Pokusimy się o stwierdzenie, że jest niczym kubek kawy o poranku: niby drobiazg, ale zdecydowanie robi dzień!
Artykuł sponsorowany













